„Do DNA” [RECENZJA]

Spektakl dyplomowy „Do DNA” krakowskiej PWST w reżyserii Ewy Kaim, to majstersztyk. Zachwyca harmonią dźwięków i głosów piątki wykonawców. To bomba ludowej kultury zawarta w piosenkach zebranych przez Oskara Kolberga.

Mirek Kaczmarek odpowiedzialny za kostiumy i scenografię, zamyka aktorów w przestrzeni prostej i jednocześnie magicznej. Zaczynając od rdzawej chaty, poprzez ciekawe projekcje  z motywami żywych roślin, aż do nawiązujących do ludowizny czerwonych korali i współczesnych ubrań z logo adidasa. Całości dopełniają instrumenty muzyczne, które raz po raz wykorzystywane wprowadzają nas na wiejskie drogi i obejścia. Zaskakujący jest sam pomysł reżyserki w dobie wszechobecnej w teatrze technologi w postaci monitorów czy kamer, Ewa Kaim postawiła na prostotę. Minimalistycznymi środkami nasączyła spektakl zapachem pól, mgłą, słońcem i dymem z ogniska. Piosenka jest tu siłą sprawczą. W niej zawarta jest historia, która ma swój początek i koniec. Każda z przyśpiewek opowiada o nowym etapie w życiu bohaterów spektaklu. Mamy więc wachlarz emocji wyśpiewany w mistrzowski sposób. Jest czas zalotów, namiętności, porażki, smutku, straty i radości. A wszystko prawdziwe, szczere, delikatne i dowcipne. Wszystko w punkt, bez zbędnego balastu. Maćko Prusak przeszedł samego siebie i stworzył porywającą choreografię, czarującą energią i siłą. Oczywiście gdyby młodym aktorom brakowało talentu, gdyby niechlujnie śpiewali na nic zdałaby się cała reszta. Dominika Guzek, Agnieszka Kościelniak, Weronika Kowalska, Jan Marczewski i Łukasz Szczepanowski wykazali się ogromnym szacunkiem do formy, dojrzałością i znakomitym warsztatem. Podbili serca publiczności, która niejednokrotnie nagradzała ich brawami w czasie spektaklu, a po nim nagrodziła owacją na stojąca.

„Do DNA” jest bezpretensjonalnym, pełnym oddania reżyserskiego i aktorskiego teatrem. Życzyłabym sobie i wszystkim widzom spotykać się jak najczęściej z tak znakomitą sztuką.


Autor: Sabina Misakiewicz
Zdjęcie: arch. PPA