Przeglądam właśnie moje notatki z kursu instruktorskiego. I grubą linią podkreśliłem: złoty okres. To określenie dotyczy wieku rozwojowego między 9 a 12 rokiem życia. To wtedy organizm jest najbardziej podatny na wyćwiczenie najważniejszych cech motorycznych. Bo potem, nawet gdy ktoś trafi do sportu, to zawsze będzie odbiegał sprawnością od tych najlepszych i zawsze do nich tracił. I po to są skateparki.


W zeszłym tygodniu opisałem sytuację, która może mi się zdarzyć, ale niekoniecznie. Oczywiście nie pisałem tego, bo boję się rozmowy z moim wnukiem. Pisałem, bo żyję w mieście Wrocław i jakoś nie za bardzo widzę, żeby to miasto dbało o rozwój fizyczny swoich najmłodszych mieszkańców.
Jak pewnie wiecie, najbliższą dla mnie formą aktywności ruchowej jest jazda na rowerze. Odkryłem ją 15 lat temu i powoli ją poznawałem. Aż w końcu doszedłem do wniosków, że rower jest najlepszym rozwiązaniem na wszystkie problemy człowieka. Bo rower może być środkiem transportu, ale także przyrządem rehabilitacyjnym i urządzeniem sportowym. Tak więc ten jeden rower może spełnić wiele funkcji.
Ostatnio ukończyłem kurs instruktora kolarstwa i moja wiedza intuicyjna, wynikająca z własnych doświadczeń została wzbogacona wiedzą teoretyczną – 256 godzin nauki (razem z egzaminem), co dwa tygodnie dwudniowe sesje po 8 godzin. W sumie 5 zeszytów akademickich notatek. Od anatomii do m.in. szyków kolarskich, czyli jak się jeździ w peletonie.
I gdy na jednych z zajęć omawialiśmy rozwój ontogenetyczny, to aż się za głowę złapałem. Bo teoria sportu mówi wyraźnie: takie cech jak gibkość, zwinność, moc, kształtujemy do 12 roku życia. Jeżeli dziecko tego nie wykształci, to potem może mieć trudności w sporcie kwalifikowanym – będzie miał problemy z koordynacją ruchową, a jego ruchy w porównaniu z rywalami będą nieekonomiczne.
I teraz zapytacie się mnie, ale o co chodzi z tymi skateparkami. Otóż skatepark, czyli współczesny plac gier (to już wymyślił ponad 100 lat temu Henryk Jordan), to nic innego jak stworzenie możliwości młodemu człowiekowi do naturalnego rozwoju fizycznego. Zapytacie się mnie, ale co z rozwojem umysłowym, kulturalnym? Tu jakoś sobie każdy rodzic radzi – wysyła do lepszych szkół, posyła na naukę języków obcych. A o sprawności fizycznej zapomina.
I to jest błąd. Bo młody człowiek musi rozwijać się wszechstronnie. Co daje sport? Uczy dyscypliny, systematyczności, wytrwałości, dążenia do celu, odporności na niepowodzenia i porażki. I wiele innych.
Oczywiście. Nie każde dziecko ma takie cechy fizyczne, aby zostać mistrzem olimpijskim. Dlatego sport jest dla jednych rekreacją, dla innych rehabilitacją, a tylko nieliczni wejdą do niewielkiego grona sportowców startujących na Igrzyskach Olimpijskich, mistrzostwach świata, Europy, czy Polski.
Natomiast – moim zdaniem – każde dziecko, szczególnie wrocławskie dziecko, musi mieć stworzone warunki do najlepszego i wszechstronnego rozwoju fizycznego.
Dlaczego skateparki? Bo tam jeden dzieciak będzie skakał na BMX, inny na deskorolce, a jeszcze inny na rolkach, czy hulajnodze. Wszystko jedno co wybierze. Zawsze będzie to dobry wybór. Bo każdy ruch, każdy systematyczny ruch na świeżym powietrzu, będzie mu służył. Bo potem, gdy trafi do klubu, każdy trener będzie z niego zadowolony. Gdy zaczną pracować nad wytrzymałością, zawodnik będzie kompletny – z dużym powodzeniem będzie mógł powalczyć o mistrzowskie tytuły.
W tej chwili jest jeden kryty skatepark we Wrocławiu. A takie placyki – na otwartym powietrzu – powinny być na każdym osiedlu, żeby dziecko miało je pod swoim domem. Oczywiście te placyki powinny być bezpłatne – bo słyszałem o jakichś planach miasta, aby na jednym z parkingów koło stadionu zrobić wrotkowisko i pobierać opłatę. Super – do kabaretu.
Nasunęła mi się też taka smutna myśl: nie widzę, aby miasto wspierało swoich starszych obywateli, takich jak ja, w systematycznym uprawianiu jakiejś aktywności ruchowej.
Natomiast słyszę o planach zakupu nowych piłkarzy no i o stałych kosztach stadionu – spłata kredytu, bieżące utrzymanie. Wtedy robi mi się przykro, bo nie wiem, czy to miasto dba o swoich mieszkańców, czy o swój wizerunek publiczny. Czy ja w ogóle, jako zwykły człowiek, mieszkaniec, liczę się w tym mieście? I kto tu jest dla kogo? Kto kogo utrzymuje?
I wtedy nie cieszą mnie wizualizacje, ani podświetlane elewacje budynków. Może są one atrakcyjne dla turystów, ale dla nas, żyjących w tym mieście, nie ma to znaczenia. Bo najpierw liczy się, czy miasto wywiązuje się ze swoich podstawowych funkcji: stworzenia warunków do dobrego życia – pracy i odpoczynku – na przykład zachęcenia do rekreacyjnego uprawiania sportu.
A potem można zabiegać o kolorowe lampki.

 

Autor: Piotr Zarzycki

 

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułRusza Kino Letnie „Leżak Fortum”
Następny artykułSłoneczne reagge vol. 4
Żyjemy we Wrocławiu i patrzymy na świat z perspektywy naszego miasta. A Dzielnice są różne jak tylko różne mogą być. Nader często można odwiedzić nasze wrocławskie dzielnice kultury czy sportu, ze szczególnym uwzględnieniem teatru, filmu czy Śląska.