Reklama Wildlands potrafi w zaledwie kilka sekund przykuć całą naszą uwagę, trzyma nas, zainteresowanych, zaintrygowanych i co najważniejsze, chętnych do odbycia podróży, którą obiecuje. Wszystko zamyka się w kilku minutach – obietnicach pełnych emocji.

Oglądając zwiastuny najnowszej gry Ubisoftu Tom Clancy’s Ghost Recon Wildlands czuję się źle. Nie dlatego, że zostały one nieudolnie przygotowane, czy też pojawiają się w sposób męcząco natarczywy, jak to bywa w przypadku większości reklam w Internecie i nie tylko. Otóż nie, te kilka minut, już od pierwszych chwil przykuło moją uwagę i sprawiło, że pomimo iż mogłem przerwać oglądanie nie zrobiłem tego, co więcej, postanowiłem odnaleźć to małe dzieło i podzielić się nim z wami.

Nie chwyta za serce, nie porywa swoim przesłaniem, ale jednak pomysł, cała kampania marketingowa Wildlands zasługuje na swoje 5 minut. W Boliwii, w której toczy się akcja gry można się zakochać, w przygodzie, tej obietnicy sprawiedliwości, która nadciąga wraz z każdym kolejnym słowem, gestem, aż po ostatnią kulę wystrzeloną w stronę narkobosa, bo któż z nas nie chciałby zostać bohaterem.

Temat Boliwii jednak ma także i drugie dno. Otóż rząd tego kraju niepozbawionego chwytających za serce widoków poczuł się dotknięty wspomnianymi zwiastunami i wystosował do francuskiego ministerstwa prośbę o podjęcie akcji w tej sprawie. I tak od pozornie niewinnego zlepku scen dochodzimy na skraj międzynarodowej afery (jak poważnie to brzmi), która jedynie z pozoru ważna, jedynie dolewa oliwy do ognia. I gdyby tak sięgnąć pamięcią wstecz i wyszukać wszystkie zapowiedzi gier, które po pierwsze były obrazoburcze, kontrowersyjne, a po drugie dobrze wykonane, dochodzimy do momentu, kiedy w reklamie zostaje zawarte więcej emocji a niżeli w niejednym filmie – i w cale nie mam na myśli tylko tych najgorszych.

I jeśli film może drastycznie wpłynąć na opinie ludzi o danym miejscu, niech tutaj za przykład posłuży Hostel i jego wpływ na świadomość amerykańskiego odbiorcy i jego zdanie o wschodniej Europie. O ile większe oddziaływanie może mieć gra, która nie tylko prezentuje pewien bieg wydarzeń, ale także zaprasza nas do jego wspólnego przeżycia? Wildlands i Boliwia są idealnym przykładem, bo miesza się tutaj realizm dzięki grze aktorskiej prawdziwych ludzi z płynnym przejściem w wirtualny świat.

Czy Wildlands to prawdziwe zagrożenie dla wizerunku, to zapewne się dopiero okaże, ale już teraz można stwierdzić, że za sprawą takich właśnie wciągających kampanii marketingowych wielkie korporacje wkrótce zaczną kształtować świat – brzmi futurystycznie, dlatego może na razie warto odłożyć ten temat na półkę i po prostu nacieszyć się dobrze zrealizowaną reklamą.


Autor: Patryk Wolny