Gdyby zastosować terminologię sportową, trzeba by napisać, że Męskie Granie od 2010 r. przeszło prawdziwą kadrową rewolucję. Od surowych i brudnych brzmień oraz utrzymanych w czarno-białej tonacji wizualiów ta wyjątkowa muzyczna impreza ewoluowała w kierunku gatunkowego eklektyzmu i barwnego anturażu. Znak czasu – Wojtka Waglewskiego i Marka Dyjaka w roli frontmanów zastąpili Dawid Podsiadło i Krzysiek Zalewski, jednak zmiana pokoleniowa nie spowodowała jakościowego ubytku.

O tym jak ważna dla wrocławian to była impreza niech świadczy fakt, że na blisko miesiąc przed koncertem wyczerpała się pula biletów! Zdesperowani melomani plądrowali czeluści Internetu w poszukiwaniu chętnych do odstąpienia wejściówek osób, a na widywanych często przed dużymi imprezami, spisanych pospiesznie na kartkach ofertach słowo „sprzedam” zostało wyparte przez „kupię”. To biletowe szaleństwo, połączone z fantastycznymi relacjami z poprzednich koncertów trasy Męskie Granie 2014, zwiastowało naprawdę wyjątkowe muzyczne wydarzenie.

Nie sposób wyobrazić sobie, by wśród kilku tysięcy obecnych na wrocławskiej Pergoli widzów udało się odnaleźć kogoś, kto z gwiazdorsko obsadzonego koncertu wychodził zawiedziony. Tylko osoba pozbawiona muzycznej otwartości nie doceniłaby świetnego prowadzenia imprezy przez Piotra Stelmacha z radiowej Trójki, obowiązkowej niepokorności Tomka „Lipy” Lipnickiego czy zaraźliwej witalności wiecznie zaskakującej Brodki. A przecież to tylko wierzchołek góry lodowej – na scenie oprócz wspieranej przez szalonego L.U.C-a ekipy Illusion i rodowitej żywiecczanki zaprezentowali się także Ryba and the Witches (zwycięzcy konkursu Nowe Męskie Granie), nastrojowy Skubas, jazzowo-rockowi Pink Freud, kosmicznie elektroniczna Bokka, a także Andrzej Smolik i Dawid Podsiadło, który wyrósł już chyba na prawdziwego gwiazdora rodzimej sceny muzycznej.

Wisienką na torcie był jednak występ Męskie Granie Orkiestra, prawdziwej polskiej supergrupy muzycznej, której przewodniczył sam mistrz Smolik, a w skład której oprócz występujących wcześniej muzyków dołączyli m.in. Olaf Deriglasoff, Krzysztof „Zalef” Zalewski i Piotr „Emade” Waglewski. Prawdziwa konstelacja gwiazd oddała hołd kultowym utworom polskiej alternatywy, takim jak „To co czujesz, to co wiesz” Brygady Kryzys czy „Kombinat” Republiki, zaś fantastyczna tego wieczoru Brodka (jej koncert poderwał w górę nawet najbardziej rozleniwionych widzów!) zaśpiewała swój osobisty tribute dla Breakoutu.

Męskie Granie od początku było ideą łączącą pokolenia – w 2010 r. Waglewski senior razem z młodszym o ćwierć wieku Abradabem śpiewał o tym, że „Wszyscy muzycy to wojownicy”, a dziś Męskie Granie Orkiestra w „Elektrycznym” ponad pięćdziesięcioletni Deriglasoff przygrywa urodzonemu w latach 90. Dawidowi Podsiadle. Takich właśnie muzyczno-pokoleniowych crossoverów potrzebuje polska scena muzyczna, która – po wrocławskim koncercie Męskiego Grania mogę to napisać bez obaw – ma się bardzo, BARDZO dobrze.

Autor | Dawid Myśliwiec