- REKLAMA -

Z każdej strony docierają do mnie narzekania na deszczowe wakacje. „Co z tym polskim latem?” – słyszę i zastanawiam się dlaczego wszystko musi być polskie, jakby pogoda gwałtownie zmieniała się na czeską, niemiecką czy jakąkolwiek inną tuż po przekroczeniu przez front atmosferyczny wyznaczonej przez ludzi linii podziału. „Miało być ocieplenie klimatu, a tu zamiast ciepła mamy zimny deszcz!” – grzmią inni, przekonani, że ocieplenie klimatu sprawi, że wokół ich plastikowych, przydomowych basenów wyrosną jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki palmy i bananowce.

A ja na przekór wszystkim i wszystkiemu kocham deszcz. Lubię wpatrywać się w szybę i zachwycać światłem odbijającym się w kroplach deszczu, godzinami wsłuchiwać się w melodię wygrywaną na dachach i rynnach. Lubię charakterystyczny dźwięk samochodów sunących po mokrej jezdni, widok kolorowych parasoli spacerujących ulicami i ciepłą herbatę, która nigdy nie smakuje tak dobrze, jak w deszczowy dzień.

W czasach licealnych, kiedy wakacyjne dni dzieliłam między biwaki i plenery, z drżeniem serca czekałam na dzień, kiedy spadnie deszcz i nie będzie biegania, zabawy, siedzenia do późna przy ognisku i pływania łódkami. Nie będzie farb porozkładanych na trawie i blejtramów przyczepionych sznurkiem do sfatygowanego plecaka. Upychaliśmy się  w namiotach po pięć, siedem osób, ściśnięci jak sardynki w puszce toczyliśmy długie rozmowy o niczym i było nam dobrze. Czasami uciekałam od wszystkich i zaszywałam się pod jakimkolwiek kawałkiem dachu z książką w ręku i nieodłącznym kocem. Czytałam, póki deszcz nie przestał padać. Czasami ktoś dołączał do mnie ze swoją książką i siedzieliśmy tak razem, w idealnym, milczącym porozumieniu. Każdy zatopiony po uszy w swoim świecie. Bo deszczowy dzień sprawia, że wszystko, co było na zewnątrz, chowa się do środka. Życie przechodzi z trybu „doświadczanie” na „kontemplowanie”, a ja takie kontemplowanie wyjątkowo sobie cenię. Bez niego wszystko ma jednorazowy, szybko wietrzejący smak.

Myślę sobie, że gdyby deszczową aurę potraktować jak wakacyjną atrakcję, jak czas dany nam przez naturę dla siebie, to łatwiej byłoby się pogodzić z brakiem słońca. Może należałoby to tak zareklamować: tylko u nas spędzisz tydzień w deszczu, nareszcie będziesz miał szansę pobyć sam ze sobą! Może dowiedziałbyś się czegoś o sobie? Może odkrył dawno zapomniane pasje? Zrozumiał kim tak naprawdę jest ten człowiek, z którym dzielisz ciało i godzinę porannej pobudki. Deszcz jest świetną pożywką dla naszej świadomości.