Witkacy napisał w „Niemytych duszach”, że każdy Polak jest nieudany – mógłby być czymś całkiem innym.  Młodzi twórcy na scenie kameralnej wzięli sprawy w swoje ręce, zapraszając publiczność do bezkompromisowego dialogu ze współczesnością – Michał Hernes recenzuje spektakl „Oni”.

Anna Ilczuk stworzyła w „Onych” przejmującą rolę, a jedna ze scen skojarzyła mi się ze słynnym fragmentem filmu „Mulholand Drive” Davida Lyncha, w którym w tragiczny i przepiękny sposób na scenie zatarła się granica między fikcją a rzeczywistością.

Ta granica została zatarta także w spektaklu „Oni”, w których pojawiło się sporo nawiązań do aktualnej sytuacji politycznej w Polsce i trudnego losu artystów, natrafiających na różnego rodzaju problemu i naciski. Bardzo aktualnie zabrzmiały słowa napisane przez Witkacego, chociażby o tym, że „dane społeczeństwo jest o tyle dobre, o ile będąc członkiem tego społeczeństwa, nie odczuwa się właśnie tego, że się jest członkiem”.

Aktorom-bohaterom tej autotematycznej perełki zamarzyło się ocalenie teatru, choć „stworzyć coś jest rzeczą trudną. Zorganizować upadek – czyż jest coś łatwiejszego?”.

To pytanie może dać do myślenia w kontekście tragikomicznej końcówki „Onych”, w której nie ma nic zabawnego. Wszak oni są wokół nas. Tę analogię celnie uchwyciła dramatopisarka Małgorzata Maciejewska. Więcej oczekiwałem po reżyserze Oskarze Sadowskim, który pozostawił reżysersko spory niedosyt. Szkoda.

Cieszę się, że w teatrze podjęto ten temat, a szansę pokazania swoich możliwości otrzymali między innymi „debiutanci”: Adam Szczyszczaj, Anna Ilczuk, Janka Woźnicka, czy Sylwia Boroń.

Z niecierpliwością i zaciekawieniem czekam na kolejne zbiorowe teatralne sny na wrocławskiej scenie kameralnej Teatru Polskiego w ramach cyklu „Teraz Oni – debiuty”. Nic tak nie przywraca mi wiary w przyszłość teatru, jak obserwowanie inspirujących i pełnych energii debiutów na miarę Małgorzaty Maciejewskiej. Za ich sprawą wyszedłem z tego spektaklu pełen nadziei i optymizmu, niezależnie od ponurej tematyki „Onych”.

Autor | Michał Hernes