Dowiedziałem się z internetu, że jestem szczęśliwym człowiekiem, bo mieszkam we Wrocławiu – mieście szczęśliwych ludzi, którzy nie mają żadnych trosk, ani potrzeb, bo czuwa nad nimi ich ukochany prezydent.

A w ogóle to my, wrocławianie żyjemy sobie spokojnie – jak w bajce – wieczorem balangujemy, a rano pilnie pracujemy, owocnie i wydajnie, bo żaden kac nas nie dotyka – bo we Wrocławiu kac nie działa. A jak mamy jakieś potrzeby, to zgłaszamy je naszemu ukochanemu prezydentowi i on nas natychmiast wysłuchuje i wszystko nam kupuje.

Dlatego drogi Panie Prezydencie, piszę do Pana ten list z prośbą o rozwiązanie wszystkich moich problemów i zaspokojenie moich pragnień. I wiem, że Pan je spełni – bo Pan może wszystko.

Bo widzi Pan, mieszkam we Wrocławiu od 1986 roku, wtedy zacząłem studia na Uniwersytecie Wrocławskim. Po studiach zostałem i zamieszkałem w mieście Wrocław. Bo chciałem tu żyć. Nie było tu tak pięknie i kolorowo jak dziś, i nie połasiłem się na te imponujące fontanny, wysokie mosty i sztuczne ognie. Wybrałem to miasto, gdy mało kto o Panu wiedział, ale wybrałem to miasto, bo dla wielu z nas, potomków ludzi z Kresów, Wrocław jest stolicą naszej małej ojczyzny i my innej nie mamy.
I to miasto tworzą tacy ludzie jak my – to miejsce, to nie jest trampolina do kariery w Warszawie. To jest miejsce, w którym my chcemy żyć, wychowywać nasze dzieci – i jeżeli chodzi o mnie – to w przyszłości wnuki. Moi synowie są już w takim wieku i w takiej sytuacji, że mogę oczekiwać już wnuków. I zostanę wtedy dziadkiem.

No właśnie, i jeżeli kiedyś mój wnuczek podrośnie i zapyta: dziadku, co zrobiłeś dla mojego zdrowia, dla mojego rozwoju fizycznego, gdzie są te boiska dla nas, skateparki, sale gimnastyczne, tory do BMX – dla nas zwykłych dzieci z wrocławskich podwórek?
Bo powiedz mi drogi dziadku po co mi podświetlana fontanna? Ja chcę jeździć na rowerze, na rolkach, na desce, a nie wieczorami siadać pod fontanną i podziwiać jej tryskanie.
Albo powiedz mi drogi dziadku: po co mi ten stadion, na którym nic się nie dzieje, przecież my nawet tam nigdy nie byliśmy, bo nas nie bawią rozgrywki kiepskich piłkarzy. No to powiedz dziadku, ile ten stadion nas rocznie kosztuje – ciebie, bo przecież płacisz podatki i z tych podatków ten stadion jest utrzymywany? I dlaczego dziadku Pan prezydent nie da tych pieniędzy na sport dla nas – dzieci, tylko płaci jakimś miernym zawodnikom, którzy są tutaj najemnikami i po sezonie pojadą szukać pracy gdzieś w świecie – może kogoś naciągną na swoje przeciętne umiejętności? Może ktoś ich zechce.

I właśnie drogi Panie prezydencie, bardzo się boję tej rozmowy z moim wnukiem za kilka lat. Boję się, że mu nic nie odpowiem. Bo u nas tylko stadion.
Dlatego piszę do Pana. Pozwoliłem sobie zrobić listę, tego co mi (i pewnie innym wrocławianom) i naszym wnukom jest potrzebne:

1. Skatepark na otwartym powietrzu – bezpłatny, ogrodzony i oświetlony. Duży – taki jak mają dzieciaki w Monachium.
2. Tor do wyścigów na BMX – dyscyplina olimpijska.
3. Małe place do jazdy – na każdym osiedlu z małymi ramami – żeby dzieci nie musiały się tarabanić przez miasto, żeby pojeździć na desce, rolkach czy bmx.
4. Dirtpark dla chłopaków, którzy skaczą na rowerach – profesjonalny, zaprojektowany przez specjalistów, a nie wybudowany amatorsko przez pasjonatów w przypadkowym miejscu.
5. Stała trasa do jazdy na rowerach górskich cross country – (dyscyplina olimpijska).
6. Tor do jazdy szybkiej na rolkach – otwarty dla wszystkich.
7. Wrotkowisko i system ścieżek dla rolek – może być w jakimś parku – może też być połączony z rolkostradą – czyli 5 kilometrów ścieżki na długie jazdy.

Bardzo też proszę, aby Pan pomyślał, jak można wspierać w aktywności fizycznej takich wrocławian jak ja, ludzi w średnim wieku, przed 50. Bo na razie, gdzie się nie ruszę, to tylko problemy. Czy nie można jakoś połączyć wszystkich miejskich obiektów w system, żebym mógł kupić jeden karnet ze zniżką na lodowisko, basen i siłownię?
Bo jak Pan wie, jeżdżę amatorsko na rowerze i na początku zimy zaczynam przygotowania do kolejnego sezonu. I wtedy znów kilka razy w tygodniu korzystam z naszych miejskich obiektów. I znów jest ten sam problem. Drogo i totalny chaos.
A ja nie jestem jakimś vipem i nie mam multikarty. Ale chciałbym poczuć, że moje miasto dba o mnie. I że mogę być zwykłym obywatelem i też otrzymać wsparcie miasta w mojej chęci poprawiania kondycji fizycznej (i stanu zdrowia – bo o to w spocie amatorskim chodzi).
Jak Pan myśli, da się coś zrobić, żebym był w pełni szczęśliwym człowiekiem?
z poważaniem

Autor: Piotr Zarzycki