Daniel E. Groszewski: Refleksji czas [FELIETON]

Znów za dużo myśli. Za dużo chciałoby się powiedzieć. Kolejne wersje lądują jednak w koszu i wciąż na nowo próbuję napisać ten ostatni tegoroczny felieton. Felieton o roku 2014, który był dla mnie niezwykle ważnym rokiem.

Sporo się wydarzyło. Rzeczy dobre przeplatały się niestety z tymi złymi. A może stety. Może przez to były wyraźniejsze i dawały większą radość. Gdy kolejny raz w tym tygodniu utknąłem w przedświątecznym korku poczułem, że już się nie spieszę. Nie denerwuję. Nie chce mi się krzyczeć: Jedź! Bardziej zielone nie będzie! Ogarnął mnie tak długo oczekiwany spokój. Może limit nerwów na ten rok po prostu już się wyczerpał? Jest taka ewentualność. Wręcz dobrze by było. Ci, z którymi miałem okazję w miniony roku współpracować zauważyli, że w ostatnich tygodniach nadmiar obowiązków trochę mnie przygniótł. Nałożyło się na to wiele czynników. Ludzkich. Przez to nie zdołałem napisać zapowiedzi na której mi zależało i dotrzeć na kilka konferencji prasowych, które wydawały mi się ważne. Przykro mi z tego powodu. Bo ktoś tam na mnie liczył. Bo ja na siebie liczyłem. Chciałem. Planowałem też więcej zobaczyć. Jeszcze pójść do jednego, czy drugiego teatru. Zabrać moich studentów na jeszcze jeden mecz. Nie dało się. Sił zaczęło brakować na ostatniej prostej. W ostatnich dniach. I im bardziej ich brakowało, tym bardziej uświadamiałem sobie, że przestaję denerwować się rzeczami, na które nie mam wpływu. Nie jestem robotem. Wielu znajomych wreszcie to zauważyło. To też plus. A ja muszę przyznać, że chciałbym, aby ten stan względnego spokoju trwał jak najdłużej. Przede mną kilka dni wakacji świątecznych. Zasłużonego odpoczynku. Bez internetu. Bez telefonu. Choć bez tego ostatniego jestem ostatnio coraz częściej, bo bateria zaczęła się chyba do mnie upodabniać i słabo trzyma. Szybko pada. Nie mam kiedy kupić nowej. Jeszcze zdążę. Jeszcze kupię. Teraz muszę odpocząć. Nabrać sił. Baterię kupię, jak naładuje swoją. Witalną. Obiecuję. Odpocznę tylko nieco. Piszcie na maila. Odpowiem, jak wrócę…

Po co o tym wszystkim napisałem? Bo nadchodzące dni powinny być pełna radości i ciepła. Uśmiechu, który nic nie kosztuje, a jednocześnie tyle jest wart. Nadchodzi czas, gdy wielu z nas będzie mogło sobie odpuścić, wyluzować. Wyłączyć komórkę i pobyć z rodziną. Albo zamiast rozmowy przez fejsbuka wybrać się na rozmowę z dawno nie widzianymi znajomymi. Taką prawdziwą. W realu. Wypić dobrą kawę. Posiedzieć w nowej knajpce, zjeść coś dobrego, albo coś upiec. Coś przeżyć. Zapomnieć się. W spokoju. Dla siebie.

Z taką refleksję chciałbym Was pozostawić. Dla mnie ten rok był rokiem spotkań. Starych i nowych. Poznałem wiele wspaniałych osób. Cieszę się, że pojawiły się w moim życiu. Innych poznawałem na nowo. Nie obyło się oczywiście bez mniej przyjemnych znajomości. Takich obłych. Takie też się zdarzają. Stojąc w korku uzmysłowiłem sobie, że bez względu na emocje, które żywię wobec tych wszystkich napotkanych w tym roku ludzi, to każdy z nich coś mi dał. Pozwolił lepiej zrozumieć siebie, moją naiwną otwartość na świat, czy wręcz dziecięcą radość. Zainspirował… Uśmiechnąłem się szczerze. Dziękuję Wam wszystkim, za to że byliście. Wam życzę takiego szczerego uśmiechu. Takiej radości. Bądźcie szczęśliwi.

Autor | Daniel E. Groszewski

 

 

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułŁukasz Burzyński: Odrodzenie wrocławskiego sportu [FELIETON]
Następny artykułOstatni numer z 2014 roku
Żyjemy we Wrocławiu i patrzymy na świat z perspektywy naszego miasta. A Dzielnice są różne jak tylko różne mogą być. Nader często można odwiedzić nasze wrocławskie dzielnice kultury czy sportu, ze szczególnym uwzględnieniem teatru, filmu czy Śląska.