W drugim meczu półfinałowym Devils Wrocław pokonali na boisku przy ul. Sztabowej Warsaw Eagles 31:13. W sobotę awans wywalczyli The Crew, którzy pokonali Seahawks Gdynia 27:7.

W ubiegłym sezonie Devils pokonali The Crew i to oni wznieśli puchar / fot. Devils

To oznacza, że w finale, który w tym roku zostanie rozegrany w Bielawie znów spotkają się dwie wrocławskie załogi. W ubiegłym sezonie górą byli Devils. Jak będzie teraz? W rundzie zasadniczej lepsi byli The Crew.

Jeszcze w niedzielę rano obawiano się, czy do meczu dojdzie, bo nagłe i bardzo obfite opady deszczu zamieniły murawę stadionu przy ulicy Sztabowej w wielką kałużę. Ostatecznie jednak boisko zostało przygotowane do przeprowadzenia spotkania, a pogoda nieco poprawiła się tuż przed jego startem. Niektórzy fani dopiero wchodzili na stadion, gdy goście z Warszawy już świętowali pierwsze przyłożenie po świetnej akcji powrotnej po wykopie Tyrone’a Landruma.

Od razu postawiona pod ścianą ofensywa Devils nie zawiodła jednak. Formacja prowadzona przez Luke’a Balcha przemaszerowała większość boiska, ostatecznie zdobywając jednak tylko trzy punkty, dzięki kopnięciu z pola Krzysztofa Wisa. Później to Balch był jednak winy straty piłki w okolicach ich 20 jarda, ale Eagles nie wykorzystali tego prezentu, ostatecznie fatalnie rozgrywając próbę kopnięcia z pola. Niewiele brakowało, a zakończyłaby się przejęciem Diabłów.

W drugiej kwarcie Orły postawiły na długie podania, które dwukrotnie przeniosły ich pod samo pole punktowe Diabłów. Landrum, który niespodziewanie wystąpił w tym meczu jako rozgrywający, świetnie wynajdywał długimi piłkami Jeremy’ego Dixona. Cóż jednak z tego, skoro ofensywa warszawian nie potrafiła zamienić zdobyczy jardowych na punkty. Eagles stracili najpierw piłkę na 10 jardzie Devils, po złym podaniu w czwartej próbie, a w kolejnej takiej sytuacji, jeszcze bliżej pola punktowego wrocławian, znów źle egzekwowali kopnięcie z pola. W pierwszej połowie trzykrotnie gościli więc w czerwonej strefie rywala, nie punktując ani razu.

Devils radzili sobie znacznie lepiej. W najważniejszych momentach, mimo mokrej murawy i śliskiej piłki, Balch odnajdywał Christophera Washingtona, który zdobył pierwsze w meczu przyłożenie gospodarzy i dał im prowadzenie do przerwy. Po zmianie stron dołożył jeszcze jedno, które znów na swoje konto musiał zapisać źle kryjący go Łukasz Koniusz. Eagles jednak szybko się otrząsnęli i w kolejnej serii postawili na biegi Matta Wichlinskiego. Goście niedzielnego meczu znów doszli do czerwonej strefy, ale tym razem już w pierwszej próbie ich marsz wykończył Wichliński. Nieudana próba podwyższenia oznaczała, że przed decydującą kwartą gospodarze prowadzili 4 punktami.

Ostatnią odsłonę rozpoczynali goście, którzy chcąc utrzymać się przy piłce, zdecydowali się nawet na grę w czwartej próbie na własnym 30 jardzie. Udaną, ale cofniętą przez sędziów, po tym jak jeden z warszawian, niezgodnie z przepisami, pchnął swojego running backa  chcąc pomóc mu zdobyć pierwszą próbę. Eagles drugi raz już nie ryzykowali i odkopnęli piłkę. Inicjatywę przejęła ofensywa Diabłów, która przesuwając się do przodu zbijała też mnóstwo czasu z zegara meczowego. Wreszcie, po 11 akcjach, ładne podanie Balcha w polu punktowym złapał Patrycjusz Pałac i na sześć minut przed końcem, spotkanie było praktycznie rozstrzygnięte. Orłom nie udało się odpowiedzieć i goście musieli ponownie odkopnąć piłkę. Po tym zagraniu piękną akcją powrotną popisał się Washington, który piłkę zaniósł na 5 jard od pola punktowego Eagles. Chwilę później mógł świętować przyłożenie po podaniu Balcha. Wrocławianie mogli rozpocząć świętowanie.

– Chyba jeszcze nigdy nie grałem w takich warunkach, ale poza tym, że na boisku nie było linii i trochę trudniej było mi ocenić sytuację, grało się całkiem fajnie – powiedział po spotkaniu Patrycjusz Pałac, skrzydłowy Devils Wrocław. – Spotkanie okazało się o wiele trudniejsze niż nasz pojedynek z nimi w sezonie zasadniczym. W tamtym meczu ciągle prowadziliśmy. W tym, byliśmy pod wielką presją. Awansowaliśmy do SuperFinału i chyba dobrze, że zagramy z The Crew. Po pierwsze to kolejne derby, a po drugie zawsze trudno nam się grało z Seahawks, co było widać nawet w tym sezonie – dodał.

– Devils to świetna drużyna, która potrafiła się dostosował do naszego stylu gry. Ich zmiany były najwidoczniej lepsze niż nasze – podsumował mecz zawiedziony Phillip Dillon, trener Warsaw Eagles.

W drużynie wrocławian wyróżniał się ofensywny duet Luke Balch – Christopher Washington, po którego akcjach padły trzy przyłożenia Diabłów.

W szeregach Eagles imponował Matt Wichlinski, który mimo twardej gry defensywy gospodarzy zdobywał kolejne jardy. Na długo w pamięci pozostaną też dwa, posłane prawie przez całe boisko długie podania Tyrone’a Landruma do Jeremy’ego Dixona.

Zwycięstwo gospodarzy oznacza, że dołączają oni do drugiego wrocławskiego klubu, The Crew i 17 lipca zagrają z nimi w VI SuperFinale PLFA. Jest to powtórka ubiegłorocznego finału ligi, w którym górą były Diabły. Jeśli Devils powtórzą swój zeszłoroczny sukces, staną się pierwszą w historii PLFA drużyną, która obroni tytuł mistrzowski. Dla Orłów był to ostatni mecz w tegorocznych rozgrywkach.


Devils Wrocław – Warsaw Eagles 31:13 (3:7, 7:0, 7:6, 7:0)

I kwarta
0:7 przyłożenie Tyrone’a Landruma po 80-jardowej akcji powrotnej po wykopie Devils (podwyższenie za jeden punkt Dawid Więckowski)

3:7 17-jardowe kopnięcie z pola Krzysztofa Wisa

 

II kwarta
10:7 przyłożenie Christophera Washingtona po 24-jardowej akcji po podaniu Luke’a Balcha (podwyższenie za jeden punkt Krzysztof Wis)

 

III kwarta
17:7 przyłożenie Christophera Washingtona po 33-jardowej akcji po podaniu Luke’a Balcha (podwyższenie za jeden punkt Krzysztof Wis)

17:13 przyłożenie Matta Wichlinskiego po 15-jardowej akcji biegowej

 

IV kwarta
24:13 przyłożenie Patrycjusza Pałaca po 26-jardowej akcji po podaniu Luke’a Balcha (podwyższenie za jeden punkt Krzysztof Wis)

31:13 przyłożenie Christophera Washingtona po 2-jardowej akcji po podaniu Luke’a Balcha (podwyższenie za jeden punkt Krzysztof Wis)

Mecz obejrzało 350 widzów.

 

(deg, plfa)