Daniel E. Groszewski: Nie wolno kichać na Katar

To co wydarzyło się w piątkowe popołudnie sprawiło, że zmieniłem felieton. Nie wolno na to kichać. Nie wolno jedynie się złościć. Takie sytuacje niszczą piękno sportu. Trzeba je piętnować.

Wiadomo, że jak nasza reprezentacja przegrywa, to szukamy winnych. Wiadomo też, że gospodarzom często pomagają ściany. Takie prawo gospodarzy. Nam pewnie też nieco pomogły podczas wrześniowych mistrzostw świata w siatkówce. Są jednak sytuacje, w których staje się to niesmaczne.

Żeby nie szukać daleko. Tak było w 2002 roku w Korei Płd. podczas piłkarskich mistrzostw świata. Koreańczycy przy silnym wsparciu arbitrów awansowali wtedy aż do półfinału, gdzie przegrali z Niemcami, a w meczu o 3. miejsca z Turkami. Cały świat grzmiał, a Przemysław Łonyszyn i Roman Hurkowski napisali sensacyjną powieść: „Tajemnice mundialu”, która dotyczyła korupcji w trakcie mistrzostw.

O ile jednak w piłce nożnej wiele się trzeba napracować, że by wypracować wynik (no chyba, że condom z byczą krwią, jak w „Piłkarskim pokerze” lub ewidentne symulowanie w polu karnym), o tyle w piłce ręcznej na ustawienie wyniku na ogół wystarcza, gdy sytuacje sporne gwiżdże się na korzyść jednej z drużyn. W meczu zawsze jest ich kilka. Jeśli się więc chce, żeby jedna drużyna wygrała, to można ją po prostu dowieźć do zwycięstwa. Dwukrotnie miałem okazję przeżyć tak ewidentne granie/gwizdanie przeciwko Polakom.

W 2010 roku podczas mistrzostw Europy w Wiedniu trener Bogdan Wenta długo opowiadał nam dziennikarzom o nieprawidłowościach w światowej federacji i ustawianiu meczów przez sędziów. Pechowo zrobił to jednak przed meczem półfinałowym z Chorwatami. Efekt był taki jak dzisiaj. Po meczu, który powinien dać nam awans do finału przyszło załamanie. Umarł duch sportu. W pierwszej połowie meczu o brązowe medale nasi nadal byli nieobecni. Obudzili się dopiero po przerwie, ale było już za późno. Nie udało się odrobić 8-bramkowej straty.

Tego też boję się w Katarze. Serbscy sędziowie dostali od naszych zawodników gromkie brawa. Bo naprawdę ładnie rozegrali ten mecz i wygrali go dla Kataru. W sytuacjach spornych wskazywali na Katar, nam nie gwizdali karnych, gdy powinni, im gwizdali, gdy nie było to wskazane. Raz nawet ponoć nie zauważyli, że „ich” zawodnik po odbiciu się w polu bramkowych (3-4 metr) pokonał Szmala. To wszystko wpłynęło na ostateczny wynik. Przegrana w tej sytuacji 29:31 pokazuje, że po uczciwej walce to biało-czerwoni powinni awansować do finału. Moralnie tam są, a na usta cisną mi się słowa na ka, na cha i na dupa.

Autor | Daniel E. Groszewski

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułEwelina Zambrzycka-Kościelnicka: Wielki brat patrzy
Następny artykułSportowy Raport #21 [30.01.2015]
Żyjemy we Wrocławiu i patrzymy na świat z perspektywy naszego miasta. A Dzielnice są różne jak tylko różne mogą być. Nader często można odwiedzić nasze wrocławskie dzielnice kultury czy sportu, ze szczególnym uwzględnieniem teatru, filmu czy Śląska.