- REKLAMA -

Disney kupując 21st Century Fox (to już pewne) miałby zagrozić Netflixowi na pozycji lidera usług streamingowych, pytanie jednak, czy jest to w ogóle możliwe.

Plany Disney’a na stworzenie własnej platformy streamingowej znane się już od jakiegoś czasu, teraz wraz z zakupem Foxa zdają się one nabierać na sile, jednak nawet jeśli dojdzie do powstania nowej platformy, nie oczekiwałbym cudów – a na pewno nie na początku.

Obecnie (teoretycznie) Netflixowi konkurencji nie brakuje, mamy: HBO GO, Amazon Prime, Hulu i wiele, wiele mniejszych graczy w tym np. Showmax. A wszystko w czasach, kiedy każda duża wytwórnia rozgląda się za sposobem, na odcięcie wszelkich pośredników i tworzenie własnych platform streamingowych. Podobnie jak Fox należy do Disney’a, tak inny amerykański gigant, firma telekomunikacyjna AT&T dokonała przejęcia Warner Bros., a w tym także należącej do nich platformy HBO GO.

Jak widać graczy na rynku nie brakuje, robi się tłok i ostatecznie to my, konsumenci będziemy zmuszeni do wyboru. W najgorszym wypadku, dojdzie do monopolu – stracą wtedy wszyscy oprócz liczących pieniądze, w najlepszym zaś przypadku, dostaniemy jeszcze więcej oryginalnych produkcji.

Problemy Netflixa

Zaledwie kilkanaście dni temu, 16 lipca, Netflix zaprezentował wyniki dotyczące przypływu nowych subskrypcji w II kw. 2018 roku, które nie prezentują się najlepiej. Oczekiwano 6,2 miliona nowych użytkowników, a na platformie pojawiło się ich o milion mniej – 5,2 miliona. Giełda zareagowała natychmiastowo, akcje spółki spadły o około 14 procent.

Cel wcale nie był taki wygórowany, ponieważ w poprzednich kwartałach udało się go wypełnić i to często z nawiązką. Co ciekawe, podobna sytuacja (spadek nowych subskrybentów) miała miejsce dokładnie dwa lata temu w II kw. 2016 roku.

Najważniejsze, co przeciętny Kowalski powinien wiedzieć, to że każdy procent i klient przekłada się na zielone dolary, które z kolei mogą zostać zainwestowane w nowe produkcje. Problem w tym, że z tymi ostatnimi (produkcjami) w ostatnim czasie (podobno) dzieje się nienajlepiej, a tych pierwszych (zielonych banknotów) Netflixowi nieustannie brakuje. Niestety,  jednak w ostatnich dwóch latach dług spółki zwiększył się o około 6 miliardów (sic!) dolarów, i wynosi obecnie ponad 8,3 miliarda – jest to ponad połowa dochodów Netflixa z ubiegłego roku, które wyniosły 14 mld dolarów.

Wtórne, słabo oceniane serie oryginalne

Niektórzy eksperci problemy finansowe, a także te dotyczące nowych subskrybentów, zrzucają na fakt, że Netflix coraz gorzej radzi sobie z przygotowywaniem produkcji oryginalnych, które w ostatnim czasie miały sporo stracić na swej jakości, i (co najważniejsze) innowacyjności. Innymi słowy, klepią cały czas to samo, ubierając w nowe szaty.

Z jednej strony wtórność i (dosłownie) jakościowa bieda, a z drugiej produkcje Netflixa otrzymały ponad 100 nominacji do nagród, a tym samym po raz pierwszy przebijając swojego głównego konkurenta, HBO.

Zostając przy produkcjach oryginalnych, od pewnego czasu mam wrażenie, że (zwłaszcza na filmy) zdają się narzekać jedynie krytycy. Obrazy Netflixa może i nie stanowią crème de la crème światowej kinematografii, jednak potrafią zapewnić dobrą rozrywkę. Seriale, które są na dużo wyższym poziomie tym bardziej, a wszelkie jęki, jak to N. nie potrafi robić pełnometrażówek jest narzekaniem dla samego narzekania.

Nadchodzący zmierzch Netflixa

Dzieje się źle, ale długi za Netflixem ciągną się już od wielu lat, a platforma z roku na rok radzi sobie coraz lepiej, produkuje więcej, i (jako spółka) nieustannie zwiększa swą wartość. W pewnym momencie przebiła nawet pod tym względem wspomnianego na początku Disney’a.

Oczywistym jest, że nie zarzyna się kury znoszącej złote jaja. Nikt też z dnia na dzień, z powodu miliona (niedoszłych) subskrybentów nie ukręci głowy Netflixowi. Konkurencja jest, i zapewne w najbliższych latach pojawi się jej jeszcze więcej, a obecna urośnie w siłę. Dodatkowy gracz na rynku, nawet jeśli spróbuje wziąć go szturmem, może nim jedynie delikatnie zachwiać, ale na pewno nie zburzy obecnego ładu, nie od razu.

Podejrzewam, że Disney skupi się na swoich własnych produkcjach, pytanie tylko, jak będzie z ich jakością. Nie liczyłbym, że nowe „Gwiezdne Wojny” czy „Avengersi” zamiast do kina trafią wprost na platformę, bo byłby to strzał w kolano.

Zapewne cofną licencję pozostałym, zrobią wirtualną krainę Disney’a i tylko i wyłącznie tam będzie można obejrzeć ich filmy i inne produkcje. Obejdzie się jednak bez agresywnej polityki mającej na celu wygryzienie wszelkiej konkurencji.

 


Autor: Patryk Wolny