Opatrzność? Szczęście? Ewenement? Wiele nadzwyczajnych czynników wzięto pod uwagę w kreowaniu fenomenu Cudu nad Wisłą. Warto jednak przypomnieć, że ta wielka bitwa toczona na przedpolach Warszawy w ciągu kilkunastu sierpniowych dni w 1920 roku to przede wszystkim geniusz manewrowy, który pozwolił wyprzeć bolszewików i w efekcie zapewnić niepodległość Rzeczypospolitej.

Wojna polsko-bolszewicka wybuchła w 1919 roku. W tym czasie rewolucjoniści komunistyczni praktycznie opanowali całą sytuację w Rosji. Armia „białych” została rozbita, a jej niedobitki ukrywały się w zakątkach kraju. Jednocześnie przez Niemcy przelewało się rewolucyjne wrzenie. Robotnicy wychodzili na ulicę, a w miastach widniały prokomunistyczne plakaty. Lenin i Trocki doszli do wniosku, że to najlepszy czas na rewolucję światową.

Przez trupa Białej Polski 

Pierwszym celem bolszewików było podbicie odradzającego się po 123-letniej niewoli państwa polskiego, z którym Rosja nie miała nawet jasno wytyczonej granicy. Bolszewicy sformowali dwa potężne fronty i ruszyli na zachód. Pierwsze walki przeciwko polskim oddziałom stoczyli 14 lutego 1919 roku w pobliżu niewielkiej miejscowości Mosty.

– Bohaterscy żołnierze Armii Czerwonej! Nadszedł czas rozrachunku. Armia Czerwonego Sztandaru oraz armia drapieżnego Białego Orła stanęły naprzeciw siebie przed bojem na śmierć i życie. Przez trupa Białej Polski prowadzi droga ku ogólnoświatowej pożodze. Na naszych bagnetach przyniesiemy szczęście i pokój masom pracującym. Na zachód! – brzmiał rozkaz Michaiła Tuchaczewskiego do oddziałów Frontu Zachodniego.

Michaił Tuchaczewski, dowódca Frontu Zachodniego podczas wojny polsko-bolszewickiej.

W trakcie konfliktu dochodziło do licznych zwrotów. Wreszcie latem 1920 pod Warszawę dotarła blisko 100-tysięczna armia dowodzona przez Tuchaczewskiego. Co ciekawe, funkcję komisarza politycznego pełnił w niej nie kto inny jak Józef Stalin. Bolszewicy byli na tyle pewni siebie, że w pobliskim Wyszkowie zgromadzili przedstawicieli tzw. Polrewkomu, czyli przyszłych władz bolszewickiej Polski. W składzie czerwonego rządu mieli zasiadać: Feliks Dzierżyński, Julian Marchlewski i Feliks Kon. Polacy stanęli przed widmem zagłady.

Oparcie w Bogu

Sierpień 1920 roku stał się miesiącem modlitw ludności cywilnej. Polacy wychodzili na ulice i szukali oparcia w Opatrzności Bożej. Powszechne były publiczne modlitwy i procesje. Warszawiacy wiedzieli już, jak bolszewicy traktują podbite miejscowości. Kradzieże, gwałty, wszechobecny brak wykształcenia, zacofanie technologiczne i kulturowe – tak rysował się wizerunek na wpół dzikiej Armii Czerwonej. W polskich kościołach zanoszono modły o ocalenie ledwo co odzyskanej państwowości.

Propaganda (obu stron) przedstawiała toczący się konflikt jako „wojnę cywilizacji” – chrześcijańskich Polaków i dążących do międzynarodowej rewolucji bolszewików różniło wszystko. Ci drudzy nie znali lub nie chcieli znać Boga.

Wizerunek bolszewików kreowanych przez propagandę nie odbiegał znacząco od rzeczywistości.

Kościół również starał się wspomóc na duchu zlęknioną ludność Warszawy. Podczas gdy dyplomaci wielu państw w pośpiechu i chaosie opuszczali stolicę, nuncjusz apostolski Achille Ratti ani myślał o ucieczce. Walkę z niewiernymi uważał za obowiązek każdego chrześcijanina. Ów nuncjusz został później papieżem Piusem XI.

Przygotowania, pierwsze starcia

O ile modlitwy potrafiły utrzymać w ryzach nastroje społeczne, o tyle kadra dowódcza była prawdziwą ręką sprawczą zwycięstwa nad Wisłą. Plany walki na najbliższe dni powstały w nocy z 5 na 6 sierpnia, podczas narady w Belwederze. Rankiem Naczelnik Państwa Józef Piłsudski podpisał rozkaz dotyczący przegrupowania polskich wojsk. Z kolei w nocy z 8 na 9 sierpnia szef sztabu generał Tadeusz Rozwadowski sygnował tak zwany rozkaz operacyjny nr 10 000, który podawał szczegółowy plan bitwy, zakładający różne opcje uzależnione od zachowania wroga. W skrócie, chodziło o to, by polskie wojska oderwały się od Armii Czerwonej i rozdzieliły. Część miała bronić Warszawy na linii Wisła – Narew – Orzyc, część zaś wyprowadzić znad Wieprza uderzenie oskrzydlające oddziały przeciwnika.

Generał Tadeusz Rozwadowski (drugi od lewej) w trakcie manewrów wojskowych na początku lat 20.

W czasie polskich przygotowań do ostatecznego rozstrzygnięcia bolszewicy zbliżali się do Warszawy. Sądzili, że podda się ona w ciągu kilku godzin. Byli tak pewni swojego zwycięstwa, że część swoich sił oddelegowali do marszu na Berlin. Właśnie dlatego doszło do prawdziwego precedensu w czasie całej wojny – siły polskie uzyskały przewagę liczebną. Bitwa Warszawska rozpoczęła się 13 sierpnia walką o przedpole stolicy, m.in. o Radzymin, który kilkanaście razy przechodził z rąk do rąk.

14 sierpnia działania zaczepne na linii Wkry podjęła zwycięsko 5. Armia gen. Władysława Sikorskiego, mająca przeciw sobie siły sowieckiej IV i XV armii. Ciężkie boje, zakończone polskim sukcesem, miały miejsce również pod Pułtuskiem i Serockiem. 16 sierpnia gen. Sikorski śmiałym atakiem zdobył Nasielsk.

Generał Władysław Sikorski w sztabie 5. Armii.

Zagłuszyć wroga Biblią

Jednym z ważnych epizodów Bitwy Warszawskiej było zdobycie 15 sierpnia przez kaliski 203. Pułk Ułanów sztabu IV armii sowieckiej w Ciechanowie, a wraz z nim – kancelarii armii, magazynów i jednej z dwóch radiostacji, służących Sowietom do utrzymywania łączności z dowództwem w Mińsku. Szybko podjęto decyzję o przestrojeniu naszego nadajnika na częstotliwość sowiecką i rozpoczęciu zagłuszania komunikatów wroga, dzięki czemu druga z sowieckich radiostacji nie mogła odebrać rozkazów. Przez dwie doby Polacy nadawali bolszewikom tekst Pisma Świętego. Wybór był po części pragmatyczny – to tekst dostępny pod ręką, a przy tym bardzo obszerny. Brak łączności wyeliminował więc sowiecką IV Armię z bitwy o Warszawę.

Przełomowe zwycięstwo

Uderzenie znad Wieprza zostało wyprowadzone 16 sierpnia. To właśnie ten atak miał decydujący wpływ na losy starcia. Polacy zepchnęli Armię Czerwoną do defensywy i ostatecznie wyszli zwycięsko z całej wojny. Jej finałem był traktat pokojowy w Rydze, podpisany w marcu 1921 roku. Regulował on kwestię granic pomiędzy Polską a sowiecką Rosją. Jego ustalenia zburzył dopiero wybuch II wojny światowej.

Więcej o przebiegu Bitwy Warszawskiej możemy dowiedzieć się na podstawie poniższego filmu:

W wyniku Bitwy Warszawskiej straty po stronie polskiej szacuje się na: ok. 4,5 tys. zabitych, 22 tys. rannych i 10 tys. zaginionych. Straty zadane Sowietom nie są znane. Przyjmuje się, że ok. 25 tys. żołnierzy Armii Czerwonej poległo lub było ciężko rannych, 60 tys. trafiło do polskiej niewoli, a 45 tys. zostało internowanych przez Niemców (po tym gdy wycofali się na teren Prus Wschodnich).

Nie marnego kontredansa, lecz wściekłego galopa rżnęła muzyka wojny! Nie dzień z dniem się rozmijał, lecz godzina z godziną! Kalejdoskop w takt wściekłego galopa nakręcony nie pozwalał nikomu z dowodzących po stronie sowieckiej zatrzymać się na żadnej z tańczonych figur. Pękały one w jednej chwili, podsuwając pod przerażone oczy całkiem nowe postacie i nowe sytuacje – pisał po latach Józef Piłsudski o końcowym etapie Bitwy Warszawskiej.

Polscy żołnierze ze zdobytymi sztandarami bolszewików.

Jak to było z tym cudem?

Wkrótce do zwycięskiej bitwy przylgnęło określenie „Cud nad Wisłą”. Określenie to miało charakter negatywny, gdyż podważało kompetencje ówczesnej kadry dowódczej z Piłsudskim na czele. Inicjatorem takiego nazwania Bitwy Warszawskiej była endecja, która, jak wiadomo, nie była zbyt przychylna marszałkowi. Takie nazewnictwo chętnie podchwycił Kościół, chcąc podkreślić zbawczą moc modlitwy. Ponadto dzień wcześniej tj. 15 sierpnia przypadało święto Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. Ów data świetnie wpisywała się w kreowanie legendy Cudu nad Wisłą.

Polskie zwycięstwo miało odtąd umacniać wiarę narodu. Jak wiadomo, morale są jednym z najważniejszych czynników każdego zwycięstwa, dlatego też gen. Józef Haller, przeciwnik marszałka, przyzna, że modlitwa: „jak iskra nadziei w dniu 15 sierpnia przeniosła się w żar płomienny wiary w pełne zwycięstwo”.

Niezależnie od późniejszego nazewnictwa, należy przyznać, że wiktoria warszawska to jedno z najpiękniejszych wydarzeń w historii oręża polskiego. Zwycięstwo to pozwoliło, chociaż na 20 lat sprawić, że jeszcze Polska nie zginęła.


Autor: Wojciech Kosek
Zdjęcia: wikipedia commons