Czy „Wiedźmin” powinien powstać w języku polskim?

Bohaterowie „Wiedźmina” Tomasza Bagińskiego będą mówić po angielsku. Czy język polski nie byłby lepszy? Pytamy eksperta.

Polska reżyserka Agnieszka Holland uważa, że w wypadku filmu fantasy język, jakim posługują się bohaterowie, nie ma znaczenia. Inaczej to wygląda, gdy chodzi o realistyczny film osadzony w określonej rzeczywistości, kulturze i kontekście; szczególnie rozgrywający się współcześnie lub w niedawnej przeszłości. „W przypadku „Wiedźmina” nie miałoby to najmniejszego sensu. Tylko język angielski i znani aktorzy mogą go wypromować do szerokiej, światowej dystrybucji”- twierdzi Polka.

O „Walkirii” z Tomem Cruisem Holland powiedziała natomiast:

„Najlepiej ten film prezentował się w Niemczech, gdzie zdubbingowano go po niemiecku, dzięki czemu jego bohaterowie posługiwali się właściwym językiem. Podobnie rzecz się miała z „Lektorem”, gdzie mocno akcentuje się kwestie Niemców, niemieckości i niemieckiej literatury. Kiedy oglądałam go w wersji anglojęzycznej, wydał mi się szalenie komiczny. Ale gdy zobaczyłam zdubbingowany fragment w niemieckiej telewizji, mój odbiór był zupełnie inny. To są paradoksalne ścieżki takich filmów. Moim zdaniem angielski strasznie teatralizuje. Jeszcze bardziej widać to w produkcjach filmowych o gułagu, bo Rosja ma w sobie kompletnie inną ekspresję. W tej sytuacji „Niepokonani” Petera Weira, w których dość dobrze pokazano wiele rzeczy, są śmieszni w sytuacjach, gdy Colin Farrell mówi coś po angielsku.”

Z kolei reżyserowi „Everestu” Baltasarowi Kormakurowi marzy się film o wielkim budżecie, zrobiony w języku islandzkim:

„Chcę go zrealizować na bazie starej islandzkiej baśni o dwóch zwariowanych wikingach. Byłoby w nim dużo czarnego humoru. Będzie to historia o pięknej przyjaźni dwóch facetów, mających w sobie idealizm Don Kichota, ponieważ wikingowie stają się melodią przeszłości. Tymczasem ci dwaj pieprzeni idioci krążą po zadupiu, zabijają starych rolników i piszą o tym wiersze. Szaleństwem jest jednak oczekiwanie, że ktoś z Hollywood wyłoży pieniądze na opowieść rodem z najmniejszego kraju na świecie i pozwoli zrobić z tego trylogię. Zwłaszcza, że tego się nie da opowiedzieć w języku angielskim. Bohaterowie muszą się posługiwać językiem islandzkim.”

Upór islandzkiego reżysera robi wrażenie, choć jest w nim dużo idealizmu. Nawet, jeśli język angielski teatralizuje niektóre filmy, to projekt Kormakura wciąż pozostaje w sferze marzeń, a Bagiński pracuje już nad „Wiedźminem”.

Czy „Wiedźmin” to w skali światowej liga B, albo nawet C? A może znajduje się w Lidze Mistrzów gier komputerowych? O zdanie poprosiliśmy Jerzego Poprawę, zastępcę redaktora naczelnego „CD Action”.

Popularny pisarz fantasy Krzysztof Piskorski powiedział w jednym z wywiadów, że „Wiedźmin” to liga B, albo nawet C. Autor „Cieniorytu” przywołał dane najpopularniejszej platformy do sprzedaży gier na PC, Steam, które pokazują, że w tygodniu otwarcia „Wiedźmin” miał w najlepszym momencie 93 tysiące jednoczesnych graczy. Tymczasem „Fallout 4” ma ich w tygodniu otwarcia do 400-500 tysięcy. Czy to oznacza, że przeceniamy światowy sukces „Wiedźmina”? Mówi Jerzy Poprawa, zastępca redaktora naczelnego czasopisma „CD Action”:

„Nie wiem kim są w tym momencie owi „my” – branża, producenci, gracze – ale uważam, że na pewno patrzymy na niego – choćby podświadomie – nieco łaskawszym okiem, bo to nasze, polskie. A Polacy zawsze są spragnieni sukcesu. Zacytuję tu fragment jednej z komedii Mela Brooksa, osadzonej w Polsce w czasie II wojny światowej, w której bohater mówi o pewnej postaci, że „jak możesz go nie znać? W Polsce cieszy się światową sławą!”.  Tym niemniej należy pamiętać, że „Wiedźmin 3” zebrał sporo cenionych nagród branżowych. Na pewno więc gra odniosła duży sukces. Jak bardzo duży, to już kwestia percepcji odbiorcy. W kategorii gier „Wiedźmin 3” na pewno to nie jest klasa B, czy C.”

Nie oznacza to, że statystyki podane przez Piskorskiego są błędne albo wyrwane z kontekstu. Zdaniem Poprawy nie zmienia to faktu, że „Wiedźmin 3” trafił do growej Ligi Mistrzów. ”Może nie jest w niej odpowiednikiem Realu Madryt, ale znajduje się pośród najlepszych i nie wygląda jak ich ubogi krewny. O jak wielu polskich produktach możemy to powiedzieć?”- pyta retorycznie dziennikarz specjalizujący się w grach komputerowych.

Czy gry o Geralcie z Rivii mają szanse stać się popularniejsze. Jerzy Poprawa:

Zapewne nachodzący dodatek „Krew i wino” będzie okazją do dalszej promocji, ale rozpoznawalności na poziomie np. „Gwiezdnych Wojen”, rzecz jasna, nie osiągnie. To wymaga znacznie większych nakładów finansowych na marketing. Tym niemniej pośród graczy RPG to nie jest już produkt „no-name” czy „jakaś tandeta z Europy Wschodniej”, a znana i ceniona marka.

Czy „Wiedźmin” ma szansę stać się popularniejszy na popkulturowej mapie przeciętnego Amerykanina? „Dzięki filmowi – jeśli będzie udany – na pewno. A jeśli sprzęgnie się go z promocją gier CDP Red i książek Andrzeja Sapkowskiego, to kto wie, jak się to skończy”- dodał zastępca redaktora naczelnego „CD Action”.

Autor | Michał Hernes

  • Film Tomasza Bagińskiego „Wiedźmin” ma się opierać przede wszystkim na opowiadaniach „Wiedźmin” i „Mniejsze zło”