Ewelina Zambrzycka-Kościelnicka: Pigułka na życie [FELIETON]

– Weź pigułkę, weź pigułkę – brzmi mi w głowie za każdym razem, gdy słyszę w radiu lub widzę w telewizji kolejną reklamę farmaceutyków, które w mig sprawią, że stanę się piękna, zdrowa i szczęśliwa. Wystarczy pójść do apteki, wyciągnąć z portfela niezbędną kwotę, a szczęście spłynie na mnie niczym łaska z samiuśkich Niebios.

Bolą cię plecy i masz trudności z chodzeniem? Twoje życie musi być straszne, ale wystarczy nasz wspaniały żel i cudowne tabletki, a zaraz zorganizujesz prywatkę, na której przetańczysz całą noc w ramionach odświeżonego dzięki dawce minerałów specjalnie dla mężczyzn męża, a nad ranem przeżyjesz kolejne uniesienia, bo twój ślubny już z pewnością wie, co zrobić, by konar znowu zapłonął…

Twoje dziecko kaszle, ma katar? Mamy na to sposób – nasz wyjątkowy syrop wyleczy kaszel suchy i mokry, a plasterek na piżamkę sprawi, że maluch prześpi całą noc. Jeszcze rano dołożysz popularną witaminkę i już do przedszkola. Aha – nie zapomnij też o specjalnym zestawie witamin na stałe ząbki, innym na odporność i kolejnym na apetyt. A kiedy twoje dziecko będzie szło odwiedzić dziadków koniecznie zapakuj mu do plecaczka idealny prezent dla nich w postaci toniku wzmacniającego serce i układ nerwowy. Uffff….., od samego wymieniania rozbolała mnie głowa, więc łyknę popularny paracetamol i za chwilę będę jak nowa pisać artykuły, obrabiać zdjęcia, z uśmiechem piec ciasteczka i lepić pierogi na obiad. Wystarczy pigułka.

Jesteśmy lekomanami, to pewne. Przekonanie, że należy się nam wszystko i należy się teraz sprawiło, że szukamy łatwych rozwiązań. Byle szybko, dobrze i bez wyrzeczeń. Bo po co zmieniać dietę, skoro chorą wątrobę można uspokoić popularnym lekiem bez recepty? Zdrowe jedzenie wymaga czasu i umiejętności, gotowanie jest czasochłonne, więc po co się tym zajmować, skoro po zjedzeniu pizzy i zapiciu jej piwem można łyknąć witaminki i już poziom samozadowolenia wzrasta. O ileż łatwiej jest polecić cioci żel na bolące plecy niż skłonić ją, by regularnie chodziła na basen, rozciągała się, ćwiczyła jogę lub tai-chi. I gdzie są ci wszyscy strażnicy naszego dobrostanu, tak aktywni, gdy sprawa dotyczy religii, płac lub naszego życia seksualnego, kiedy wmawia się nam ogólnonarodowo, że nie świeże powietrze, nie odpowiednia dawka ruchu i nie rozsądna dieta, lecz nabijanie kieszeni firmom farmaceutycznym jest idealnym i najbardziej pożądanym sposobem na dobre życie? Dlaczego na 12 reklam farmaceutyków i suplementów diety, które zobaczyłam w trakcie jednej przerwy reklamowej na popularnym kanale TV, nie było nawet jednej reklamy społecznej mówiącej: wysypiaj się, spaceruj, uprawiaj sport i jedz jabłka, a zamiast wydawać na leki pojedziesz na wymarzony urlop?

Mam dość wmawiania mi, że zimne stopy to choroba. Że biorąc tabletki antykoncepcyjne muszę łykać lek osłonowy, a kiedy chcę zrzucić poświąteczne sadełko, to lepiej niż codzienne wyjście na rower, zrobią to pigułki na rano i na wieczór. Moja comiesięczna miłość do słodyczy też nie wymaga leczenia, a wiąże się jedynie z prozaicznym, nudnym cyklem miesięcznym, na który na szczęście nie ma tabletki. Nie chcę brać leków przeciwgrypowych za każdym razem, gdy rano zadrapie mnie w gardle. Czasami chcę posiedzieć pod kocem, pić herbatę malinową i zajadać się herbatnikami. Zdrzemnąć się, kiedy rozboli mnie głowa, a na zimne stopy wziąć gorącą kąpiel. Bo nie ważne jak długo i dosadnie będzie nam to wmawiane, nigdy nie staniemy się idealni. Chyba, że na to również ktoś wymyśli tabletkę.

Autor | Ewelina Zambrzycka-Kościelnicka