- REKLAMA -

Na planie nowego Aladyna dzieje się prawdziwa magia: biali stają się czarni, a czarni biali. Decyzje dotyczące obsady mogą dziwić, jednak czego się nie robi w imię (disnejowskiej) różnorodności.  

W maju ubiegłego roku dowiedzieliśmy się, że w najnowszej wersji Aladyna od Disney’a pojawi się nowa postać (nie występująca w oryginalne): Książę Anders, którego zagra Billy Magnussen – biały aktor o litewsko-amerykańskich korzeniach.

Kolejne niepokojące informacje pojawiły się zaledwie kilka miesięcy później, w listopadzie, kiedy to Disney poinformował, że w postać Jasmine wcieli się Naomi Scott, aktorka, która może i nie jest biała (ma hinduskie korzenie), jednak nie jest także czysto arabskiego pochodzenia. W tym momencie mówiło się już o „wybielaniu” kultowej opowieści „Księgi tysiąca i jednej nocy”.

Gdyby tego było mało, brytyjska prasa donosi, że biali statyści na planie Aladyna są charakteryzowani w taki sposób, by ich skóra stała się ciemniejsza. Na planie pracuje około 500 statystów, z czego (jedynie?) 400 osób jest pochodzenia afrykańskiego i azjatyckiego. Dziwi to o tyle, że zdjęcia mają miejsce niedaleko Londynu w którym żyje ponad milion osób o odpowiednim odcieniu skóry.

Wychodzi jednak na to, że prościej przemalować setkę białych na brązowo, niż zatrudnić innych statystów. Cieszy, że w Dżina z lampy wcieli się ciemnoskóry Will Smith, a Aladyna zagra urodzony w Egipcie Mena Massoud. Natomiast, trochę szkoda, że nikt nie wpadł na pomysł, żeby Willa pomalować na niebiesko, wtedy oświadczenie Disney’a miałoby jeszcze więcej sensu. Tłumaczą oni bowiem, że wspomniana charakteryzacja, decyzje dotyczące aktorów mają na celu stworzenie najbardziej zróżnicowanej obsady w historii.

Czytam i nie wierzę, trudno nie odnieść wrażenia, że kontrowersje, jakie by one nie były, z góry są zaplanowane, a fani faszerowani są jakimś czczym bełkotem o równej równości. Miejmy nadzieję, że do trzech razy sztuka i ich kolejna niespodzianka nie wzbudzi takiego oburzenia. 


Autor: Patryk Wolny