„Dalida” [RECENZJA]

Yolanda Cristina Gigliotti przyszła na świat w Kairze we włoskiej rodzinie. Od najmłodszych lat uczyła się śpiewu. Chciała zostać aktorką. Jej marzenia o muzyce i filmie się spełniły. Do miłości tylko szczęścia nie miała. Odeszła w samotności, twierdząc, że życie stało się nie do zniesienia – pisze Sabina Misakiewicz. 

Reżyserka Lisa Azuelos (Pożądanie) przeniosła na ekran dramatyczne życie ikony piosenki francuskiej lat 70. Zrobiła, to w sposób nienachalny ale dotkliwie prawdziwy. Emocjonalne, kobiece podejście do tematu sprawia, że czujemy wręcz odpowiedzialność za los bohaterki.

Pierwsze ujęcia filmu, kiedy poznajemy Dalidę, są wstępem do jej wnętrza, do środka, który jest ciemny, zalany smutkiem. Po sposobie mówienia Dalidy, po tym jak patrzy, porusza się, dostajemy sygnał, że ten smutek musi się wylać, wydostać. Kamera prowadzona za aktorką idącą przez hotelowy hol i korytarz skupia się na zwiewnym ubraniu, włosach, przyciąga uwagę z ogromnym magnetyzmem. Idzie za nią z wiedzą, o tym, co się wydarzy i jednocześnie z nadzieją. Pierwsza, nieudana próba samobójcza ukazuje piosenkarkę jako kobietę kruchą, nad którą należy czuwać. Od tej pory wszyscy bliscy czuwają bardziej uważnie, jednak nie są w stanie narzucić jej swojego myślenia. Dalida wierzyła, że tylko ona sama może decydować o sobie i swoim życiu. Była niepokorną, smutną pięknością z ogromną potrzebą akceptacji i miłości. Zakochiwała się bez pamięci. Wpadała więc z jednych ramion w drugie. Tamte miały być lepsze, silniejsze. Miłości były chwilowe, nie przetrwały próby. Mężczyźni w jej życiu tak szybko, jak się pojawiali, równie szybko znikali. Nie tylko z jej życia, ale też z powierzchni ziemi.

dalida 1

Francuska reżyserka biorąc na warsztat tą nietuzinkową postać zrobiła gruntowny research. Bardzo w tym pomógł brat Dalidy, menadżer i doradca gwiazdy, dzięki któremu mogła posiłkować się informacjami z pierwszej ręki. Dlatego historia ukazana w filmie jest niemalże biograficzna. W rolę genialnej wokalistki wcieliła się włoska modelka i aktorka Sveva Alviti. Oddała się tej roli w sposób porównywalny z Marion Cotillard, która za film „Edith Piaf. Niczego nie żałuję” została nagrodzona Ocarem. Tu Oscar to raczej zbyt wiele, jednakże nie można odebrać aktorce talentu. W „Dalidzie ” porywa nie tylko gra Svevy, ale też muzyka, którą stworzył Jean-Claude Petit, czy kostiumy Emmanuelle Youchnovski. Nie można pominąć pięknych zdjęć Antoine Saniera. 

Lisa Azuelos nie daje widzowi nawet chwili na nudę. Każda sekwencja porusza – do śmiechu lub do łez. Dalida odpływa w swoim stylu, na długo pozostawiając po sobie mocne, niezatarte wspomnienie. Zostawia też pytanie: czy gdyby nie była tak utalentowana, to nie pragnęłaby tak bardzo miłości i mogłaby żyć? Wydaje się, że to jej wielki talent stał się jej przekleństwem.

 


Autor: Sabina Misakiewicz

  • Film zobaczyłam na zamkniętym pokazie przedpremierowym w Kinie Nowe Horyzonty. Będzie można go zobaczyć od 31 marca 2017 roku.