Tytułem wstępu

Ostatnie dni przyniosły sporo nowych faktów odnośnie wojny Śląsko-Śląskiej. Od początku tego sezonu często można było usłyszeć o „prawdziwym” i „fałszywym” koszykarskim Śląsku. Afera „koszulkowa” dolała oliwy do ognia i na nic poszło tuszowanie podziału podczas krótkiego reportażu zrobionego w zeszłym tygodniu na potrzeby TVP . Szerzej o aferze możecie przeczytać w tekście Szczepana Radzkiego tu.Nie będę pisał kroniki ani analizy tego sporu napiszę felieton, ponieważ daje mi on możliwość opisania tego co czuję i widzę, dodatkowo nie narzuca „gorsetu” obiektywności. Oczywiście nie znaczy to, że mam zamiar być stronniczy, ale jeśli by tak się stało to wynika to z tego, że wszystkiego co się wydarzyło na linii Śląsk-Śląsk nie wiemy.

Wróg, a wróg! Ale mój, swój, nasz – na własnej krwi wyhodowany!

Wypisz wymaluj, cytat z filmu Sylwestra Chęcińskiego jak ulał pasuje do sytuacji jaka panuje we Wrocławiu. Przemysław Koelner, wrocławski biznesmen i pasjonat koszykówki, odkupił od WKS Śląsk Wrocław prawo do nazwy na najbliższe dwa lata, wykupił również „dziką kartę” która umożliwia występowanie w najwyższej klasie rozgrywkowej w naszym kraju. Tydzień po oznajmującej to wydarzenie konferencji prasowej pana Koelnera, swoją konferencję odbył Śląsk Macieja Zielińskiego. Zadeklarowano budowę „wielkiego Śląska” a oprócz prezesa sekcji koszykówki pojawili się również sponsorzy gotowi wspierać drużynę z 2 ligi, jest to o tyle ciekawe, iż przez 3 lata ci omijali wrocławską koszykówkę najszerszym z możliwych łuków. Momentalnie ze strony starego Śląska, osobiście respektuję rozróżnienie na stary i nowy, a nie prawdziwy i fałszywy , pojawiły się hasła o prawdziwości ich Śląska. Dla mnie jest to o tyle dziwne , iż z tego co wiem pan Koelner nie ukradł a jedynie kupił to co chciano mu sprzedać. Toteż wyrazy niesmaku czy niezadowolenia zarezerwowane są dla kibiców lub ludzi postronnych, a nie sprzedających. Prawdziwy Śląsk to nie tylko barwy i zawodnicy,to przede wszystkim kibice, którzy zapełniali Halę Ludową do ostatniego miejsca, to ludzie którzy od nocy koczowali przy ul. Przyjaźni lub pod „OKiS-em” w Rynku żeby  kupić bilet. To w końcu ludzie, którzy często nadwyrężali domowe budżety aby być z rodziną 3 razy w miesiącu na meczach Śląska i nierzadko sporo przepłacali za bilety u „koników” stacjonujących pod Iglicą. To jest prawdziwy Śląsk i basta.

Gdzie oni są ci wszyscy moi przyjaciele/Zostawcie Titanica

Mnie osobiści rażą i wprawiają w smutek, jako kibica koszykówki mocno związanego ze Śląskiem, te wszystkie rzeczy które dzieję się wokół wrocławskiego basketu. Jednak nie umiem znaleźć odpowiedzi gdzie byli przez okres niebytu w ekstraklasie oraz zmierzchu „Schetynowego” Śląska i groteskowej prezesury Siemińskiego wszyscy przyjaciele wrocławskiego klubu. Arkadiusz Koniecki podczas ostatniej relacji dla pewnej prywatnej stacji TV z meczu Euroligi też nie ukrywał, że dla niego istnieje tylko ten jeden Śląsk. Radosław Hyży wychowanek Noteci Inowrocław w jednym z wywiadów mówi, że miał ochotę wejść w buty Macieja Zielińskiego i być tak jak on legendą, jednocześnie wypomina Adamowi Wójcikowi i Dominikowi Tomczykowi, że ich kariery nie zaczynały się w Śląsku Wrocław. Wójcik grał w Śląsku tyle samo lat ile Hyży, mając status gwiazdy nie tylko wrocławskiej, ale i Polskiej koszykówki, który realnie znaczył coś też na parkietach belgijskich, greckich czy włoskich. Tomczyk z kolei grał w barwach WKS-u lat 10 i także był nie mniej szanowanym zawodnikiem niż obecna podpora II ligowego Śląska. Wszyscy kochają stary Śląsk, nazywają go tym prawdziwym, ale nikt nie potrafił pomóc w momencie kiedy jego kurs był co raz niżej i sięgnął poziomu dna. Mało kto chciał, po wycofaniu go z ekstraklasy przez Siemińskiego, w nim grać i podejrzewam, że trener Koniecki też nie wyrywał się do jego trenowania. Nikt głośno nie protestował kiedy Śląsk przegrywał sprawę o pieniądze, których nie wypłacił własnemu koszykarzowi lub w brzydkich okolicznościach rozstawał się ze sponsorem, który miał duży wkład w to, że końcówką ubiegłego wieku była tak udana. Nikt nie mówił głośno kiedy Grzegorz Schetyna( miał do tego święte prawo) zaczął bardziej interesować się warszawskim „podwórkiem” przy Wiejskiej i było widać brak we Wrocławiu gospodarza. Nikt nie protestował i nie ratował klubu kiedy ten w rękach Siemińskiego roztrzaskał się i zatonął jak Titanic. Jak po Liverpoolskim liniowcu tak i po Śląsku zostało parę szalup i kilka osób, którym udało się tą zapaść przeżyć. Aby nie być posądzonym o personalne przypisywanie winy nie posłużę się porównaniem do Josepha Bruca Ismay’a.

Nowiuśkie koszuli…

Afery koszulkowej być nie powinno, uważam że ktoś z otoczenia WKK lub sam Przemysław Koelner powinien wynegocjować z Maciejem Zielińskim obszary do których mogą jako klub się odwoływać, a których lepiej nie ruszać. Uważam też, że mogli i powinni zapytać samego zainteresowanego czy chce, czy wyraża zgodę na uhonorowanie go w ten sposób i nie dlatego, że koszulka Macieja Zielińskiego to relikwia, ale dla samej „higieny”relacji i dobrego klimatu. Z drugiej strony szkoda, że samego zainteresowanego nie było na tym meczu, choć w kwietniu tego roku z jego ust padały zapewnienia, że tak właśnie będzie. Ciężko określić kiedy topór wojenny zostanie zakopany bo to, że świszczy raz nad jedną, raz nad drugą głową to już i głuchy słyszy.

Księga XII- Kochajmy się

Nie miałbym nic na przeciw, gdyby w naszym koszykarskim światku paru bohaterom udała się przemiana na miarę Jacka Soplicy. Na zakończenie życzyłbym sobie aby w tym całym sporze było jak najmniej polityki, nie dlatego że jest szczególnie zła, ale dlatego, że jej rodzime wydanie jest bardzo słabej jakości i niestety jest tak, że polityka służy jako narzędzie do osiągnięcia celu polityka, a nie szerzej rozumianej społeczności: narodu czy, jak w tym wypadku, grupy kibiców.  Ostatnie wybory pominę. Bardzo prawdopodobne jest to, prędzej czy później, że kluby połączą siły i znając życie będzie to jak zwykle za późno. Jaki jest Polak po szkodzie każdy wie. Ważne jest to aby nikt, jeśli wie co to jest odpowiedzialność, nie kopał głębszych dołów pomiędzy kibicami. Prezes Koelner ma „know-how” i fundusze czyli to czego Śląskowi z Mieszczańskiej brakuje jak tlenu, ten ma zaś to czego nie kupi się za pieniądze, ma jak dobry wyścigowy koń świetny rodowód.

(Krzysztof Bełej)