Napisała do mnie koleżanka: chciałabym kupić rower. Podobają mi się ten i ten – tu podała specyfikację. Który mam wybrać? W następnej wiadomości przysłała mi link do zdjęć. A potem jeszcze trzeci rower. Odpisałem jej. Ale pomyślałem, że pewnie jest dziś więcej ludzi, którzy chcieliby kupić sobie teraz rower, ale nie wiedzą jaki. No to postanowiłem dziś dać kilka rad.

Pierwsze pytanie, na jakie kupujący musi udzielić sobie odpowiedzi jest: do czego potrzebny mi jest rower. I tu trzeba być bardzo uczciwym w swoich odpowiedziach – to znaczy w sercu, bez żadnego kłamstwa jasno sprecyzować: jakie jazdy chcę jeździć, jakie mam plany, a nawet: o jakich jazdach marzę. Bo w sumie te marzenia też są potrzebne i kiedyś się nawet spełniają.

Gdy 15. lat temu zakochałem się w rowerach, nie miałem jeszcze żadnego jednośladu. Jeździłem na pożyczonych. Ale zobaczyłem pewnej majowej niedzieli, jak na rowerach skacze dwóch chłopaków. Oczywiście wypytałem ich dokładnie, co to za rowery: zwykłe górskie na aluminiowej ramie, ale przystosowane do trialu, czyli skakania po przeszkodach.
Najbardziej spodobało mi się, że są takie mocne – wytrzymują skoki no i pozwalają na odważną jazdę. Zacząłem czytać gazety rowerowe, przeglądać katalogi i pytać w sklepach. Aż w pewnym momencie już wiedziałem: chcę górala. Takiego zwykłego, ale na aluminiowej ramie.
Dlaczego górala: bo jest – i tu pewnie Was zaskoczę – najbardziej uniwersalny. Bo da się na nim dojeżdżać do pracy, ale po pracy można pojechać za miasto, a w niedzielę nawet na dłuższą wycieczkę w góry. Dlaczego zwykły góral wystarczy: bo góral wypasiony – to znaczy z bardzo dobrym osprzętem już jest pewnym problemem – jest tak drogi, że człowiek nie może spokojnie go przypiąć w mieście, bo będzie się obawiał, że mu go ukradną.
Oczywiście zwykłego górala też szkoda, dlatego razem z moim pierwszym góralem kupiłem solidne zapięcie: tak zwane szeklowe – bo przypomina żeglarską szeklę. Dlaczego szeklowe: wszystkie linkowe złodziej przecinają zwykłymi nożycami. Sam kiedyś utraciłem rower zapięty taką linką, dlatego jestem przeczulony.

Tak więc ja polecam: rower górski – najlepszy wybór na nasze drogi – czasami jakieś dziurawe, czasami nierówne chodniki, czasami wysokie krawężniki. To wszystko góral przetrzyma. Z innymi rowerami różnie: miejski – właściwie na dłuższej wycieczce jest katorgą – ciężki, mało skrętny i jedziemy w jednej pozycji, szosowy – nie radzi sobie w lesie i w terenie – wąskie opony grzęzną w lekko błotnistym podłożu, crossowy – za mało zalet jak na miasto i za mało zalet jak na wycieczkę górską – może jedynie długa wyprawa szosowa.
Tak więc góral – może być na kołach 26 cali albo na 29, taki od 1 tysiąca do 2 tysięcy złotych. Powyżej tej kwoty wchodzimy w rowery sportowe – jeszcze więcej zalet, ale jeszcze więcej obawy o jego stratę.

Druga sprawa jest jeszcze ważniejsza: rower musi być dobrany do wzrostu rowerzysty. W tej chwili jest normą, że rowery są produkowane we wszystkich rozmiarach. Zazwyczaj mamy podobnie jak w ubraniach: XS, S, M, L, XL. I to przeważnie odpowiada wymiarom rowerów górskich podanych w calach: 13-14, 15-16, 17-18, 19-20, 21-22. Te wymiary mogą się w zależności od firmy minimalnie różnić. Ale ogólnie jest to ten zakres. Ta wielkość to jest długość rury podsiodłowej: czyli tej, w którą mocowana jest sztyca, a na sztycy siodło. Mierzymy ją od środka osi suportu, czyli tam, gdzie przez ramę przechodzi korba do końca rury podsiodłowej – tam gdzie jest zacisk.

Jak dobieramy rozmiar. Podstawowy wybór jest taki: siadamy na siodełko i piętą wyprostowanej nogi powinniśmy dotykać pedała w najniższym punkcie. Jeżeli po maksymalnym obniżeniu siodełka nadal dotykamy jedynie palcami – rama jest za duża. Jeżeli po maksymalnym wyciągnięciu rury dotykamy piętą i noga jest zgięta w kolanie – rama jest za mała. Sztycę wraz z siodełkiem wyciągamy jedynie do zakresu oznaczonego na sztycy jako minimum (kreska lub wyraźny znak). Zazwyczaj jest to od 8 cm do 12 cm (ale każda sztyca ma swoje oznaczenie). Jeżeli wyciągniemy wyżej, a więc w rurze podsiodłowej pozostanie krótszy odcinek sztycy – na przykład 5 cm lub 3 cm, sztyca wyłamie kominek rury podsiodłowej, czyli zniszczy ramę – bo tworzy się dźwignia. I jeżeli obsługa sklepu jest rzetelna – i widzi wyłamany kominek oraz rowerzystę, którego wzrost wskazuje, że przy tym rozmiarze ramy próbował za wysoko wyciągnąć sztycę – powie: źle dobrany i użytkowany rower – i nie uwzględni reklamacji.

Wymiary ram są proporcjonalne. Tak więc mała rama ma odpowiednio krótszą rurę główną czyli tę mierzoną od siodełka (od środka sztycy) do główki ramy (tam zamontowany jest widelec i wspornik kierownicy). Jeżeli kupisz za małą – będziesz jechał w przykurczu. Jeżeli kupisz za dużą – będziesz jechał wyciągnięty jak na maszynie do tortur, no i dłuższa jazda też będzie torturą. Będą bolały ciebie po takiej jeździe wszystkie stawy, ścięgna, a może sobie nawet ponaciągasz mięśnie.
Tak więc pamiętaj: przemyśl typ roweru i dobierz rozmiar. Nie kupuj okazji: bo nie zeszły duże rozmiary, to sklep sprzedaje taniej. Na takim rowerze nigdy nie doświadczysz przyjemności prawdziwej jazdy. Podobnie jak z rodzajem. Na najtańszym składaku nie spełnisz (i nie próbuj spełniać) swoich marzeń, aby wybrać się na Ślężę i przejechać choćby krótką trasę. Bo na pierwszych korzeniach rower może się połamać, a na pierwszym zjeździe nie wyhamujesz prędkości i wjedziesz w drzewo. Podobnie jak ze ze startem w jakiś zawodach dla amatorów. Być może nawet przejedziesz trasę, ale nigdy nie poczujesz radości, co to znaczy jechać szybko i bezpiecznie.
A jazdę po górach, czyli chęć kontaktu z naturą, wszyscy mamy we krwi.

Autor: Piotr Zarzycki

 

PRZECZYTAJ TAKŻE

Czwartkowy Piotr Zarzycki: Jak jeździć? Jak jeździć Panie Piotrze
Czwartkowy Piotr Zarzycki: Co wybrali wrocławianie?