Daniel E. Groszewski: O kotach w grudniu [FELIETON]

Ten temat kusi mnie od dawna. Temat kotów oczywiście. Ale co się do niego zabieram to dochodzą jakieś nowe informacje i zmienia się koncepcja. Wczorajszy news przechylił szalę. Dotyczy jedzenia.

I to nie świątecznego jedzenia kotów, z czego słyną Szwajcarzy. Dla obrońców kotów jest to karygodne. Mnie zastanowiło… i jedyne co mi przyszło do głowy, to skecz, który przed laty regularnie grywał kabaret „Ani Mru-Mru”, a w nim padało stwierdzenie, że z kotów to Azjaci robią kisiel. Wycieczka równie niesmaczna, co informacja o Szwajcarach. Ale dość o tym. Absolutnym kocim hitem jest mruczek z Władywostoka, który włamał się do sklepu… z morskimi przysmakami. Włamanie nie było jednak wcale proste, bo sklep ten znajdował się na lotnisku, a tam jak wiadomo o zwierzętach nie może być mowy. Włamywacz na oczach klientów usiadł w ladzie chłodniczej i ponoć raczył się kalmarem, a ucztę zakończył suszoną ośmiornicą. Straty oszacowano na około 60 tysięcy rubli (trzeba było wszystko zutylizować), czyli jakieś niecałe 4 tysiące złotych.

Informacja oprócz pewnej dozy absurdu przypomina jednak, że w mieście też nie powinniśmy zapominać o dzikich kotach, które nijak nie nadają się do schroniska, a zimę jakoś muszą przeżyć. O pomoc zimową porą zwracali się już w specjalnym liście miłośnicy zwierząt. Warto też dodać, że dobrze byłoby teraz przed odpaleniem auta sprawdzić, czy w jego zakamarkach nie schował się przed zimnem właśnie bezpańskim kot. Można powiedzieć, że to jego problem. Fakt. Jeśli jednak wszedł do komory silnika to może nas to drogo kosztować. Ten argument przemawia już pewnie do wielu. Bądźmy więc dobrzy… choćby ze wzgląd na siebie… choć wierzę, że wielu robi to z potrzeby serca. W końcu mamy właśnie taki, pełen wzruszeń, świąteczny czas.

PS. A po świętach można z tymi bezpańskimi podzielić się tym, co pozostało nam w lodówce po rytualnym uboju karpia.

Autor | Daniel E. Groszewski