- KARTKA Z KALENDARZA - 19 LIPCA -


- REKLAMA -

Kinowy sukces najnowszej odsłony Gwiezdnych Wojen nie powinien być dla nikogo zaskoczeniem, trudno dziwić się także fali negatywnych opinii – choć one i tak się nie liczą, bo zwyczajnie nikt się nimi nie interesuje.

Za nami weekend otwarcia, „Ostatni Jedi” może pochwalić się wynikiem 220 milionów dolarów i to w samych kinach amerykańskich. Daje to drugie najlepsze otwarcie w historii grudnia oraz, oczywiście, najlepszy tegoroczny wynik.  

Nie da się ukryć, że środkowa część miesiąca została całkowicie zdominowana przez „Gwiezdne Wojny”: gadżety, reklamy, koszulki – jednym słowem niemal wszystko co przyjdzie nam do głowy w jakiś sposób otarło się o tę dochodową markę.

Machina marketingowa to jedno, druga sprawa to prawdziwe rzesze oddanych fanów. Rzucili się oni na seanse przedpremierowe, okupowali kina przez cały weekend, po czym powrócili do swoich domów by wylać wiadra żalu. Widzowie określają „Ostatniego Jedi” mianem najgorszego filmu nie tylko w uniwersum, ale w historii kina. Zarzucają mu ignorowanie elementów fabularnych z poprzedniej części: „Przebudzenia mocy”, złe decyzje reżyserskie, kiepski scenariusz – narzekań nie ma końca. Na chwilę obecną na serwisie Metacritic pojawiło się 1203 negatywnych opinii – nieźle.

Natomiast opinie krytyków filmowych, na tym samym serwisie, prezentują się na poziomie 86 punktów na 100. Na rottentomatoes wynik wygląda nieco lepiej: 93% kontra 56% od widzów. Zdaniem branży filmowej „Ostatni Jedi” to najlepszym film w całym uniwersum, zdaniem fanów najgorszy.

Nie pierwszy raz różnice pomiędzy opiniami krytyków i widzów są tak znaczące, jednak zazwyczaj przekłada się to także na zainteresowanie daną produkcją. W tym przypadku tak nie jest. Nie trudno odnieść wrażenie, że Gwiezdne Wojny stały się molochem, którego pozycja, przynajmniej pozornie, zdaje się nie do ruszenia. Disney tworzy efektowne widowiska, kontynuując sagę uwielbianą przez miliony, które nie mają wyboru: jako fani nie zrezygnują z seansu, a że wyjdą zniesmaczeni i zaczną psioczyć po forach – nikogo to nie interesuje.

Dwa najlepsze wyniki otwarcia w historii należą odpowiednio do: „Przebudzenia mocy” i „Ostatniego Jedi”. Całkiem możliwe, że na trzecie miejsce na podium trafi część dziewiąta. Zmienić mogą to nie słowa, a czyny. Jeśli fani chcą, by Disney zaczął ich słuchać, powinni to zademonstrować przy kolejnym filmie z uniwersum, który zapewne do kin trafi już za rok (cykl Gwiezdne Wojny – historie). Niska frekwencja oznacza małe zyski lub wręcz stratę, jest to ryzykowna dla przyszłości serii zagrywka i jednocześnie bardzo mało prawdopodobna.


Autor: Patryk Wolny