Ewelina Zambrzycka-Kościelnicka: Kultowo i w odcinkach

Właśnie wchodzi do kin nowy Bond, cały świat niecierpliwie przestępuje z nogi na nogę odliczając dni do 18 grudnia, kiedy to znowu usłyszymy z wielkiego ekranu „Niech Moc będzie z tobą”.

Do oczekiwania na kolejną odsłonę sagi Lukasa dołączył Marvel, chcąc na fali miłości do SF wypromować kolejny odcinek serialu o nazwie „Kapitan America”. I jak tu nie zgodzić się z tezą, że najbardziej lubimy to, co dobrze znamy?

To, czy Daniel Craig w ogóle może być Bondem, dawno stało się sprawą ponadnarodową i od czasów „Casino Royal” jest stałym punktem sporów towarzyskich. Bo jak to, żeby taki nieokrzesany, z twarzą niewątpliwie zdradzającą pokrewieństwo z wymarłymi Neandertalczykami i Bondem był? – Ale co ty mówisz, przystojny – tu się wtrąca przyjaciółka, która dziękuje opatrzności i producentom, że 007 nareszcie został blondynem. – I taki męski jakiś, a nie picuś-glancuś nawet czołg prowadzący w garniturze – to bliski kolega. – I ma w sobie tę brutalność, która cechowała Connery’ego – kuzynka. – Najbrutalniejszy to ma uśmiech, człowiek na niego patrzy i od razu żałuje, że nie oślepł – ja. – No ale żeby Bond Fordem jeździł, Fordem? Przecież to wstrząsające, a nie tylko zmieszane! – dodaje mój mąż.

Bo z kultowymi filmami już tak jest, że każdy ma na ich temat coś do powiedzenia, a gdyby tego było mało, to może jeszcze mówić nimi. Niedawno, powtarzając wraz z AXN całą sagę Gwiezdnych Wojen, uświadomiłam sobie, że wystarczyłby wprawny hipnotyzer i kilka wolnych godzin, a bez wątpienia wyrecytowałabym z pamięci wszystkie, co do słowa dialogi ze Star Warsów. Ba, wiele z nich weszło do mojego codziennego użycia! „Leć od niechcenia” skierowane przez Hana Solo do Chewbacca’i powraca za każdym razem, gdy mijam samochodem patrol policji; „Tu Łobuz 2, znalazłem ich, powtarzam znalazłem”, czyli słowa, którymi rebeliancki pilot informuje o odnalezieniu Luka Skywalkera i kapitana Solo w śniegach planety Hoth, słychać w moim domu zawsze, gdy zaglądamy we wszystkie zakamarki w poszukiwaniu figurek LEGO i innych zabawek dziecka. Zresztą to właśnie nasze dziecko udowodniło nam, że manię można przekazać niemal genetycznie, kiedy na słowa „kocham cię” odpowiedziała słynnym „wiem”. Na całe szczęście po wszystkim nie zostało zamrożone w karbonicie.

Jeśli zrobisz kultową produkcję, to masz świat u swoich stóp i możesz wszystko. Możesz sprzedać perfumy, paski, zegarki, okulary i dziesiątki innych produktów, jeśli tylko umieścisz na nich logo 007. Ba, jeśli masz to szczęście i jesteś właścicielem Marvela lub Lukas Films, to możesz sprzedać licencję na koszulki, plecaczki, kredki, długopisy, skarpetki, bieliznę, zegary ścienne, pościel, lampki nocne, kubki, talerzyki i sztućce, wszystkie w kształcie ulubionych bohaterów. I tak oto budzisz się człowieku w pościeli ze szturmowcami Imperium, wypijasz poranną kawę w kubki R2D2, zakładasz koszulkę z Thorem, wsiadasz na swój czarny jak sam Lord Vader motocykl i chowasz się pod kaskiem Iron Mana, by stać się żywą reklamą kolejnej części przygód któregoś z superbohaterów. Co więcej reklamą, za którą sam zapłaciłeś.

Ale o tym już sza. W końcu trzeba rezerwować bilety, szukać najlepszych miejsc w kinie i nucić w myślach bondowsi temat przewodni, a później kłócić się, kto był najlepszą dziewczyną Bonda, czy 007 może się zestarzać, zastanawiać się, czy Carrie Fiesher jeszcze kiedyś założy złote bikini a Sokół Millenium kiedyś wreszcie będzie działał bez usterek.

Niech moc będzie z wami, wstrząśnięta, nie zmieszana.

Autor | Ewelina Zambrzycka-Kościelnicka