Czy doczekamy się polskiego serialu na miarę „Gry o tron”?

– Ilekroć nadziewam się na polską produkcję, trudno mi się w nią wciągnąć, bo zawsze coś zgrzyta – mówi Jerzy Rzymowski, redaktor naczelny „Nowej Fantastyki” w rozmowie z Michałem Hernesem.

Jak myślisz, jakie warunki muszą zostać spełnione, żeby powstał bardzo dobry polski serial gatunkowy?

JERZY RZYMOWSKI: – Od lat odnoszę wrażenie, że pokolenie twórców, którzy potrafili u nas robić dobre seriale, wymarło albo przeszło na emeryturę, nie przekazując swojej wiedzy dalej. W latach 60.-80. mieliśmy całkiem pokaźną liczbę tytułów, które – nawet jeśli nieco się zestarzały –  do dzisiaj można oglądać z przyjemnością: “Stawka większa niż życie”, “Pan Samochodzik i templariusze”, “Czarne chmury”, “Janosik”, “Rycerze i rabusie”, “Królowa Bona”, “Przyłbice i kaptury”… Sporo tego, prawda? W tych serialach z ogromną dbałością podchodzono nie tylko do scenariuszy, ale też do wszystkich “technicznych” składowych: do scenografii i kostiumów, oświetlenia, muzyki, montażu, etc. Teraz, ilekroć nadziewam się na polską produkcję, trudno mi się w nią wciągnąć, bo zawsze coś zgrzyta. A to sterylnie czyste, uporządkowane scenografie (bolączka seriali TVN-u), a to niedoświetlony plan, a to dłużyzny, muzyka jak zastrzyk pawulonu.

Nie rokuje to dobrze, jeśli chodzi o polskie seriale fantastyczne.

JERZY RZYMOWSKI: – Z nimi jest jeszcze trudniej, bo praktycznie w ogóle nie mamy tradycji ich kręcenia, a to jest gatunek rządzący się nieco innymi prawami. Tutaj nie tylko trzeba by zebrać dobrych fachowców do realizacji, ale również ludzi, którzy czują konwencję i wiedzą, jak się w niej poruszać, a także, czy nawet przede wszystkim, producentów gotowych wyłożyć na taki projekt kasę i zaufać twórcom. Kilka lat temu przez chwilę wydawało się, że coś zaiskrzyło, kiedy pojawił się “Naznaczony” – pomysł był intrygujący, potencjał olbrzymi, ale to zmarnowano.

Jak polski serial gatunkowy by Ci się marzył?

JERZY RZYMOWSKI: – Spoza fantastyki, marzą mi się od lat dwa seriale kostiumowe. Pierwszy to opowieść o okolicznościach i bezpośrednich konsekwencjach uchwalenia Konstytucji 3 Maja. To jest historia, w której tkwi ogromny potencjał: skomplikowane tło historyczne, fascynujące postacie, zaskakujące okoliczności i zwroty akcji. Z jednej strony materiał na thriller polityczny, z drugiej ludzkie dramaty (choćby skomplikowana, niejednoznaczna postać króla Stanisława Augusta). Jeden dziesięcioodcinkowy sezon i mielibyśmy opowieść, którą można by pokazywać na całym świecie.

Materiałem na drugi serial, tym razem wielosezonowy, jest w moim odczuciu “Cykl Piastowski” Karola Bunscha – czy w ogóle, szerzej historia królewskiego rodu Piastów: początki państwa polskiego, rozbicie dzielnicowe i ponowne scalenie kraju.

Co z fantastyką?

JERZY RZYMOWSKI: – W pewnym sensie “bezpiecznym” gatunkiem, z którym można by się zmierzyć, są historie z pogranicza horroru i urban fantasy. Coś tego rodzaju, jak amerykańskie seriale “Supernatural”, “Constantine”, czy starszy “Poltergeist: the Legacy”, ale osadzone w polskiej tradycji i obyczajowości. Można by osiągnąć znakomity efekt przy stosunkowo niskim budżecie w porównaniu do tego, czego mogłyby wymagać seriale fantasy czy SF. Znów wrócę do “Naznaczonego” – to był krok w dobrym kierunku, ale wszystko rozjechało się, gdy przyszło do szczegółów.

Czy dobrym pomysłem byłby polski serial w klimacie „Gry o tron” osadzony w świecie na przykład Jagiellonów, ze smokami, strzygami i tak dalej?

JERZY RZYMOWSKI: – Wszystko zależy od tego, jak byłoby to zrealizowane. Akurat jestem w trakcie lektury książki “Święci i biesy”, w której pojawiają się legendy o nadprzyrodzonych ingerencjach w wydarzenia historyczne (np. bitwy). Takich podań jest w Polsce wiele, bardzo ciekawych i zasługujących na ocalenie od zapomnienia, ale trzeba by temat ugryźć z głową, metodycznie, żeby nie wyszło to groteskowo.

 

Jakie Twoim zdaniem warunki muszą zostać spełnione, żeby bardzo dobry pisarz napisał bardzo dobry scenariusz?

JERZY RZYMOWSKI: – Pisanie powieści, a pisanie scenariusza to trochę różne bajki. To kwestia warsztatu i rozumienia, jakimi prawami rządzi się serial – jak konstruować odcinki, rozkładać akcenty w sezonie, budować napięcie, rozrzucać wskazówki, etc. W pewnym sensie da się spojrzeć na serial jak na powieść albo na wielotomowy/ wielosezonowy cykl, w którym poszczególne odcinki to rozdziały – ale właśnie sedno tkwi w tym, że te rozdziały pisze się inaczej niż w książce, bo każdy z nich również powinien w jakimś stopniu stanowić samodzielną całość (a dodatkowo muszą mieć tę samą długość).

Jak myślisz, czy możliwe jest zebranie w Polsce budżet na serial gatunkowy zrealizowany z wielkim rozmachem?

JERZY RZYMOWSKI: – Powiem pewnie to, co wiele innych osób: jedyną nadzieję widzę w polskim oddziale HBO. Odnoszę wrażenie, że w TVP na liczących się stanowiskach nie ma teraz ludzi zainteresowanych podobnymi projektami, chętnych podjąć ryzyko z tym związane. A telewizje prywatne wolą kupować obce seriale lub formaty do powielenia, bo to wymaga mniej zachodu i niesie mniejsze ryzyko. Zresztą przez dziesięć lat odkąd pracuję w “Nowej Fantastyce”, tylko raz skontaktowano się ze mną w sprawie pomysłu na serial fantastyczny, z prośbą o kontakty do twórców, czy jakieś wskazówki. Sądząc po ciszy, jaka zapadła od tamtego czasu, serial, o którym była mowa, najwyraźniej utknął na etapie koncepcji. Szkoda, ale to też pokazuje, jak wygląda ten rynek w Polsce.

Może sytuacja się poprawi, jeśli w produkcje polskich seriali zaangażuje się jakiś wielki gracz, chociażby Amazon albo Netflix?

JERZY RZYMOWSKI: – Nie wydaje mi się. Amazon jakoś nie spieszy się z wkraczaniem na nasz rynek i nie sądzę, żeby chciał tu inwestować w polskie produkcje serialowe. Podobnie Netflix – obstawiam, że na naszym rynku będzie działać szkieletową załogą: byle tylko serwis chodził i miał docelowo polską wersję językową dla oferty. Prędzej spodziewałbym się jakichś ambitnych projektów po Allegro, które ostatnio coraz śmielej próbuje sił na polu popkultury (vide “Legendy polskie”). I może jeszcze Canal+ mógłby tu zadziałać, bo mam wrażenie, że na razie oddaje pole konkurencji.

 

Jakie są twoje ulubione seriale?

JERZY RZYMOWSKI: – Mam trzy ulubione- “Babylon 5”, “Carnivale” i “Person of Interest”. Pierwszy to space opera o stacji kosmicznej będącej neutralnym miejscem spotkań wielu kosmicznych ras; opowieść bardzo skomplikowana, niezwykle ambitna. Drugi opowiada o odwiecznej walce Dobra ze Złem, w której centrum znalazł się tytułowy obwoźny cyrk z lat 30. Trzeci, najnowszy z tego zestawu, opowiada o grupie bohaterów działających poza systemem, którzy z pomocą sztucznej inteligencji, zwanej Maszyną, chronią ludzi.

W świetle ustawy o inwigilacji w Polsce, „Person of Interest” tym bardziej zyskuje na aktualności.

JERZY RZYMOWSKI: – “Person of Interest” jest serialem, który z racji podejmowanych tematów będzie się stawał coraz bardziej aktualny nie tylko w Polsce, ale też na całym świecie. Nie tylko w kontekście inwigilacji, ale w ogóle zakresu, w jakim ludzkość jest uzależniona od szeroko rozumianej technologii. Jego zaletą jest to, że pokazuje rozmaite aspekty zagadnienia, zadaje dużo pytań i zakłada inteligencję widzów, którzy mogą z rozwoju ukazanych wydarzeń wyciągnąć określone wnioski.

Rozmawiał | Michał Hernes

  • Zdjęcie – Joanna Lubas