Jeśli pierwszy półfinał można było określić mianem nudnawego (poza wyjątkami), przy tym drugim już przysypiałem.

W trakcie występów w ucho wpadły mi w sumie tylko 4 propozycje, poza tym od planów zamiatania pustyni oderwała mnie na moment propozycja Mołdawii. Cała reszta gwarantowała emocje, jak na grzybobraniu i sprawiała, że szukałem innego zajęcia niźli uważne przysłuchiwanie się wykonaniom.

Niekoniecznie zasługuje to na uwagę, aczkolwiek tempo utworów śpiewanych podczas tego półfinału na pewno sprawiło, że taki wyjątek w pewnym stopniu cieszył. Chodzi mi oczywiście o mołdawski zespół DoReDos i ich utwór My Lucky Day, który będąc mieszanką disco polo, musicalu i kabaretu niekoniecznie wywołał jakiekolwiek emocje estetyczne, jednak na pewno wybił mnie ze znudzenia.

Waylon, czyli reprezentant Holandii zaprezentował z kolei bardzo żywy i mile brzmiący kawałek w rytmach country.

W międzyczasie wystąpili reprezentanci Australii czy Gruzji, jednak ich utwory były albo niewyróżniające się, albo zwyczajnie nudne, przeskoczmy zatem do kolejnego utworu, który przerwał moje chrapanie. Co dziwne, był występ Polski, co do której miałem raczej negatywne podejście. Light me up uniosło publikę oraz moje brwi. Meijer w trakcie zwrotki jeszcze jakoś sobie radził, jednak falset w partii refrenowej zupełnie go przerasta. Występ pod względem energiczności na plus, wokal niestety poniżej jakiegokolwiek poziomu.

Później na scenę wkroczyli Węgrzy. Wyłamali się w tym roku zupełnie i sądzę, że opłaci im się to w finalnym zestawieniu. Cięzkie riffy, growl oraz ogromna dawka energii płynąca ze sceny. Tak to wyglądało w skrócie.

Później przyszła kolej na propozycję Szwecji, która (obok Izraela oraz Czech) jest moim faworytem na podium w tym roku. Benjamin Ingrosso swoje Dance You Off wykonał w bardzo retro-neonowym stylu i ukradł całą publikę.

Czas na wyniki tego etapu konkursu. Do finału Eurowizji dostali się:

Serbia
Mołdawia
Węgry
Ukraina
Szwecja
Australia
Norwegia
Dania
Słowenia
Holandia
Czy coś mnie dziwi w tej liście? W sumie to nie. Brak Polski jest dla mnie rzeczą oczywistą, bo za fałszowanie nie przechodzi się do finału. Szkoda jedynie samego polskiego DJ’a, bo prawda jest taka, że niczym nie zawinił. Owszem, mieliśmy całkiem dobry utwór. Szkoda, że nadawał się do radia, bo wykonanie na żywo kulało.


Autor: Patryk Rudnicki
Zdjęcie: screen, youtube.com