Filmy w sam raz na Wielkanoc

Członkowie Latającego Cyrku Monty Pythona słusznie zauważyli, że zawsze należy patrzeć na pozytywne strony życia. Po Wielkanocnych chwilach refleksji warto jednak odpocząć przy filmach lekkich i mniej wymagających. Ale nie tylko.

Dla mnie Wielkanoc to dobry moment, by odświeżyć sobie komedię „Żywot Briana”. Grzegorz Nadgrodkiewicz zauważył na łamach „Kwartalnika Filmowego”, że komicy „relatywizują męczeńską śmierć Mesjasza, która w kulturze chrześcijańskiej stała się nietykalną ikoną odkupienia, jednocześnie jej nie podważając”. Nadgrodkiewicz odbiera ten film jako „kpinę z dysonansu pomiędzy filmowymi środkami wyrazu przynależnymi sferze profanum, a tematem odsyłającym do sfery sacrum”, ponieważ „śpiewający Jezus zdaje się być niedorzecznym tworem hollywoodzkiego przemysłu filmowego”. Omyłkowo wzięty przez tłum za proroka Brian ucieka przed ludźmi, przypadkowo gubiąc swój sandał. Ludzie z tłumu dobudowują do tego własną ideologię, doszukując się w przypadkowym incydencie boskiego charakteru i jakiegoś sensu. Banalne, ale w pewnym sensie tajemnicze, wydarzenie niesie za sobą narodziny mitu czy też nowej religii. Wyznawcy ślepo i bezmyślnie powtarzają desperacko wypowiadane przez Briana słowa, kompletnie go nie słuchając.

Polecam także „Jezusa z Montrealu” od reżysera „Inwazji barbarzyńców” Denysa Arcanda. Bohaterem tej produkcji jest młody awangardowy reżyser i aktor, który otrzymuje od proboszcza zadanie, by unowocześnić tradycyjne pasyjne misterium. Artysta bardzo poważnie podchodzi do tego zlecenia, modernizując anachroniczny tekst i opierając się na tekstach naukowych. Angażuje do tego przedsięwzięcia trzeciorzędnych aktorów, którzy na co dzień występują w głupich reklamach albo dubbingują filmy pornograficzne. Czy spektakl odniesie sukces? Czy wywoła skandal?

„Jezusa z Montrealu” w Cannes dostał nagrody jury i jury ekumenicznego. Był też nominowany do Oscara.

Jakie jeszcze filmy warto obejrzeć w Wielkanoc, i nie tylko?

Musical „Jezus Chrystus Superstar” z przepiękną piosenką „I don’t know how to love him”.

„Ben Hur”– losy głównego bohatera tej efektownej superprodukcji (znakomity Charlton Heston) w zaskakujący sposób zazębiają się z losami Jezusa. Film nagrodzono aż jedenastoma Oscarami i wciąż robi wielkie wrażenie.

„Tureckie owoce” zaskakujące love-story w reżyserii Paula Verhoevena („Nagi instynkt”, „Showgirls”) z Rutgerem Hauerem w roli rzeźbiarza hedonisty, który dostaje zadanie, by wyrzeźbić w skale Jezusa. Verhoevenowi marzy się film o prawdziwej- jego zdaniem- historii Chrystusa, który miał być politycznym buntownikiem, terrorystą, i synem rzymskiego legionisty. Nawiązania do Jezusa pojawiają się w wielu filmach kontrowersyjnego holenderskiego reżysera, także w… „RoboCopie”.

„Ostatnie kuszenie Chrystusa”– przepiękny, mądry, ale przede wszystkim bardzo religijny film od Martina Scorsese z Willemem Daofe w roli głównej.

„Sunset Limited” – kameralna telewizyjna produkcja Tommy Lee Jonesa na podstawie scenariusza i dramatu Cormaca McCarthy’ego, autora „To nie jest kraj dla starych ludzi”. Lee Jones zagrał w nim wspólnie z Samuelem L. Jacksonem. Prosty człowiek przypadkowo ratuje na tytułowej stacji metra profesora akademickiego, który chciał się zabić. Między nimi rozpoczyna się bardzo ciekawa dyskusja o wierze, Bogu i sensie życia.

„Parada Wielkanocna”. Roztańczeni i rozśpiewani Fred Astaire i Judy Garland w Wielkanoc 1912 roku. Czego chcieć więcej?

Wybrał | Michał Hernes