Zgodnie z obietnicą, przetestowałem wczoraj – jadąc na moim górskim rowerze – nowe rozwiązania w organizacji ruchu rowerowego na pl. Dominikańskim. I nawet byłem zadowolony. Jest prawie dobrze, ale jednak dużo do doskonałości brakuje.

Gdy pierwszy raz przejeżdżałem przez pl. Dominikański (od strony pl. Społecznego) niemal nie zakrzyczałem z zachwytu. Pierwszy raz w tym mieście poczułem się, że ja, zwykły rowerzysta, mieszkaniec tego miasta, który postanowił jeździć do pracy rowerem, to znaczy wybrał osobistą komunikację rowerową – ma jakieś prawa. Ma swoje miejsce i nikt go na krawężniki spychać nie będzie.

Droga jest wyznaczona czerwoną ścieżką – już więc nie muszę się przepychać w tłumie aut, ale jadę swoją ścieżką, jadę na swoim. Tuż po przejechaniu przez plac, troszkę mi zrzedła mina – zjazd w ul. Oławską jest jak dla mnie zbyt ciasny i nieoznakowany. To znaczy przy średniej prędkości wjazd i skręt między te słupki jest trochę za wąski – trzeba zwolnić. Przydałoby się też, aby dalsza droga była oznaczona jako ciąg pieszo-rowerowy. No i niestety, jak każdy ciąg – rowerzysta musi zwolnić, a więc nie ma tam pełnego komfortu jazdy, a jest jazda z prędkością spacerową.

Niestety, na skrzyżowaniu z ul. Łaciarską mało by nie wpadł na mnie jeden z samochodów – i tu też by się przydał znak – dla tych samochodów, że jest to ścisłe centrum i nie jeździmy szybko. Przedłużeniem ul. Oławskiej jest przejazd przez Rynek. Tutaj, jak wiemy, będzie można jeździć od 1. sierpnia tylko od godziny 5. do 9. Tak więc w ciągu dnia Rynek odpada jako droga dla rowerów.

Można starać się, aby w Rynku także w ciągu dnia mogły jeździć rowery, ale tam zawsze będzie jakiś ruch turystyczny – wycieczki, kolorowe jarmarki, matki z dziećmi i cukrową watą – tak więc sensowne prędkości przejazdu – tak mniej więcej 15 km/h nie wchodzą w grę.

No chyba, że chcemy spacerowo z prędkością pieszego troszkę się pobujać. Też lubię czasami sobie tak bez celu się przejechać, popatrzeć na Wrocław i ludzi – to taki Rynek jest fajny. I mógłby być tak oznaczony jako droga wspólna. Wtedy prędkość roweru ograniczona jest do prędkości pieszego – a więc do jakiś 5-6km/h, czyli takie człapanie na rowerze. Bo później wjeżdżamy w Ruską – i dalej jest ok – komunikacja rowerowa jak najbardziej sprawna – to znaczy w swoim tempie.

Drugi raz przejechałem się przez plac Dominikański, ale wybrałem wariant przez ul. Ofiar Oświęcimskich. No i tu jest już pełna radocha. Zjazd jest po odpowiednim łuku wyznaczoną ścieżką. Potem jedziemy koło banku i też jest ok. Ale najbardziej cieszy mnie taki znak: zakaz wjazdu – taki najprawdziwszy – czerwony z białą kreską, a pod nim tabliczka: nie dotyczy rowerów. No i mówię: jestem u siebie.

Pojechałem więc dalej – właściwie niezagrożony z odpowiednią prędkością. Jedynie przy przejeździe pod budynkiem ul. Świdnicka 6, poczułem lekki zgrzyt – są tam dwa schody, które trochę przeszkadzają w płynnej jeździe. To znaczy ja na swoim górskim rowerze bez problemu wjechałem, ale rowery miejskie i holenderki mogą mieć problem – trzeba zejść i wprowadzić rower. W drugą stronę górale zjeżdżają po schodach bez żadnych problemów.

Dalsza płynność jazdy wynagradza tę niedogodność. Bo potem już ul. Ofiar Oświęcimskich jedziemy pięknie i gładko. Tak więc gdyby jakoś wyrównać te dwa schodki cała ul. Ofiar Oświęcimskich jest piękną trasą rowerową przez centrum. To znaczy nie musimy się zmagać z pieszymi chodzącymi po Rynku i możemy płynnie i szybko przejechać centrum.

Na swoje potrzeby tę trasę nawet nazwałem: Rowerowa Obwodnica Rynku. Bo o Rynek walka trwa od kiedy ja pamiętam – jakoś od 1998 r. A teraz, gdy Rynek został nazwany salonem, nie sądzę, aby była jakaś szansa na rowery w tym miejscu. Dlatego wolę ul. Ofiar ale z pełnymi prawami rowerowymi – droga tylko dla rowerów z ograniczonym ruchem samochodowym niż tarmosić się o Rynek.

Przejechałem się też w drugą stronę – tam wylot z Rynku jest kierowany ul. Wita Stwosza. Ale jeszcze coś poprawiali. Jeżeli wejdzie w życie – super będzie. Ale nadal brakuje w całej tej organizacji zwykłych małych strzałek jak harcerskich podchodach – jak wygodnie i zgodnie z prawem przejechać przez Rynek.

No a potem wracałem do domu – na Krzyki. No a tam skrzeczy biedna rowerowa rzeczywistość. To znaczy od Opery aż do wiaduktu przy ul. Bogusławskiego rowerzysta dalej jest obywatelem drugiej kategorii.
Jest ten znak: czerwony rower – ale kierowcy go nie respektują – być może nie widzą go. Ulicą jeżdżą co odważniejsi rowerzyści – bo jednak jechać ul. Świdnicą tuż obok aut jest nadal wyczynem ekstremalnym – życie ludzie wisi na włosku.
Samochody jadą szybko i podjeżdżają blisko rowerzysty. A pod nasypem kolejowym znowu problem – rowery kierowane są w prawo pod nasyp wprost na drzwi kwiaciarni – jeżeli wyjdzie ktoś z kwiatami, a rowerzysta będzie jechał szybko – zderzenie niemal pewne.
Czytałem też o kolejnych wypadkach: dwóch rowerzystów się zderzyło – bo ścieżka jest wąska i wyjeżdża się zza drzewa. A gdzie indziej samochód potrącił kobietę na rowerze.

Moje uwagi:
1. W trybie pilnym przejechać wszystkie ścieżki i sprawdzić je pod względem widoczności dla wszystkich uczestników ruchu. Przypominam – średnio rowerzysta jedzie z prędkością 15-20 km/h. A nawet do 30 km/h. Tak więc te ścieżki powinny być testowane przy takich prędkościach.

2. Zlikwidować zielone strzałki – bardzo często kierowcy traktują je jak prawo do przejazdu i nawet przez myśl im nie przejdzie, że właśnie wjeżdża rowerzysta.

3. Przypominać zasadę, że wyprzedzamy rowerzystę w odpowiedniej odległości. No chyba, że kierowca chce nam pokazać, że jazda rowerem po Wrocławiu jest niebezpieczna, i że on nam udowodni, co znaczy jeździć rowerem po mieście.

4. Przy wjeździe do naszego miasta umieścić tablicę: Wrocław miastem rowerów. Kochaj rowerzystów, bo dzięki nim stoisz w mniejszych korkach.

Bardzo cieszę się z nowych rozwiązań rowerowych na wrocławskich drogach. Ale tak jak kiedyś napisałem na swoim profilu na Facebooku – znakiem tego, czy władze Wrocławia sprzyjają komunikacji rowerowej będzie wymalowana na biało ikona roweru na ulicy Świdnickiej od ul. Piłsudskiego do Opery – droga dla rowerów.
Biały rower na asfalcie koło Arkad to będzie jak znak na karcie wyborczej: tak, jestem z komunikacją rowerową we Wrocławiu.

Bo wszystkie inne drogi dla rowerów, to tylko półśrodki i poprawa wizerunku.
Symbol białego roweru na ulicy Świdnickiej będzie prawdziwą odpowiedzią na pytanie: czy władze Wrocławia rzeczywiście wybrały komunikację rowerową.

 

Autor: Piotr Zarzycki