Ostatnie dni sprawiają, że mam z nim kłopoty. Na swoją obronę mogę jedynie stwierdzić, że upał nie tylko mnie przeszkadza w logicznym myśleniu.

Za to na pewno upał sprawia, że w tym tygodniu nie będę się specjalnie rozpisywał. Dość powiedzieć, że polowanie na czarownice trwa. A tymi czarownicami we Wrocławiu są wszelkiej maści faszyści, nacjonaliści i kibole. Jak coś się wydarzy, to wiadomo, że na pewno oni. Tak było też w minionym tygodniu podczas festiwalu filmowego T-Mobile Nowe Horyzonty. Pobito wtedy rosyjskiego aktora, malarza i wokalistę zespołu NOM – Nikolaia Kopeikina. Sprawy nie zgłoszono oficjalnie na policję. Zrobiła to co prawda obsługa hotelu, ale sam wokalista nie chciał rozmawiać ze służbami, a organizatorom festiwalu zabronił przekazywać swój numer telefonu. O rzekomym pobiciu poinformował tylko na swoim profilu fejsbukowym. Wstyd? Napaść? A może szacowny gość po prostu się przewrócił, a po aferze, którą zrobiono w hotelu po jego powrocie postanowił zakpić z wszystkich? Nie jestem wszechwiedzący i nie znam odpowiedzi na te pytania.

Wiem jednak jedno, mamy w Polsce nową cechę narodową: przepraszalność. Celowo używam zwrotu, którego jeszcze nie ma w słownikach, bo do tej pory cechy tej nie znałem. Teraz widzę, że cały świat razem i każdego z osobna tylko przepraszamy i przepraszamy. A potem jeszcze przepraszamy. Tak było też tym razem. Nowy rzecznik Urzędu Miasta – Arkadiusz Filipowski musiał przeprosić… po doniesieniach medialnych. Przepraszalność pełną gębą znalazła się na oficjalnej stronie miasta. Nikt nie sprawdzał, nie konfrontował. Po prostu od razu założyliśmy, że jesteśmy winni i już. Jeden z moich kolegów napisał wtedy oburzony: „Ciężko było najpierw zadzwonić na policję? Dobrze, że Rosjanin nie powiedział np. że go prezydent Dutkiewicz zgwałcił. Wtedy musieliby przeprosić za Dutkiewicza. Oficjalnie, na stronie urzędu. Jeszcze raz brawo.”

Po kolejnych doniesieniach medialnych, tym razem o śmieszności tej przepraszalności, wpis zniknął z oficjalnej strony miasta. Widocznie słońce zaszło i zrobiło się chłodniej.

 

Autor: Daniel E. Groszewski

 

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułWakacje z Pippi
Następny artykułFotografia Stefana Arczyńskiego
Żyjemy we Wrocławiu i patrzymy na świat z perspektywy naszego miasta. A Dzielnice są różne jak tylko różne mogą być. Nader często można odwiedzić nasze wrocławskie dzielnice kultury czy sportu, ze szczególnym uwzględnieniem teatru, filmu czy Śląska.