Tego można się było spodziewać. Znów nie była ważna merytoryka, ale przynależność partyjna. Prezydent Wrocławia ma pomysł na miasto, ale mieszkańcom, którzy są aktywni i chcieliby mu pomóc mówi zdecydowane NIE!

Rafał Dutkiewicz powinien jeszcze raz podrapać się w głowę i zastanowić się nad swoją decyzją

W ostatnich tygodniach sporo się rozmawiało o nowym bilecie 12-godzinnym, który mógłby wejść do sprzedaży już 1 czerwca. Wielu aktywnych wrocławian mówiło nam, że pomysł bardzo im się podoba. – Jeżeli na jednym bilecie mogę pozałatwiać wszystkie sprawy w ciągu dnia, to nie będę jechał autem do centrum. Tam i tak nie za bardzo jest gdzie zaparkować i robią się problemy – mówi Jan Brzozowski, wrocławski przedsiębiorca. I tutaj się zgadzamy. Prezydent Rafał Dutkiewicz realizuje wizję zamknięcie ścisłego centrum dla samochodów. Likwidowane są miejsca parkingowe, ale w zamian nie ma żadnej propozycji. Oczywiście coraz częściej mówi się o rowerach, ale na nich nie wolno wjeżdżać na Rynek. No chyba, że jest się Prezydentem Miasta i akurat chcę się pokazać, że świętuje się „Dzień bez samochodu” (choć do pracy oczywiście nie przyjechał na rowerze, lecz autem). Wizja centrum bez aut wydaje się kusząca. Trzeba jednak zaproponować ludziom coś w zamian. A z tym jest chyba problem.

__________________________________

ZOBACZ TEŻ:

– Od czerwca będą nowe bilety

– Nadodrze popiera bilet 12-godzinny

__________________________________

I właśnie na pomysł, propozycję dla mieszkańców wpadł radny Rafał Czepil. Od początku wydawało się jednak, że będzie problem z przeforsowaniem jego pomysłu. Dlaczego? Czepil nie należy niestety do Klubu Radnych Rafała Dutkiewicza. Jest z Prawa i Sprawiedliwości. Co to są w ogóle za pomysły, żeby radny z opozycyjnej w Radzie Miasta Wrocławia partii składał jakieś propozycje. Projekt upadł, bo musiał upaść. Opinia wystawiona przez ludzi Dutkiewicza nagina się oczywiście do wniosku, który od początku był jasny: ten bilet nie może zostać wprowadzony. Radni od Dutkiewicza na jutrzejszej sesji Rady Miasta zagłosują przeciw.

Co takiego znalazło się w opinii? Wiceprezydent Wojciech Adamski napisał w niej m.in. „bilet 24-godzinny został wprowadzony w kwietniu 2010 roku na miejsce biletu 1-dniowego, przy zachowaniu tych samych cen. Wówczas analizowano również zasadność wprowadzenia biletu 12-godzinnego, jednak ostatecznie zdecydowano o wprowadzeniu biletu 24-godzinnego w cenie biletu 1-dniowego„. Przedstawiono też wyliczenie według którego ten bilet bardzo się opłaca, bo przecież miasto już poszło na rękę podróżnym, że zmieniło bilet 1-dniowy, czyli ważny do północy na 24-godzinny. Co było do przewidzenia przeciwnikiem nowego biletu jest też Jarosław Krauze, szef KR Rafała Dutkiewicza.- To nie jest oferta dla mieszkańców Wrocławia, tylko dla przyjezdnych – uważa.

– Ja na ogół drugiego dnia już tego biletu nie potrzebuję – wyjaśnia z kolei Brzozowski. – Powiedziałbym panu, gdzie ja mam zamianę biletu jednodniowego na 24-godzinny. To ukłon w stronę turystów, a nie mieszkańców. Aktywni wrocławianie potrzebują biletu na 12 godzin – dodaje.

Jego argumenty do nas trafiają. Nie trafiają natomiast wyliczenia Adamskiego, który pokazuje, że jeżeli wszyscy zaczną kupować bilet 12-godzinny zamiast 24-godzinnego to miasto straci na tym prawie 1,3 mln złotych. Szkoda, że Adamski nie wpadł, żeby policzyć ile zyska jeśli ludzie zamiast 90-minutowego będą kupowali 12-godzinny. – Kategorycznie nie zgadzam się z wnioskami wyciągniętymi w tej opinii – mówi Czepil, a my mu wtórujemy. Po co bilet 90-minutowy we Wrocławiu, gdzie tramwaje tyle to czasami potrafią stać w korkach i ciężko w czasie ważności tego biletu pojechać choćby do urzędu załatwić coś i wrócić. Adamski dużo mówi o komunikacji, ale wciąż sprawia wrażenie kogoś, kto z niej nie korzysta. Zna się więc na niej doskonale.

Nadmieniam, że w Warszawie oraz porównywalnych do Wrocławia miastach Polski: Kraków, Poznań, Gdańsk, Łódź, w ofercie biletów nie występuje bilet 12-godzinny” – napisał Adamski w opinii. I ciężko się z tym argumentem nie zgodzić. Choć należałoby dodać, że te miasta nie dość, że nie mają takich biletów, to nie myślą o organizacji World Games 2017, który pochłonie około 20 milionów dolarów, nie mają „Gitarowego Rekordu Guinnessa” czy wiceprezydenta Wojciecha Adamskiego. Ale czy to oznacza, że skoro oni nie mają to my też nie powinniśmy mieć.

DANIEL E. GROSZEWSKI

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykuł– Poważny sprawdzian dla Devils
Następny artykuł– Bike Maraton 2011
Żyjemy we Wrocławiu i patrzymy na świat z perspektywy naszego miasta. A Dzielnice są różne jak tylko różne mogą być. Nader często można odwiedzić nasze wrocławskie dzielnice kultury czy sportu, ze szczególnym uwzględnieniem teatru, filmu czy Śląska.