Dance Macabre pod koszem – „Bachantki” [RECENZJA]

Bachantki w reżyserii Maćko Prusaka, są ostatnią premierą w tym sezonie we Wrocławskim Teatrze Pantomimy im. Henryka Tomaszewskiego. Mistrz mimów przed czterdziestu laty stworzył spektakl, o którym dziś krążą legendy. To do jego znakomitej wizji  odnosi się współczesna wersja „Bachantek”. Pomysł Prusaka jest świeży i nowatorski, a kunszt jego aktorów powala – pisze Sabina Misakiewicz.

Tak lubię. Niespiesznie. Celebrując chwile. Dojrzeć błysk w oku, po którym energicznie wyprowadzony gest aktora niknie. Niby nic. By po ułamku sekundy energia zmieniła się w spokój.  W  uważność w każdym ruchu. Grymasie twarzy. Napięciu mięśni. Mariusz Sikorski w roli Dionizosa zachwycił mnie absolutnie. Pierwsza, bardzo długa scena spektaklu wessała mnie w sam środek historii o władzy, żądzy i tragedii człowieka. Jednak nie każdy widz lubi taki teatr. Widz się nie lubi nudzić, musi mieć przed oczami zmieniające się obrazki. A ja lubię, kiedy w tak niesamowity sposób nic się nie dzieje. Kiedy intencje można wyczytać z drgnienia mięśni, pulsowania żył.

Bachantki są mięsiste, mocne. Narysowane czasem grubą kreską, jednakże to nie odbiera im wyjątkowości. Ekspozycja postaci następuje powoli, jak wszystko w tej opowieści. Taki zamysł reżysera. Podziwiam. Trzeba umieć grać va banque, by użyć takiego środka, bo można polec na starcie. Trudno jest zaskarbić sobie uwagę widza, gdy przychodzi moment, że na scenie niewiele się dzieje. Jednak dokładność z jaką zostały poprowadzone charaktery bohaterów i relacje miedzy nimi trzymają w napięciu. Dają lot, zaangażowanie w sprawę. Pewność, że upadek musi nastąpić niebawem jest jak wino, które nieustannie leje się na scenie na cześć Dionizosa. To jemu bohaterowie ulegają, pragnąc  zmian. Jakiejś iskry, która złamie stare zasady i wpuści do tego zatęchłego, zbudowanego na przewidywalności  świata odrobinę powietrza.

Maćko Prusak i Marta Giergielewicz (autorka scenariusza) podeszli do tematu w sposób bardzo dojrzały choć z dużą dozą młodego spojrzenia na teatr. Z pewnego rodzaju organicznym  wyczuciem, by nie przekroczyć tej cienkiej linii, która oddziela odwagę od, niektórzy pewnie by rzekli – głupoty. Zainscenizowanie dramatu Eurypidesa wśród luster, tablicy koszykarskiej, wypchanego jeleniego łba nad rodzinnym stołem i podłogi z wbitymi weń siekierkami, jest ciekawym rozwiązaniem scenograficznym. Mirek Kaczmarek opierając się na znakach dał widzowi wolną rękę do interpretacji przestrzeni. Mnie dał. Pamiętajmy jednak, że jesteśmy w teatrze, gdzie nie wszystko musi być być dosłowne. I właśnie ta dosłowność w korzystaniu z rekwizytów przeszkadzała mi odrobinę. W teatrze pantomimy powinno się tego unikać. Aktor nie musi pić z prawdziwego rżniętego szkła, żeby było widać, że trunek mu smakuje.

Tytułowe Bachantki to trzy role kobiece. Matka, córka i służąca (Anna Nabiałkowska, Paula Krawczyk-Ivanov, Agnieszka Dziewa). Wszystkie doskonałe. Zachwycające. Niestety brakowało mi ich w wykreowanym przez reżysera męskim świecie. Niestety zbyt mało miały do „powiedzenia”. Na uwagę zasługuje zaś znakomita rola Radosława Kasiukiewicza, aktora Wrocławskiego Teatru Lalek. Jego bohater pojawia się… i już nic więcej nie trzeba. Postać budzi nowe emocje. Wprowadza swoistą komediową nutę. Jest zabawny i urzekający.

Celowo unikam relacjonowania wydarzeń, opisywania poszczególnych scen. Nie chcę odbierać radości z oglądania, tym, którzy jeszcze nie mieli okazji zobaczenia spektaklu. A jest co i kogo oglądać. I słuchać , bo muzyka jak i jej brak, znakomicie pozwala wejść ponad to, co widoczne, nazwane.

Kiedyś usłyszałam od znakomitej reżyser Agaty Dudy Gracz, że nie ma potrzeby przeczytania góry książek, by zrozumieć spektakl. Wystarczy czuć, doświadczać. Wyjąć z niego, co komu się spodoba.  A ja i przeczytałam i poczułam i wyjęłam. Mnie się podoba. Końcowy Dance Macabre wprawił mnie w drganie. I tak drgam nieustannie życząc powodzenia spektaklowi.

Autor | Sabina Misakiewicz

10.06.2016

  • ZDJĘCIE | Natalia Kabanow

 


 

Przedstawienie pt. Bachantki inspirowane dziełem Eurypidesa.

reżyseria: Maćko Prusak
dramaturgia: Marta Giergielewicz
scenografia: Mirek Kaczmarek
światła: Mirek Kaczmarek, Bartłomiej Jan Sowa
obsada: Agnieszka Dziewa, Paula Krawczyk-Ivanov, Anna Nabiałkowska, Artur Borkowski (10-12 czerwca)/Zbigniew Szymczyk (14-16 czerwca), Anatoliy Ivanov, Radosław Kasiukiewicz (gościnnie), Jan Kochanowski, Mariusz Sikorski

Premiera: 10 czerwca 2016