- REKLAMA -

Przerażające, że śmierć może urastać do rangi najważniejszego wydarzenia dnia, a ludzie przekazują sobie informację o niej, jak gdyby nie miała ona żadnego znaczenia, została wyprana z emocji. Dla wielu bowiem nie umiera człowiek (nie tylko), ale przede wszystkim twórca i jego przyszłe dzieła.

A fan uświadamia sobie, że to już koniec, nie będzie więcej występów cameo, spotkań z fanami czy podpisów złożonych na komiksach – kończy się pewien etap, wszystko to jednak egoistyczne pobudki. Często w przypadku śmierci sławnych ludzi przejmujemy się jedynie tym, że zakończył się pewien okres w sztuce, życiu publicznym czy polityce. Trudno bowiem utożsamiać się z cierpieniem ich najbliższych, ludzi, których nie znamy i, najprawdopodobniej, nigdy poznać nam dane nie będzie.  

Informacja o śmierci Stana Lee mnie przytłoczyła, mówili o tym w radiu, pisał każdy portal, który choć raz wypuścił na swoich łamach tekst poświęcony Marvelowi, nie wspominając już o mediach społecznościowych. Wszyscy szybko podsumowali jego karierę, dodali krótką notkę biograficzną i ot życie skondensowane do kilku akapitów, oczywiście kończąc zaznaczyli, że to smutna wiadomość, łączymy się w bólu etc. etc.

Bardziej ambitni przygotowali zbiór cytatów, materiał wideo prezentujący wszystkie cameo lub po prostu krótki film upamiętniający śmierć. Różnorodność jest kluczowa – nie wystarczy notatka, wpis, itp. w mediach społecznościowych podany dalej, bo nie generuje kliknięć.

Może zatem warto schować egoistyczne pobudki do kieszeni, niekiedy całkiem szczerze przyznać (bo to jest jak najbardziej w porządku), że tak lubimy komiksy, muzykę, filmy zmarłego twórcy, jednak on sam interesuje nas już mniej. I fakt, szkoda, że nie będzie więcej tego co nam się podoba, ale taka kolej rzeczy. Internet sugeruje, że to coś ważnego, medialnego, że powinniśmy być empatyczni. Następnie kopiuje Wikipedię, dokleja zdjęcie ze stocka i mówi wprost: Stan Lee nie żyje, sprawdź, dlaczego powinno cię to interesować. Pytanie, czy faktycznie powinno, czy już same cztery pierwsze słowa nie wystarczą.

Dlatego zamiast smutnych minek, cyfrowych zniczy i udostępnień proponuje poszukać akcji charytatywnej i zaoferować im sprawcie wsparcie czy to finansowe, czy w formie wirtualnej, poprzez przekazanie dalej, polubienie. Bo, nie oszukujmy się, ma to znacznie więcej sensu, jest bardziej empatyczne, i całkiem możliwe, że zdecydowanie bardziej spodobałby się zmarłemu, czyż nie?

Poniżej linki do stron, które wspierają działalność charytatywną:

Marvel Studios Hero Acts: marvelstudiosheroacts.com.

Blastoff Comics Charity Projects: www.blastoffcomics.com/charity-projects.

Czy Hero Initiative, organizacja pomagająca twórcom komiksów, którzy znaleźli się w trudnej sytuacji: www.heroinitiative.org. Jak można przeczytać i zobaczyć na stronie, Stan Lee także wspiera jej działania, zatem tym bardziej warto.


Autor: Patryk Wolny