Danilo KIS: czuły reportaż z końca świata

Na koniec roku Książkowe Klimaty prezentują książkę absolutnego klasyka światowej prozy, serbskiego pisarza Danilo Kisa i jego debiutancki „Psalm 44” w przekładzie Danuty Cirlić-Straszyńskiej.

Danilo Kiš napisał powieść o Auschwitz, gdzie zginął jego ojciec, mając zaledwie dwadzieścia pięć lat. Mimo tego jest to książka jednocześnie porażająca i subtelna, jakby serbski pisarz chciał udowodnić, że nawet w miejscu, nad którym nie znikał cień śmierci, jest miejsce na poezję. Opowieść o życiu i ucieczce nastoletniej Marii z obozu koncentracyjnego przypomina nie tylko o piekle wojny, ale też o tym, jak bliskie są związki Erosa i Tanatosa.

Biblijny „Psalm 44” jest lamentacją, ale książce Kiša daleko do jeremiady. To surowy i czuły zarazem reportaż z końca świata, który się nie odbył, i kamień milowy w pisarstwie serbskiego pisarza.

Danilo Kiš – (ur. 1935 w Suboticy, zm. 1989 w Paryżu) prozaik, poeta, eseista i tłumacz. Studiował literaturę na Uniwersytecie Belgradzkim. Był członkiem Serbskiej Akademii Nauk i Umiejętności, autor licznych przekładów poezji francuskiej, rosyjskiej i węgierskiej, laureat licznych krajowych i międzynarodowych nagród literackich.

Niewątpliwie jeden z największych prozaików straszliwego XX wieku – literaturę obozową podniósł do poziomu sztuki, a nie jedynie przejmującej relacji, ubierając ją w kontekst filozoficzny, nie poprzestając wyłącznie na relacji z niewyobrażalnej zbrodni. Ta cienka książka zawiera w sobie taki ładunek emocji, taki ciężar gatunkowy, jakich nie mają opasłe modne powieści. Objętość – współczesny wydawniczy fetysz – wobec siły Psalmu 44 pozostaje żałośnie nieistotna.

Tę książkę powinien przeczytać każdy, kto czuje jak narasta ponownie na świecie atmosfera nienawiści i wykluczenia, każdy, kto odczuwa powracającą grozę, ale i każdy, kto wciąż nie pojmuje w jaki sposób rodzi się nienawiść, a także w jaki sposób nienawiść jest odgórnie tworzona, karmiona i wypuszczana na wolność. Książka mówiąca jeszcze całkiem niedawno o minionych koszmarach dziś brzmi przerażająco aktualnie.

KRZYSZTOF VARGA

[fragment]
Wszystkie kobiety, które tu razem z nią przywieziono, podobnie jak te, które przewijały się przez jej blok, były już martwe. Nie pamiętała ich twarzy, tylko korowody szkieletów. Niektóre pewnie mogłaby sobie jeszcze przypomnieć, gdyby nie spychała ich w zapomnienie jakaś mechaniczna ręka. Pamięta tylko babilońskie pomieszanie języków, a niekiedy między palcami tej ręki przecieka określona postać albo jakieś imię, zwłaszcza tych pierwszych; to od nich zaczęła się procesja zakończona Polą, która leży obok martwa.