- KARTKA Z KALENDARZA - 17 LIPCA -


To co wydarzyło się w piątkowe popołudnie sprawiło, że zmieniłem felieton. Nie wolno na to kichać. Nie wolno jedynie się złościć. Takie sytuacje niszczą piękno sportu. Trzeba je piętnować.

- REKLAMA -

Wiadomo, że jak nasza reprezentacja przegrywa, to szukamy winnych. Wiadomo też, że gospodarzom często pomagają ściany. Takie prawo gospodarzy. Nam pewnie też nieco pomogły podczas wrześniowych mistrzostw świata w siatkówce. Są jednak sytuacje, w których staje się to niesmaczne.

Żeby nie szukać daleko. Tak było w 2002 roku w Korei Płd. podczas piłkarskich mistrzostw świata. Koreańczycy przy silnym wsparciu arbitrów awansowali wtedy aż do półfinału, gdzie przegrali z Niemcami, a w meczu o 3. miejsca z Turkami. Cały świat grzmiał, a Przemysław Łonyszyn i Roman Hurkowski napisali sensacyjną powieść: „Tajemnice mundialu”, która dotyczyła korupcji w trakcie mistrzostw.

O ile jednak w piłce nożnej wiele się trzeba napracować, że by wypracować wynik (no chyba, że condom z byczą krwią, jak w „Piłkarskim pokerze” lub ewidentne symulowanie w polu karnym), o tyle w piłce ręcznej na ustawienie wyniku na ogół wystarcza, gdy sytuacje sporne gwiżdże się na korzyść jednej z drużyn. W meczu zawsze jest ich kilka. Jeśli się więc chce, żeby jedna drużyna wygrała, to można ją po prostu dowieźć do zwycięstwa. Dwukrotnie miałem okazję przeżyć tak ewidentne granie/gwizdanie przeciwko Polakom.

W 2010 roku podczas mistrzostw Europy w Wiedniu trener Bogdan Wenta długo opowiadał nam dziennikarzom o nieprawidłowościach w światowej federacji i ustawianiu meczów przez sędziów. Pechowo zrobił to jednak przed meczem półfinałowym z Chorwatami. Efekt był taki jak dzisiaj. Po meczu, który powinien dać nam awans do finału przyszło załamanie. Umarł duch sportu. W pierwszej połowie meczu o brązowe medale nasi nadal byli nieobecni. Obudzili się dopiero po przerwie, ale było już za późno. Nie udało się odrobić 8-bramkowej straty.

Tego też boję się w Katarze. Serbscy sędziowie dostali od naszych zawodników gromkie brawa. Bo naprawdę ładnie rozegrali ten mecz i wygrali go dla Kataru. W sytuacjach spornych wskazywali na Katar, nam nie gwizdali karnych, gdy powinni, im gwizdali, gdy nie było to wskazane. Raz nawet ponoć nie zauważyli, że „ich” zawodnik po odbiciu się w polu bramkowych (3-4 metr) pokonał Szmala. To wszystko wpłynęło na ostateczny wynik. Przegrana w tej sytuacji 29:31 pokazuje, że po uczciwej walce to biało-czerwoni powinni awansować do finału. Moralnie tam są, a na usta cisną mi się słowa na ka, na cha i na dupa.

Autor | Daniel E. Groszewski

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułEwelina Zambrzycka-Kościelnicka: Wielki brat patrzy
Następny artykułSportowy Raport #21 [30.01.2015]
Żyjemy we Wrocławiu i patrzymy na świat z perspektywy naszego miasta. A Dzielnice są różne jak tylko różne mogą być. Nader często można odwiedzić nasze wrocławskie dzielnice kultury czy sportu, ze szczególnym uwzględnieniem teatru, filmu czy Śląska.