Wyobraź sobie, że możesz przewinąć swoje życie do dowolnego momentu. Sprawdzić, co jadłeś miesiąc temu na obiad, jaką drogą jechałeś do pracy, popatrzeć ponownie na tę ponętną blondynkę, która stała przed tobą w kolejce i jeszcze raz posłuchać wymiany zdań z kierowcą, który zajechał ci drogę. Brzmi jak science fiction? Więc rozejrzyj się dokoła, bo to nie fikcja, lecz rzeczywistość.

– Permanentna inwigilacja – słowa z „Seksmisji”, pierwotnie odnoszące się do komunistycznych podsłuchów, są aktualne jak nigdy wcześniej. Nasze życie jest podsłuchiwane, podglądane i rejestrowane czy sobie tego życzymy, czy nie. Gdyby się nieco wysilić, to można byłoby prześledzić i odtworzyć życie każdego z nas.

Włączam komputer, zaglądam na popularny portal informacyjny i jakby nigdy nic, gdzieś pomiędzy nagłówkami wyskakują mi reklamy sklepów obuwniczych i tanich linii lotniczych. Taki drobiazg, przypadek. Oczywiście nie mający nic wspólnego z faktem, że dzień czy dwa wcześniej wpisywałam te hasła w wyszukiwarkę internetową, której nazwa stała się już synonimem do „wyszukiwarka”. Ten przypadek zaczyna bardziej zastanawiać, kiedy spostrzeżesz, że sąsiedni komputer, z tą samą witryną, pokazuje zupełnie inne reklamy. Co więcej te reklamy zmieniają się wraz z nowymi hasłami wpisywanymi w wyszukiwarkę. I tak raptem okazuje się, że objawił mi się sklep z super cenami na zdrową żywność – fakt, dzień wcześniej sprawdzałam, jak zrobić sernik z tofu, kolejnego dnia atakuje mnie wielka wyprzedaż polskiej markowej bielizny – szukałam salonów Ewy Bien.  Miliony skomplikowanych algorytmów zostały napisane tylko po to, by poznać mój gust, preferencje i idealnie dopasować się do moich przeliczalnych na gotówkę potrzeb. I do twoich potrzeb, do potrzeb pani, pana, pańskiego dziecka i psa. Jeżeli myślisz, że jesteś anonimowy w internecie, to już żyjesz w matriksie i tylko boisz się do tego przyznać. Na dziesiątkach serwerów skatalogowano cię, opisano i przybito pieczątkę. Nie wymkniesz się.

Wyjście z sieci nie zmieni nic. Każdy sklep, galeria handlowa, parking strzeżony, urząd i biurowiec obwieszony jest kamerami monitoringu skrzętnie nagrywającymi każdy twój krok. Kamery są w pojazdach komunikacji miejskiej, na dworcach, lotniskach, miejskich placach i ulicach. W samym Wrocławiu jest ponad 100 kamer monitoringu miejskiego. Ślady krakowian śledzi ponad 600 miejskich kamer, co i tak stanowi ułamek tych, które nie spuszczają oczu z warszawian – w stolicy rozmieszczono niemal 3000 kamer. Aż dziw bierze, że do tej pory nie udało się ich ustawić na boiskach do piłki nożnej, by to nie sędzia decydował o faulu lub karnym, lecz sprawdzalny, namacalny fakt. Cóż, duże pieniądze najwyraźniej nie są kompatybilne z nowymi technologiami.

Kamery śledzą każdą twoją podróż. Wiedzą, czy przejechałeś A4-kę we właściwym czasie, bo jeśli się zbytnio spieszyłeś, to wraz z kwitkiem opłaty za przejazd, możesz dostać mandat za przekroczenie prędkości. A jeśli ktoś zajechał ci drogę i mogło dojść do wypadku, to też nie stanowi problemu – policja każdego dnia zalewana jest filmami z prywatnych rejestratorów jazdy. Wciąż sądzisz, że jesteś anonimowy?

Na specjalnej stronie www można śledzić przeloty samolotów pasażerskich, a każde lotnisko udostępnia on-line nieustannie aktualizowane tablice odlotów i przylotów. Nie raz się zdarzyło, że o tym, iż mój mąż wylądował w mało znanym mi miejscu gdzieś w Azji, dowiadywałam się wcześniej, niż on sam zdążył włączyć telefon i wysłać mi krótką wiadomość. Popularność smartphonów sprawiła, że nasza lokalizacja jest nieustannie jawna. Ot wystarczy wysłać wiadomość lub napisać coś na którymś z popularnych serwisów społecznościowych, a od razu małymi literkami wyskakuje obecna piszącego. Co więcej istnieją całe aplikacje, których zadaniem jest nieustanne informowanie gdzie znajduje się który członek rodziny czy grupy. I to już nie jest zegar z łyżkami w domu Wesleyów z sagi o Harrym Potterze, który pokazywał czy dzieci są w szkole, w domu, u dentysty czy może gdzieś się bawią, lecz lokalizacja dokładna co do ulicy i numeru domu. Google Earth i Google Maps pokażą tobie i każdemu, kto będzie chciał zobaczyć twój dom. A Google Street View ma już ponoć na swoim koncie całkiem sporo rozwodów, bo dziś nie trzeba detektywa by dowiedzieć się, czy twoja druga połówka przypadkiem nie robi z ciebie jelenia.

A rozmowy telefoniczne? Kiedy ostatni raz rozmawiałeś z pracownikiem instytucji państwowej, banku czy dostarczyciela mediów, by nie usłyszeć formułki, iż rozmowa jest nagrywana i jeśli się na to nie godzisz, to po prostu się rozłącz? Nie ma innej opcji. Nie możesz powiedzieć, że nie chcesz, by rozmowa była nagrywana, lecz nadal chcesz rozmawiać. Albo się godzisz na nagranie, albo sobie nie pogadasz, nie załatwisz, nie dowiesz się. Co dalej?

Może drony. Te latające urządzenia, używane całkiem jeszcze niedawno jedynie przez armie, stają się coraz popularniejsze w użytku domowym. Pewna firma wyprodukowała drony dla cywili, których koszt to jedynie 150 dolarów za sztukę. Na taką zabawkę można już sobie pozwolić. Tylko co dalej? Czy sąsiad będzie wysyłał mini-drona, by zajrzeć przez okno do naszego domu? Podejrzeć, jak się przebieramy, kąpiemy, co jemy na kolację i jak uprawiamy seks? I co mamy zrobić, by się przed tym chronić? Kupić armię innych dronów, które zawisną wokół naszego domu podnosząc alarm za każdym razem, gdy obcy dron będzie chciał sforsować tę linię zabezpieczeń? Jak się ustrzec przed nieustannym podglądactwem. Tym prywatnym i usankcjonowanym prawnie? I czy nie prawda, że w porównaniu z tym komunistyczne podsłuchy w ścianach wyglądają niemal na dziecinne igraszki? Może trzeba po prostu powtarzać sobie codziennie, jak milicjant z filmu Chęcińskiego: rozmowa kontrolowana, rozmowa kontrolowana, rozmowa kontrolowana.

Autor | Ewelina Zambrzycka-Kościelnicka