Życie zmieniło naszą planetę. Wolny tlen w ziemskiej atmosferze jest unikatem w skali kosmosu. Powstał dzięki roślinom, służy nam za źródło energii.

Organizmy roślinne wiążą dwutlenek węgla z powietrza, budując z niego swoje ciało, zwiększając w ten sposób biomasę. Od pewnego czasu sporo mówi się o zagospodarowaniu biomasy roślinnej na cele energetyczne. I robi się to z powodzeniem, choć nie bez kosztów ekonomicznych i środowiskowych…

 

Bilans CO2

Teoria jest prosta i z pozoru bardzo logiczna: posadzić roślinę – ona wyciągnie z atmosfery szkodliwy, cieplarniany dwutlenek węgla, potem spalić roślinę wykorzystując ciepło i wprowadzić do atmosfery tyle samo CO2, ile pochłonęła nasza roślina. Bilans się zamknie, nie obciążymy więc środowiska dodatkowym zanieczyszczeniem. Brzmi sensownie. W teorii tak…

 

Biogazownie, czyli palenie glebą w piecu

Polska, w dokumentach strategicznych poświęconych rozwojowi OZE, stawia przede wszystkim na energię wiatru i biomasy, w tym na biogazownie rolnicze. Z założenia biogazownie mają wykorzystywać odpady: odchody zwierzęce, nieudane plony czy resztki z przetwórstwa spożywczego. Idea szczytna, takie zagospodarowanie odpadów ma sens. Poza tym odpad z definicji to coś niepotrzebnego, bezwartościowego. Odbierając go robimy komuś przysługę. Czy na pewno wszystko wygląda tak prosto?

Odpadów nadających się jako wsad do biogazowi jest na rynku zbyt mało! Jeśli jest na nie zapotrzebowanie to nie są już za darmo a ich cena rośnie: odpady stają się surowcem. W dodatku odpadów mięsnych, najcenniejszych z punktu widzenia ilości wytwarzanego metanu, nie można wykorzystywać w biogazowniach, ze względu na odór i kwestie epidemiologiczne. Trzeba więc szukać zastępstwa. Tym zastępstwem są rośliny energetyczne a przede wszystkim modyfikowana genetycznie kukurydza. W Niemczech, gdzie jest kilka tysięcy biogazowi, pola kukurydzy energetycznej zdominowały rolniczy krajobraz. Ta kukurydza jest dziwna: w ciągu kilku miesięcy osiąga 2 metry wysokości i ogromną biomasę. Robi to kosztem gleby, bardzo szybko ją wyjaławiając. W uproszczeniu można by stwierdzić, że w biogazowi „pali” się glebą a nośnikiem energii w tym procesie jest kukurydza. Do tego dochodzi wymagający emisji zbiór roślin i ich transport co powoduje, że bilans dwutlenku węgla w rolniczej biogazowi nie zamknie się. W dodatku ogromy areał dotowanej kukurydzy energetycznej zmniejsza uprawę żywności, podnosząc jej ceny. Koszt budowy biogazowi jest spory. Moc wytwarzana przez średnią biogazownię to ok. 1 MW energii elektrycznej i 2 MW ciepła. Sumarycznie tyle co 1 wiatrak. Jednak prądu biogazownia dostarczy więcej, bo pracuje ciągle. Nieustannie wymaga jednak obsługi i surowca. Z jednej strony daje zatrudnienie w rolnictwie, z drugiej zaś nigdy nie osiągnie rentowności bez dopłat pochodzących przecież z podatków. Podsumowując: nieliczne biogazownie, zagospodarowujące odpady – zdecydowane TAK, biogazownie zasilane uprawami energetycznymi, moim zadaniem NIE.

 

Biomasa: emisja i bankructwo?

Patrząc idealistycznie na cykl CO2, toczący się wokół stosowania biomasy jako paliwa, można powiedzieć, ze tyle samo emitujemy co pochłaniamy. Załóżmy, że tak jest. Tylko, czy ktoś z nas chciałby mieć w sąsiedztwie ogromną ciepłownię zasilaną biomasą? Tu pojawia się problem. Mimo, ze cykl się zamyka, dym z komina i tak leci. W dodatku, jako emisja punktowa, czyli stężona.  A przecież wiatraki, elektrownie wodne, solary czy ogniwa fotowoltaiczne też produkują czystą energię bez żadnej emisji! Mało tego. Spalając biomasę w ogromnych, konwencjonalnych elektrowniach, obniża się poziom sprawności kotła o tyle procent, ile dorzuca się biomasy. Efekt jest więc zerowy ale zgodnie z prawem pojawiają się zielone certyfikaty, gdyż spalanie biomasy to również OZE. Te „biomasowe” certyfikaty są tanie: biomasę spala się jako dodatkowe paliwo w istniejących już instalacjach, co oznacza brak konieczności inwestowania w sprzęt. Dodatkowo, w większości nie jest to polska biomasa…tylko ukraińskie łuski słonecznika lub łupiny orzechów kokosowych z końca świata. Jaką emisję CO2 powoduje transport statkami tych odpadów do Polski! Tanie certyfikaty, sprzedawane na Towarowej Giełdzie Energii, nokautują zielone certyfikaty wytwarzane w droższy ale bezemisyjny sposób (wiatraki, elektrownie wodne czy słońce). Oznacza to bankructwo wysokowyspecjalizowanych technik OZE i zapewnienie osiągnięcia przez Polskę w roku 2020 15 % energii OZE z … palenia krzakami w piecach. Przeciw temu w Bogatyni protestował Greenpeace. I nie był bez racji. Zauważył to również rząd i minister gospodarki szuka metody prawnej aby zablokować taki proceder. Jednym z pomysłów jest zakaz importu biomasy spoza Polski. Jest to uzasadnione cyklem CO2, który powinien zamykać się na miejscu.

 

Biomasa we własnym domu

W naszym domu również możemy znaleźć zastosowanie dla biomasy. Przydomową kotłownię opalać możemy peletami drzewnymi a nawet zbożem! Tak, bywają lata, w których palenie pszenicą w piecu opłaca się bardziej niż węglem. Pozostają jedynie rozterki moralne takiego działania.

Inną metodą pozyskiwania cennej w ogródku biomasy, jest kompostownik. Polecam go każdemu. Świetnie da się zagospodarować w nim zarówno odpady z ogrodu jak i z kuchni. W efekcie, po kilku tygodniach otrzymujemy żyzną ziemię i redukujemy znacząco ilość wytwarzanych w domu śmieci. W wypadku „akcji jesień”, opadłe liście kompostować możemy nawet w workach na śmieci. Tak też się uda.

 

Polak potrafi

Kilka lat temu byłem w Austrii, przyjrzeć się tamtejszym sposobom zagospodarowania biomasy. Objechaliśmy wiele nowoczesnych biogazowi, obejrzeliśmy uprawy energetyczne. W końcu udało się porozmawiać z austriackim „wójtem” pewnej gminy. Człowiek ten opowiedział o swojej miejscowości. Chciał się również pochwalić nowatorskim systemem wycinania krzaków z przydrożnych rowów. Mówił, ze gmina kupiła specjalistyczną maszynę za sporą kwotę euro, która wycinała krzaki i mieliła je. Następnie wióry były suszone i brykietowane w innej maszynie. Ostatecznie przydrożne rowy były czyste a mieszkańcy gminy kupowali pelety i palili nimi w piecach. Jeden z polskich wójtów, obecnych na spotkaniu podrapał się w głowę i powiedział: „ A ja na drzwiach urzędu gminy wywieszam ogłoszenie: kto wytnie krzaki z rowów do tego należy drewno”. Efekt ten sam bez dwóch drogich maszyn. Austriakowi szczęka opadła do kolan 😉

 

Autor: Paweł Karpiński

 

O AUTORZE:

Paweł Karpiński – 34 lata, Pełnomocnik Marszałka Województwa Dolnośląskiego ds. Odnawialnych Źródeł Energii, wicedyrektor Wydziału Środowiska Urzędu Marszałkowskiego Województwa Dolnośląskiego, członek zarządu Towarzystwa Urbanistów Polskich we Wrocławiu, członek Polsko-Saksońskiej Grupy ds. Rekultywacji Terenów Powydobywczych Węgla Brunatnego. Z zawodu ekolog, z zamiłowania turysta kresowy, zdobywca górski i trochę żeglarz ;)