Ewelina Zambrzycka-Kościelnicka: Mam 590 powodów

Popatrzyłam dzisiaj na swoją szafkę z kosmetykami i poczułam się prawdziwą Europejką.

Nie, nie dlatego, że zawartość szafki była tak światowa, a perfumy Diora sąsiadowały w niej z kremami Elizabeth Arden i kosmetyczkami Louise Vuitton. Nie dlatego, że każdy z produktów kupiony był w innym państwie UE. Przeciwnie – niemal wszystkie miały metkę „made in Poland”, zupełnie jak kosmetyki moich koleżanek z Anglii, Niemiec czy Czech, które kupują tylko swoje narodowe marki, nieważne czy globalne, czy te czysto lokalne.

Ostatnio kupowanie polskich produktów stało się naszą rodzinną obsesją. Kupując nową sofę wybieraliśmy tylko spomiędzy tych wykonanych w polskich zakładach meblarskich. Szukając dywanu do pokoju dziecka na wstępie oznajmiliśmy sprzedawcy, że interesuje nas wyłącznie dywan wyprodukowany przez polską firmę. Na pytanie zdziwionego ekspedienta „dlaczego?”, odpowiedzieliśmy zgodnie: – Aby miał pan pracę, – czym najwyraźniej doprowadziliśmy go rozstroju psychicznego, bo przerzucając dywany pocił się i sapał. Kilka dni później mój mąż wrócił do domu wyraźnie uradowany i podstawił mi pod nos obudowę gniazdka, którą zamierzał zamontować w łazience – Zobacz, polskie – powiedział i niezrażony brakiem głębszego zainteresowania z mojej strony, wciskał mi przed oczy kod kreskowy produktu, na którym wyraźnie widniały cyfry: 590 – czyli kod informujący o tym, że dany produkt został wyprodukowany przez polską firmę.

Skąd nasza obsesja? Z czystej ekonomii. Z każdej złotówki wydanej na polski produkt wraca do nas 50 groszy. Wraca w postaci pensji, podatków i innych gratyfikacji. Zostają w tym kraju, a nie są wyprowadzane do innego, zwykle znacznie zamożniejszego państwa, którego firmy miały sposobność i pieniądze, by rozwinąć swoją działalność na wielką, międzynarodową skalę. By budować nowoczesne fabryki, inwestować w innowacyjność i konkurować z innymi światowymi liderami. My chcemy, aby polskie firmy też miały na to szansę. I dlatego robiąc zakupy spożywcze wybieramy produkty Łaciate – niewielka niegdyś spółdzielnia mleczarska, która stoi za marką Łaciate, jest teraz jednym z czterech największych przetwórców mleka w Europie. Kupujemy kawy z polskich palarni, które niczym, poza niższą ceną, nie odbiegają od tych zachodnich, a moja osobista obsesja na punkcie polskiej chemii domowej zaowocowała niedawno tym, że niemal przez tydzień byłam pozbawiona proszku do prania, bo w żadnym z pobliskich sklepów nie było rodzimego proszku, a nie byłam w stanie się przemóc i kupić Ariel, Persil czy choćby polski niegdyś E, za którym teraz stoi niestety Henkel.

Dlaczego warto zwracać uwagę na to, gdzie został wyprodukowany dany produkt, podpowiada kampania „590 powodów”. Przede wszystkim z każdej sumy wydanej na polskie produkty połowa zostaje u polskiego producenta, który daje zarobić polskim pracownikom. Druga połowa trafia do budżetu państwa i jest przeznacza na potrzeby nas wszystkich: modernizację i budowę nowych dróg, funkcjonowanie szkół, przedszkoli, szpitali i innych społecznie użytecznych instytucji. Im więcej miejsc pracy stworzymy we własnym kraju, tym mniej obywateli będzie musiało i chciało szukać swojego szczęścia poza granicami Polski. Im wyższe dochody budżetu państwa, tym większe pieniądze mogą zostać przeznaczone na rozwój nauki, za którą idzie wyższa konkurencyjność i przede wszystkim innowacyjność technologiczna.

Z własnego doświadczenia dodam, że polskie produkty to również coraz częściej świetna jakość w cenie o kilka do kilkunastu procent niższej niż analogiczne produkty wielkich światowych korporacji. To moje własne dwa z tytułowych 590 powodów.

Autor | Ewelina Zambrzycka-Kościelnicka