Cały czas myślę o 37-latku, który zmarł na mecie biegu w Warszawie. Wiem, jak to jest, gdy człowiek chce zrealizować swoje marzenie, wyzwanie, czy swój plan. Ale z drugiej strony my, ludzie w średnim wieku, mamy już na tyle doświadczenie, aby w pewnych momentach powiedzieć – no dobra, wystarczy. 

Nie będę w tym tekście poruszał spraw związanych z zabezpieczeniem medycznym tej imprezy. Wszystko się wyjaśni. Jest pewne: gdy ktoś organizuje taki bieg – bieg masowy, dla amatorów, powinien wielokrotnie więcej środków przeznaczyć na takie zabezpieczenie. Organizator powinien mieć świadomość, że w imprezie pobiegną absolutni amatorzy, którzy często nawet nie wiedzą, jak działa serce, co to jest wydolność, wytrzymałość, trening.

Nie chcę przy okazji się wymądrzać, że wbrew pozorom bieganie jest tylko dla osób zdrowych. Bo wyjdzie na to, że ja, instruktor kolarstwa, chcę wszystkich przyciągnąć do kolarstwa. Nie, nie. Niech każdy zdecyduje sam, co mu najbardziej odpowiada. 

Ale prawda jest taka, że bieganie jest formą ruchu bardzo wysiłkową: znacznie mocniej obciążane są wszystkie stawy nóg niż w kolarstwie. Każdy krok to skok – bo tak to wygląda w zwolnionym tempie: w czasie biegu zawodnik wybija się z jednej nogi, przez moment jest w powietrzu i ląduje na drugą nogę. Wtedy ta druga noga przejmuje cały jego ciężar – działa to jak potężny cios. Tak więc poważnie zaangażowany jest staw skokowy, a jeszcze mocniej staw kolanowy.

Na naszym kursie ostrzegali nas: błędem jest zalecanie biegu jako metody zrzucenia wagi ciała, czyli terapii odchudzającej. Dlaczego? Bo z założenia wynika, że zawodnik ma znaczną nadwagę, czyli wiele, wiele kilogramów ponad normę i do tego wykonuje tę wysiłkową czynność. Tak więc walcząc z nadwagą, szybko możemy zniszczyć sobie stawy nóg. 

A na przykład rower jest zalecany przy rehabilitacji po chorobach układu krążenia i na przykład po złamaniach. Dlaczego? Bo noga pracuje w odciążeniu, a więc nie przenosi dodatkowego ciężaru – bo siedzimy na siodełku. Mięśnie i stawy zaangażowane są jedynie w wykonywanie tego ruchu i pokonywania oporu urządzenia, a w zależności od wielkości tego oporu w różnym stopniu angażowane jest serce.     

Nie wiem, czy wiecie, ale ja też w swoim treningu wykorzystuję czasem bieg jako formę ruchu. Dlaczego? Bo każde bieganie wymusza znacznie szybszą akcję serca. Nie da się po prostu biegnąć i się nie zmęczyć. Co to daje? Gdy pracujemy nad takim elementem jak wydolność tlenowa, to można raz w tygodniu zastosować taki trening. 

Oczywiście najpierw musi być kilka tygodni wolnego wprowadzenia w takie obciążenia. Wprowadzamy – jak sama nazwa wskazuje – systematycznie. Zaczynamy od truchtu, przyzwyczajamy mięśnie i stawy, a dopiero po kilku tygodniach wprowadzamy intensywniejsze wysiłki. Są on krótkie, a po każdym musi być przerwa wypoczynkowa do uspokojenia pulsu.

Ze startem w zawodach to już zupełnie inna historia. Bo wyścig, to dodatkowy element mobilizujący. Wyzwala się taka adrenalina, że człowiek działa na granicy rozsądku. Coś, na co nigdy nie zdecyduje się w warunkach treningu, spróbuje zrobić na zwodach. A więc biegnie, żeby być szybciej, aż straci oddech i padnie. Albo wykona zjazd, na który nigdy wcześniej się nie odważył – nawet zaryzykuje wywrotkę i kontuzję. 

I dlatego ostrzegam sam siebie i innych starszych sportowców. Pamiętajmy o tym marginesie bezpieczeństwa. Sport, ruch – jest potrzebny, daje wytchnienie, odpoczynek. Ale trzeba zadać sobie pytanie: czy mam wystarczająco dużo zdrowia, aby taki sport uprawiać, aby tak trenować. Bo – tu powiem banał – zdrowie jest najważniejsze.

 

Autor: Piotr Zarzycki

 

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułCiuch w Ruch na Zakrzowskiej 29
Następny artykułImpel teraz na wyjeździe, a za tydzień u siebie
Żyjemy we Wrocławiu i patrzymy na świat z perspektywy naszego miasta. A Dzielnice są różne jak tylko różne mogą być. Nader często można odwiedzić nasze wrocławskie dzielnice kultury czy sportu, ze szczególnym uwzględnieniem teatru, filmu czy Śląska.