Gienek w ostatnim programie poszedł w zupełnie inną stronę i zaśpiewał „When a man loves a woman”. – Chciałem w tym odcinku nie wrzeszczeć – przyznał Gienek po swoim występie.

– Coraz rzadziej wychodzę na street. Nie spinałem się od 14 roku życia, ale teraz trzeba się przyłożyć – mówił w programie przed piosenką nasz Gienek, ale obiecał, że zagra w Warszawie znów w środę.

– Nadszedł dziś moment wielkiej prawdy. Dzisiaj Michał Szpak zaśpiewał lepiej niż ty. I jestem z niego bardzo dumny. Twoich plusów nie można zagłuszyć ani ich przecenić. Wpadasz w koleinę. Jesteś facetem, który wpadł w koleinę emocji. Śpiewasz wszystko na 100 procent, ale nie cieniujesz. Uliczna legenda nie wytrzymuje próby sceny. Jesteś dla mnie wielkim artystą, ale określonego nurtu. Prawdziwym artystą, ale nie uniwersalnym. Kłaniam się ciągle, ale trochę mnie rozczarowujesz – podsumował występ Kuba Wojewódzki

– Dla mnie twoja historia to jest amerykańskich sen. Chłopak, który grał na ulicy dla garstki osób nagle gra dla milionów. To jest coś fantastycznego. Posiadasz taką niezwykłą umiejętność śpiewania sercem. Dla mnie więcej nie potrzeba – mówiła Maja Sablewska.

– Tę piosenkę zaśpiewałeś na próbach siedem, osiem razy i każdy raz był inny. Sam wiesz, że Ty sporo improwizujesz i robisz to tak swobodnie, że każdy myśli, że tak to brzmi w oryginale. I to jest wielka, wielka moc – zakończył Czesław Mozil.

Widać było, że słowa, które usłyszał od jurorów nie przypadły Gienkowi do gustu. Szczególnie te od Kuby. Po zejściu Gienka ze sceny jurorzy zaczęli się spierać. – Przecież to jest też program, gdzie rywalizują z sobą jurorzy – tłumaczył się Wojewódzki. Nam jednak zachowanie Kuby, które promuje swoich podopiecznych nie przypadło do gustu. Decyzja o tym kto opuści program należała do Czesława, który jednak postawił na lepszego jego zdaniem wykonawcę niż na układ, że teraz powinien odpaść podopieczny Kuby.  Czy tak samo zachowałby się Wojewódzki? Raczej nie.

 

 

(deg)