- REKLAMA -

Nawet bez Radosława Hyżego i Mirosława Łopatki koszykarski Śląsk potrafił zdeklasować drużynę WKK wygrywając na jej parkiecie 80:39. W obozie rywala żaden z zawodników nie rzucił więcej niż 7 punktów, a drużyna tylko w jednej kwarcie potrafiła zdobyć więcej niż… 9 oczek.

Paweł Bochenkiewicz w akcji / fot. Luiza Różycka (wks-slask.pl)

– Nie da się ukryć, że był to po prostu cięższy trening. Najważniejsze, że nasi zawodnicy mieli okazję porządnie się spocić i trochę pobiegać – podsumował derby Maciej Szlachtowicz, menadżer Śląska.

Spotkanie wyrównane było tylko przez pierwszą minutę, kiedy to gospodarze wyszli na prowadzenie 4:0. Gracze „Trójkolorowych” popełniali proste straty sprawiając wrażenie nie do końca skoncentrowanych. Chwila skupienia i dokładności pod koszem sprawiły, że Śląsk nie tylko szybko wyszedł na prowadzenie, lecz przez kolejne minuty skutecznie uniemożliwiał ekipie WKK składne złożenie akcji w ataku co spowodowało, iż przez niemal 7 minut kibice mogli oglądać jedynie punkty rzucane przez Wojskowych.

Choć Śląsk nie porywał grą w ofensywie, w obronie był skuteczny jak zawsze. Zawodnicy WKK tylko w drugiej kwarcie meczu potrafili rzucić liderom tabeli więcej niż 9 punktów (dokładnie 12). Śląsk już na początku drugiej części gry wypracował sobie ponad 20-punktową przewagę, co sprowokowało Rafała Kalwasińskiego – szkoleniowca
siedemnastokrotnych mistrzów Polski – do zdjęcia z parkietu podstawowych graczy.

Adrian Mroczek-Truskowski i Rafał Glapiński zagrali ledwie kilkanaście minut, Radosław Hyży i Mirosław Łopatka na boisku nie pojawili się w ogóle. Wiele okazji do grani mieli za to młodzi rezerwowi „Kosynierów” Wojciech Leszczyński, Tomasz Bodziński czy Aleksander Raczek. Dwaj pierwsi okazali się najskuteczniejszym zawodnikami spotkania – „Bodek” rzucił 18 a „Leszek” 15 punktów.

Znacznie ciekawiej niż na boisku było na trybunach Uniwersytetu Przyrodniczego, gdzie swoje mecze rozgrywa WKK. Zajmowany przez najbardziej oddanych fanów Śląska  sektor imponował dopingiem i oprawą przez pełne 40 minut. „Kosynierzy” zadbali o to, aby nie zabrakło zielono-biało-czerwonych flag, wielkich transparentów oraz przyśpiewek, które dumnie rozbrzmiewały w przygaszonej i cichej zwykle hali przy ul. Chełmońskiego.

Efektowne zwycięstwo Wojskowych zapewniło im pierwszą lokatę po rundzie zasadniczej. Oznacza to tyle, że Śląsk we wszystkich rundach play-offów będzie miał przewagę własnego parkietu więcej meczów w serii rozgrywając w
swojej „Kosynierce”.

– Taki był plan podstawowy i cieszymy się, że już udało się go zrealizować tak szybko. Mając zdecydowanie najwspanialszych, najgłośniejszych i przede wszystkim najbardziej pomysłowych kibiców w Polsce we Wrocławiu trudno
nawiązać z nami walkę – mówi Maciej Szlachtowicz.

Kolejne starcie mistrzów sezonu zasadniczego już w najbliższą niedzielę, 25 marca o godzinie 19:00. Podjąć w „Kosynierce” walkę z mistrzem spróbują zawodnicy Mickiewicza Katowice. Bilety na spotkanie można nabywać w siedzibie klubu przy ulicy Mieszczańskiej 11.

WKK Wrocław – WKS Śląsk Wrocław 39:80 [9:16, 12:30, 9:14, 9:20]

Punkty dla WKK: Kolankowski 7, Józefiak 6, Zuber 6, Martyniak 6, Mazur 5, Grzeliński 4, Serbakowski 3, Głuchowicz 2, Cygal 0, Suchodolski, Kilian

Punkty dla Śląska: Bodziński 18, Leszczyński 15, Bochenkiewicz 14, M. Kowalski 11, Mroczek-Truskowski 6, Płatek 5, N. Kulon 4, Raczek 4, Glapiński 3, Grygiel