Miałem napisać dziś o nowych rozwiązaniach komunikacyjnych dla rowerzystów we Wrocławiu. A tu nagle taka sytuacja, że nie można jej pominąć.

Bardzo mi się podoba akcja, żeby nie zwalniać dzieci z zajęć w-f. Wszystko bardzo szlachetne, ale jak zawsze są pewne ale. Tak czy inaczej, to od nas rodziców zależy, czy nasze dziecko będzie zdrowo się rozwijać i czy my mu zapewnimy warunki do takiego rozwoju.

Uwielbiam akcje propagandowe. Wtedy ministrowie, albo prezydenci, albo premierzy są tacy piękni i ujmujący. I działają na rzecz swoich obywateli. I pokazują się we wiadomościach i aż lukier spływa po ekranie. Ale rzeczywistość jest inna. Pijar, pijarem, ale to później my, zwykli obywatele zderzamy się z codziennością.

Problem z zajęciami wf jest taki, że w szkole dzieci choć z jednego rocznika, są w różnym wieku biologicznym. I w starszych klasach podstawówki oraz w gimnazjum w jednej klasie są chłopaki już wyrośnięte, ale także małe dzieci. Podobnie ze sprawnością – jedni są zwinni, a inni nieco mniej sprawni. I choć teoretycznie nauczyciel wf powinien wiedzieć, w roczniku zachodzą różnice w rozwoju biologicznym, to zazwyczaj o tym nie pamiętają i wszystkich oceniają tak samo.

Tak rodzą się kompleksy – bo dziecko, które nie osiąga podobnych wyników jak najlepszy, czyje się kiepsko. Podobnie gdy jeden jest szczupły i sprawny, a drugi otyły i mniej ruchliwy. Wtedy ten drugi po prostu nie chce ćwiczyć na wf, bo jest porównywany i to jest dla niego zdarzenie nieprzyjemne. I dlatego prosi mamę, żeby zwolniła go z gimnastyki.

Oczywiście – najlepiej, aby nauczyciel potrafił traktować wszystkich swoich uczniów równo i nie porównywał ich wyników. Każde dziecko jest inne, a jak dla mnie ważniejsze jest zaangażowanie dziecka w zajęcia niż to jaki osiąga wynik. Niestety, jak na razie jesteśmy nastawieni na sukces – ważne, żeby wyłonić najlepszych, a ci trochę gorsi się nie liczą. Mam trzech synów, tak więc trochę w swoim życiu takich sytuacji przeszedłem.

Tak czy inaczej, nawet gdy zwolnimy dziecko z w-fu, musimy na siebie wziąć obowiązek zapewnienia dziecku warunków do rozwoju fizycznego. Czyli mówiąc krótko: zorganizować mu jakieś zajęcia ruchowe. Oczywiście przestrzegam przed czymś przekombinowanym. Niech to będą proste zajęcia, na które nie tracimy zbyt wiele czasu. Najważniejsze, żeby dziecko chciało w nich uczestniczyć. Bo potem często słyszymy, gdy ktoś wspomina swoje dzieciństwo i traumą dla niego było chodzenie na tenis, czy łyżwy. Niech to dziecko samo wybierze rodzaj ruchu – to co mu się podoba.

I tak dochodzimy do roweru. Jak dla mnie jest najprostszą i najbardziej dostępną formą ruchu jest wspólna jazda na rowerze. Napisałem wspólna – bo to według mnie jest tajemnica sukcesu – gdy coś ćwiczymy wspólnie z naszym dzieckiem. Każdy maluch w taki ruch chętnie się angażuje – bo działa razem z tatą czy mamą. Szczególnie zachęcam mamy – wspólna jazda na rowerze z własnym dzieckiem jest supersprawą. Dzieciak zaraz chce mamę pouczać jak się jeździ, tłumaczy jej jak ma skręcać, udziela cennych rad. Oczywiście mama musi trochę się dać instruować. Wtedy dziecko czuje się ważne. No a my oszczędźmy sobie stałego krytykowania – chwalmy dziecko za najmniejszy postęp – nagradzajmy słowem za każdy mały sukcesik. A nie: tylko krytyka i nagany.

Tak rodzi się piękna więź. Są wspólne wspomnienia i pozostają ona w pamięci dziecka na całe życie. Jednak jak dla mnie warunek konieczny – pokaż swojemu dzieciakowi, że też dbasz o swoją sprawność fizyczną, rekreację ruchową. Daj przykład.

Drogi rodzicu, jesteś dla swojego synka czy córki największym autorytetem – nawet sobie nie zdajesz sprawy jak wielkim. Największym na całym świecie. Twoje słowa są świętością. Tak więc, jeżeli ty dasz przykład, że ćwiczysz, trenujesz – czy jak to nazwiesz – twoje dziecko przyjmie to jako pewność i normę. Cokolwiek potem zrobi w swoim życiu, zawsze będzie miał ten obraz was ćwiczących razem. Waszych wspólnych wycieczek, przejażdżek, przygód. Ale niech to nie będzie przymus, niech to będzie wybór dziecka.

 

Autor: Piotr Zarzycki 

 

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułI Ty możesz zostać gwardzistą!
Następny artykułDni Seniora 2013: Dla moli książkowych i nie tylko…
Żyjemy we Wrocławiu i patrzymy na świat z perspektywy naszego miasta. A Dzielnice są różne jak tylko różne mogą być. Nader często można odwiedzić nasze wrocławskie dzielnice kultury czy sportu, ze szczególnym uwzględnieniem teatru, filmu czy Śląska.