Fala krytyki, jaka spadła na Annę Lewandowską za to, że śmiała szybko wrócić do formy po porodzie uświadomiła mi, że w społeczeństwie ery cyfrowej największym szacunkiem, na jaki może liczyć człowiek, jest nie zostanie utopionym w plwocinach.

Biedna ta Ania Lewandowska, biedna strasznie. Pokochała i to z wzajemnością bożyszcze narodowe i od tej chwili nic, co zrobi, nie będzie wystarczająco dobre, właściwe, rozważne. Trwoni pieniądze na drogie ubrania! – a dlaczego ma nie trwonić, skoro te pieniądze ma? Od ust komuś odbiera, kradnie? Nie po to przypadkiem ludzie tak szalenie pragną sukcesu finansowego, by móc z niego korzystać? – Na wózek dla dziecka wydała dwie średnie krajowe! – czy przez to, że je wydała dwie osoby nie dostały wypłaty? A może są jakieś ustawowe normy ile należy wydać na wózek? Gdyby takowe były stworzone w Polsce to  z pewnością dolna granica ustalona byłaby wyjątkowo wysoko, bo nie raz przecierałam oczy ze zdziwienia czytając wypociny rodaczek, że jak się nie ma tysiąca na fotelik samochodowy, to nie powinno się mieć dzieci, bo to patologia…. A teraz jeszcze ta młoda kobieta, która całe życie uprawia sport, śmiała wrócić do formy szybciej nie większość matek…., nie pozostaje nic, jak ukamienować. Tak tradycyjnie, jak nierządnice w Biblii. Z wyższości własnego fotela opluć, znieważyć i cieszyć się chwilą sławy, gdy przy wrednym komentarzu kciuki innych fotelowych krytyków pójdą w górę. Igrzyska rozpoczęte.

O tym, jak łatwo stać się obiektem nagonki przekonał się każdy, kto w ten czy inny sposób występuje publicznie pod własnym imieniem i nazwiskiem. Również dziennikarze. Kiedyś, w zamierzchłych czasach mediów tradycyjnych, dziennikarz stykał się ze swoimi czytelnikami jedynie w dni dyżuru. Raz na jakiś czas jakiś wyjątkowo wzburzony tematem czytelnik telefonował do redakcji lub wysyłał list. Różne badania odzewu czytelniczego mówiły, że średnio na tysiąc odbiorców danego tekstu przypada 800 podzielających opinię w nim wyrażoną lub traktujących temat obojętnie. Pozostałe 200 osób ma odmienne zdanie, lecz jedynie około 50 czuje potrzebę wyrażenia swego sprzeciwu, co w konsekwencji robiły jednostki. W ten oto sposób pojawiały się słynne listy do redakcji. Do tej pory przechowuję kilka takich swoistych artefaktów. W jednym grożono mi anatemą za podjęcie tematu dziecięcej seksualności (napisałam recenzję książki dla dzieci traktującej o rozrodczości), w innym nazwano kryptolesbijką (reportaż o środowisku LGTB), kiedyś nawet zarzucono mi zachęcanie do wandalizmu, ponieważ opisałam środowisko parkour… Ale komentarze takie były pojedyncze. W końcu wymagały wysiłku – należało znaleźć papier, napisać list, przeczytać go, poprawić, pójść na pocztę, kupić znaczek i wysłać. Dużo roboty i dużo czasu na przemyślenie, czy tak naprawdę to, co się robi, ma jakikolwiek sens. Teraz to tak nie wygląda. Wciska się enter i koniec. Często bez doczytania tekstu, bez refleksji, bez czegokolwiek. Jak ekspert z dowcipów – nie wiem o co chodzi, więc się wypowiem.

Psycholodzy twierdzą, że internetowy hejt jest próbą odwrócenia uwagi od własnych porażek i wyrazem niskiego poczucia własnej wartości. Że ci plujący na wszystkich i wszystko, wiedzący zawsze lepiej jak ma postąpić człowiek, z którym nie zamienili w życiu dwóch zdań, to ludzie uciekający przed własnym życiem, z którym sobie nie radzą. Ludzie szczęśliwi nie mają czasu i chęci angażować się w tego typu nagonki. Hejterzy to biedni, nieszczęśliwi, przezroczyści ludzie, którzy nie są w stanie zatrzymać niczyjej uwagi swoimi przymiotami. Sposób na chwilowe poprawienie swego poczucia własnej wartości znaleźli w uprzykrzaniu życia innych i wywoływaniu potężnych negatywnych emocji. Żałujmy ich. Osobiście żałuję Krystyny Pawłowicz. Sądzę, że trudno o bardziej nieszczęśliwą osobę w naszym życiu publicznym. Żałuję też tych wszystkich, którzy wiedzą lepiej jak powinna wyglądać młoda matka, jaką antykoncepcję ma stosować kuzynka szwagra wujka Cześka oraz kto i dlaczego ma prawo nazywać się Polakiem. Żałujmy ich wszystkich bo zastanówcie się moment – jak bardzo trzeba mieć spaprane życie by na siłę uczyć innych ludzi jak mają żyć?

 


Autor: Ewelina Zambrzycka-Kościelnicka

Zdjęcie: skan z Instagrama: annalewandowskahpba