Ewelina Zambrzycka-Kościelnicka: Procentowo doładowani

Antropolodzy twierdzą, że wyprodukowanie alkoholu było jednym z kamieni milowych cywilizacji i gdyby nie umiejętność fermentowania zbóż, dziś nie mielibyśmy autostrad i programu kosmicznego NASA.  Bo przecież „Chopin, gdyby żył, toby pił” – jak zauważył w „Weselu” Wyspiański.

Piątkowe popołudnie. Firmy i urzędy powoli pustoszeją, wzmaga się ruch na ulicach. Robię zakupy w osiedlowym supermarkecie. Czynna jest tylko jedna kasa, przed którą w krótkim czasie zbiera się kolejka sześciu, może siedmiu kupujących. Dołączam jako ostatnia. Z nudów przyglądam się zakupom innych. Codzienne sprawunki – sery, wędliny, makaron, kawałek kurczaka na obiad. Przy kasie stoi starsza pani. – Jeszcze 0,7 żołądkowej złociutka – mówi do ekspedientki i po krótkim zastanowieniu dodaje. – Albo daj mi takie dwie.

12 procent dorosłych Polaków regularnie nadużywa alkoholu. Średnio członek tej grupy spożywa rocznie 10 litrów czystego alkoholu. Aby lepiej zrozumieć, jak wielka jest to grupa pomyśl o mieszkańcach wszystkich największych polskich miast, którzy jednocześnie i nieustannie piją piwo za piwem. Bez snu, jedzenia czy jakiejkolwiek aktywności. Po prostu siedzą i piją. Dodaj do tego 600-700 tysięcy zdiagnozowanych alkoholików, a 10 tysięcy zgonów rocznie spowodowanych bezpośrednio przez alkohol przestaje dziwić.

Przy kasie staje elegancko ubrany pan. Kupuje mrożone danie, kefir, paczkę gum, papierosy. Nie czeka, kiedy ekspedientka zada tradycyjne pytanie „coś jeszcze” i sam dodaje: – Jeszcze dwie setki czystej. Butelki chowa do kieszeni marynarki.

Alkoholik wysokofunkcjonujący – to ukłute przez amerykańskich psychologów określenie odnosi się do ludzi na wysokich stanowiskach, z pozoru świetnie radzących sobie w życiu, którzy jednak stres i życie na wysokich obrotach rekompensują sobie wieczornymi drinkami. I choć ten typ choruje tak samo jak człowiek otwierający butelkę tuż za rogiem sklepu, to jednak jego społeczny wizerunek jest inny.  To prezes, menadżer, człowiek sukcesu. Z wielkim domem na przedmieściach, drogim samochodem i wczasami w egzotycznych miejscach. Tak przecież nie wygląda alkoholik – tłumaczy sam sobie otwierając kolejną małpkę. – Przejdź się kiedyś dokoła biurowca tak z godzinę po rozpoczęciu pracy, zanim przyjdą firmy sprzątające – powiedział mi niedawno znajomy. – Na każdym parapecie, na każdym rogu stoją puste butelki, same małpki. I nie, nie zostawili ich imprezujący w nocy – uprzedza moje pytanie.

Swoje zakupy na taśmę wykłada kobieta w średnim wieku. Nabiał, soki, serki dla dzieci, trochę warzyw. – Ma pani jeszcze to dobre wino, które kupowałam tutaj ostatnio? Ekspedientka wskazuje miejsce na półce – To dwie butelki – mówi, a ja dopiero zauważam, jak trzęsą jej się ręce, a zamglony, zmęczony wzrok odzyskuje blask.

Kobiety są bardziej podatne na alkohol. Nasz organizm mocniej reaguje na procenty, przynosi też większe spustoszenia. Mimo wszystko liczba kobiet na oddziałach odwykowych rośnie lawinowo. Głośna ostatnio książka Małgorzaty Halber „Najgorszy człowiek na świecie” pokazuje dobitnie, że ani sukces, ani barwne życie ani de facto nic nie jest w stanie ustrzec nas przed nałogiem. Nałogiem równie demokratycznym, co śmierć. Bo nie ważne, jak dobre szkoły skończyłeś, jak wysoka lub niska jest twoja pensja, czy jesteś wierzący, czy nie, masz dom, rodzinę, samochód i psa – może przyjść moment, kiedy konieczność piątkowego resetu (przecież mi się należy po ciężkim tygodniu pracy!) może niezauważenie przejść w konieczność czwartkowego (co tam, i tak nie mam jutro wielu spraw do załatwienia) i środowego (tak by uczcić środek tygodnia) resetu. A później z dnia na dzień coraz bliżej do alter ego Jerzego Pilcha z „Pod mocnym aniołem”. I wystarczy już tylko zacytować Zbigniewa Jeżynę piszącego o wódce: „Ech ty, na łzie oparta, chytra, ty sposobie! Śmiechu pusty. Wspaniała! Klęknę przy twym grobie.”

Zastanów się nad tym machinalnie wkładając szcześciopak piwa do wózka z zakupami.

Autor | Ewelina Zambrzycka-Kościelnicka