Europejskie standardy w Polsce

Posłowie Platformy Obywatelskiej planują przedyskutować wprowadzenie zakazu wjazdu aut niespełniających określonych norm emisji spalin do centrum miast. Pomysł obecny w innych europejskich miastach od lat wśród polskich obywateli wzbudza wiele kontrowersji.

Wstępnie PO zamierza dać radom miast narzędzia do tego, by ograniczyć zanieczyszczenie powietrza w mieście, bo jak wiadomo, polskie metropolie od lat zajmują wysokie miejsca w europejskich rankingach. Czyli będzie to możliwość, a nie nakaz, więc każde miasto, z pomocą obywateli, będzie mogło samo ustalić konkretne wytyczne.

Jak to działa na zachodzie

Obecnie w Unii Europejskiej mamy sześć norm emisji spalin, od Euro 1 do Euro 6, z czego Euro 6 jest najbardziej restrykcyjna.

W Europie jest ponad 300 stref, w których obowiązuje zakaz ruchu pojazdów wydzielających zbyt dużo zanieczyszczeń. Miasta niemieckie podzielono na trzy strefy; czerwoną, żółtą i zieloną. W takich samych kolorach są również plakietki, które otrzymują auta. Te z czerwoną, emitujące najwięcej spalin, mają zakach wjazdu do stref żółtych i zielonych. Za złamanie tego zakazu kierowcę czeka kara w wysokości 40 euro i jednego punktu karnego.

We Francji z kolei obowiązuje podatek Ecotaxe, który płacą kierowcy pojazdów ciężarowych (powyżej 3,5 tony). Jego wysokość zależy od kategorii pojazdu, normy emisji spalin, jaką spełnia oraz przebytych kilometrów.

Londyn bezpłatnie wpuszcza kierowców, których auta spełniają normę Euro 3 (vany, minibusy), normę Euro 4 (ciężarówki, autobusy) oraz samochody osobowe i motocykle. Z tym że dotyczy to strefy zielonej, wjazd do ścisłego centrum Londynu (Congestion Charging Zone) jest płatny dla wszystkich, od poniedziałku do piątku w godzinach 7.00-18.00 (około 10 funtów na dzień).

W Szwecji i Norwegii również obowiązują płatne wjazdy do centrum.

Wrocławska Low-emission Zone

Jak widać, sposobów na obniżenie zanieczyszczenia powietrza w miastach jest wiele, a obecny pomysł PO może przyspieszyć działania wrocławskich urzędników, którzy od dawna planują odciążyć trasę W-Z. Ale po kolei.

Najbardziej prawdopodobną opcją dla wrocławskiej LEZ jest objęcie tą strefą dzielnicy Stare Miasto oraz części Śródmieścia i Krzyków, bo tutaj jest obecnie największy ruch uliczny. A trasa, która planowo ma zastąpić W-Zetkę, mniej więcej zbiega się z południowo-zachodnią granicą Starego Miasta. Nawet jeśli strefę obniżonej emisji spalin wprowadzić tylko w ścisłym centrum, granica, którą stworzyłaby Staromiejska Obwodnica Wrocławia jest dość sensowną perpektywą, pozwalającą na znaczne ograniczenie ruchu samochodów w centrum, a przecież w przyszłości planuje się przekształcić Kazimierza Wielkiego w deptak ze ścieżką rowerową.

srodmiejskatrasa

Północna granica wrocławskiego LEZ mogłaby iść od ulicy Nowy Świat, przez Grodzką, Purkyniego aż do Placu Społecznego. W szerszej perspektywie mogłaby nawet objąć okolice Dworca Nadodrze.

Oczywiście najbardziej prawdopodobna nie oznacza, że tak to będzie wyglądać, bo przecież to spory kawałek miasta, i o ile urzędnicy mogliby zaaprobować taką opcję, mieszkańcy już niekoniecznie, ale nawet jeśli LEZ ograniczyć z zachodu, południa i wschodu fosą, a z północy Odrą, mieszkańcy powinni znacząco odczuć zmniejszenie ruchu aut w ścisłym centrum Wrocławia, a jedną z opcji przekierowania z W-Zetki jest właśnie Podwale.

Co ludzie powiedzą

Oczywiście jak to z nowymi pomysłami bywa, znalazł on swoich zwolenników, jak i przeciwników. Wiele osób uważa, że ustawa uderzy w biedniejszą część społeczeństwa, której nie stać na zakup auta spełniającego określone normy emisji spalin. Zauważa również, że pomysł, by każde miasto indywidualnie ustanawiało normy jest absurdalny, gdyż może dojść do sytuacji, w której trzeba będzie sprawdzać, czy auto, które po jednym mieście porusza się bez przeszkód, może to robić w innym.

– Myślę, że w Polsce się to nie sprawdzi, skoro władza nie do końca jest w stanie egzekwować to, by kierowcy nie przejeżdżali na czerwonym świetle i ścigać tych, którzy się tego dopuścili, nie da rady pilnować tych stref, a o jeszcze większej ilości urzędników nawet nie chcę słyszeć – mówi Damian, młody wrocławski kierowca.

– Jestem jak najbardziej za ograniczeniem ruchu w centrum, nawet nie ze względu na środowisko, ale te wieczne korki i hałas są mocno irytujące. Tylko mam nadzieję, że pieniądze, które miasto zarobi na opłatach, wyda na rozbudowę infrastruktury komunikacji miejskiej – zaznacza Kasia, która na co dzień korzysta z tramwajów i autobusów.

– Najpierw niech wezmą się za prawidłowe kontrolowanie pojazdów, bo pewnie ponad połowa z rocznika około 95′, a co dopiero jeszcze starszych, nie powinna być dopuszczona do ruchu, a dopiero potem niech myślą o zielonych strefach – dodaje Adrian, właściciel 15-letniego Volvo.

– W Polsce chcą być tacy europejscy, wzorują się na zachodnich miastach, szkoda, że wypłat nie wzorują na tamtejszych. Jasne, można to wprowadzić, tylko trzeba dostosować to do naszej rzeczywistości, nie unijnej  – podsumowuje Adam, kierowca z wieloletnim stażem.

Autor | Robert Plesowicz

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykuł„Podobno Marian” [ZAPOWIEDŹ]
Następny artykułWrocław odcięty od Niemiec
Żyjemy we Wrocławiu i patrzymy na świat z perspektywy naszego miasta. A Dzielnice są różne jak tylko różne mogą być. Nader często można odwiedzić nasze wrocławskie dzielnice kultury czy sportu, ze szczególnym uwzględnieniem teatru, filmu czy Śląska.