Martyna Głuchowicz ma 19 lat. Była zawodniczka Impel Gwardii mieszka teraz i studiuje w Kansas City, a siatkarskie rzemiosło rozwija pod okiem najlepszych szkoleniowców w Stanach. – Czuję się spełniona – mówi w rozmowie z DW.

Martyna Głuchowicz robi w Kansas City prawdziwą furorę / fot. Cowley Tigers

Do jej atutów należą: świetne warunki fizyczne (185 cm wzrostu), nienaganne wyszkolenie techniczne, które zawdzięcza treningom pod okiem Aleksandry Tracz i Zbigniewa Barańskiego oraz doświadczenie, zarówno w kraju, jak i na arenie międzynarodowej. Wrocławianka reprezentowała bowiem Polskę w młodzieżowych kategoriach wiekowych. Karierę rozpoczynała w Gwardii Wrocław, a po prawie ośmiu latach zdecydowała się zmienić barwy klubowe na rzecz trzebnickiej Gaudi. Tam miała szansę zdobyć doświadczenie w rozgrywkach szczebla centralnego, a potwierdzeniem siły drużyny, w której grała był awans do I ligi. Po sezonie, za sprawą Billa Feldmana, jednego z wpływowych menedżerów w Stanach Zjednoczonych, znalazła się na liście najbardziej pożądanych zawodniczek, do gry w tamtejszej lidze uniwersyteckiej. Wybrała najlepszą opcję, zarówno pod względem finansowym, jak i sportowym, a więc Cowley College. Od początku sportowej kariery Martynę aktywnie wspierali rodzice, którzy byli z nią zawsze i pomagali przez cały okres gry w Polsce. To oni mieli też decydujący wpływ na wybór szkoły w Kansas City. O tym jak udało jej się spełnić swoje marzenie oraz jak wygląda jej życie w Stanach opowiada specjalnie dla serwisu DzielniceWrocławia.pl.

 

 

Zamiast gry w Gwardii, wyjazd do USA. Dlaczego podróż za ocean i współpraca z Billem Feldmanem, a nie na przykład kierunek Włochy?

 

MARTYNA GŁUCHOWICZ: – Wiele dobrego słyszałam o treningach w Stanach, o tym jak profesjonalne podejście panuje w tamtejszych klubach. Poza tym rozmawiałam dużo na ten temat z rodzicami, których marzeniem było, żeby ich córka grała w przyszłości w USA.

 

Najpierw Trzebnica, a teraz podróż za ocean do Kansas City. Miałaś dosyć Wrocławia, czy Gwardii ?

 

MARTYNA GŁUCHOWICZ: – Jeżeli chodzi o Trzebnicę, to wiele zawdzięczam tamtejszej Gaudi. Jest to naprawdę świetny klub, w którym wiele się nauczyłam i zdobyłam doświadczenie na dobrym, II-ligowym poziomie. Poza tym jestem osobą, która kocha wyzwania, zmianę otoczenia, poznawanie nowych ludzi. W pewnym sensie jestem więc żądna przygód.

 

Zostając przy temacie Gwardii. Przez lata byłaś uznawana za najbardziej obiecującą zawodniczką w młodzieżowych zespołach tej drużyny. Kiedy sztab szkoleniowy przed sezonem 2010/2011 oświadczył, że szeroką kadrę Impelu Gwardii wzmocni jedna z juniorek, wszyscy byli przekonani, że tą zawodniczką będziesz Ty. Wybór padł jednak na rok młodszą Olę Foltę. Czy ta decyzja była dla Ciebie zaskakująca, biorąc pod uwagę, że długo była wyłączona przez kontuzję?

 

MARTYNA GŁUCHOWICZ: – Od kiedy pamiętam moim marzeniem było granie w Impelu Gwardii Wrocław. Nie ukrywam, że decyzja podjęta przez sztab szkoleniowy przed tamtym sezonem, była dla mnie sporym zaskoczeniem, zwłaszcza, że Ola miała prawie trzyletnią przerwę w treningach. Jednak znam ją bardzo długo i wiem, że jest utalentowaną zawodniczką, którą stać na grę w takiej drużynie. Poza tym zawsze uważałam, że nie ma sensu zważać na przeciwności losu, trzeba iść w życiu do przodu i nie oglądać się za siebie – tak właśnie zrobiłam podejmując decyzję o wyjeździe do Kansas.

 

Czujesz się spełniona? Nie brakuje Ci hali przy ul. Krupniczej?

 

MARTYNA GŁUCHOWICZ: – Przyznam, że czuje się bardzo spełniona. Udowodniłam innym, a przede wszystkim sobie, na jak wiele mnie stać. Z drugiej strony tęsknię za Gwardią. To normalne, bo grałam tu od urodzenia i trudno mi zapomnieć o tamtych, bez wątpienia pięknych czasach. Dziewczyny, z którymi trenowałam były wspaniałe, uważałam je za swoją drugą rodzinę. Na całe szczęście do dzisiaj utrzymujemy kontakt i to jest kolejny czynnik, który mnie uszczęśliwia.

 

Jak wyglądały Twoje początki z siatkówką i kiedy poczułaś, że możesz coś w tym sporcie osiągnąć ?

 

MARTYNA GŁUCHOWICZ: – Moi rodzice od zawsze kochali sport, zachęcali mnie do czynnego uprawiania jakiejkolwiek dyscypliny. Grałam więc trochę w kosza, tenis stołowy, siatkówkę i od czasu do czasu pływałam. To właśnie dzięki rodzicom rozpoczęłam treningi siatkówki, która w kolejnych latach stała się moją, nieodłączną pasją. Pierwsze kroki stawiałam w Szkole Podstawowej nr 50 we Wrocławiu pod okiem Aleksandry Turłowicz [obecnie Tracz – przyp. red.]. Następnie przeniosłam się do Gwardii Wrocław, gdzie trenowałam u trenera Jerzego Zachemby. To właśnie dzięki niemu w dużej mierze pokochałam ten sport. Bardzo dużo zawdzięczam dyrektorowi Gimnazjum nr 5, Andrzejowi Słoce, który bardzo mi pomagał i na którego zawsze mogłam liczyć. Bardzo długo trenowałam pod okiem Zbigniewa Barańskiego, któremu zawdzięczam wyszkolenie techniczne. Kiedy miałam 16 lat, po raz pierwszy zostałam powołana do kadry Polski. I myślę, że to był właśnie ten okres, w którym poczułam, że naprawdę mogę coś osiągnąć.

 

Czym różnią się treningi w Stanach od tych w Polsce? Jak oceniasz podejście sztabu szkoleniowego w Cowley College, w kontekście pracy z poszczególnymi zawodniczkami, w porównaniu do pracy trenerów w Polsce? Powiedz nam coś więcej o swoim zespole.
 

MARTYNA GŁUCHOWICZ: – W Stanach pierwsza rzecz, która poważnie rzuciła mi się w oczy to ruchliwość zawodniczek i bardzo emocjonalne podejście do treningów i gry. W Polsce zajęcia siatkówki przebiegają zdecydowanie spokojniej. Wydaje mi się też, że układ treningów jest znacznie bardziej przemyślany. Dostajemy od trenerów rozpiskę zajęć, w której czarno na białym widać nad jakimi elementami będziemy się skupiali dzisiaj, jutro, czy za trzy dni. Czasami zostajemy podzielone na grupy, aby trening stawał się jeszcze bardziej wydajniejszy. Wydaje mi się, że trenerzy w Stanach bardziej dbają o poszczególne zawodniczki, dużo więcej rozmawiają z nimi indywidualnie. Świetną sprawą jest też nagrywanie treningów. Każde nasze zajęcia są kręcone, a następnie montowane i odtwarzane nam wieczorem tego samego dnia, w celu omówienia błędów i wskazówek na przyszłość. Taki trening merytoryczny daje nam bardzo dużo w kontekście nie tylko sytuacji meczowych, ale też podstawowych zachowań na zajęciach.

 

Tak prezentuje się zespół Cowley Tigers przed sezonem 2011/2012 / fot. Cowley Tigers

Jak wygląda poziom sportowy prezentowany przez „Cowley Tigers” oraz jaka atmosfera panuje w drużynie ?

 

MARTYNA GŁUCHOWICZ:Zawodniczki Cowley Tigers zawsze zajmowały czołowe miejsca w turniejach międzynarodowych. Są bardzo cenionym i szanowanym przez innych zespołem. Dziewczyny wspierają się wzajemnie we wszystkich momentach, w drużynie nie ma czegoś takiego jak spory, czy kłótnie. Wydaje mi się, że to właśnie kapitalna atmosfera panująca w „Tigers” wpływa na jakość i wartość tej drużyny. Gdy zdarza się sytuacja, że na treningu coś nam nie idzie, trenerka przerywa zajęcia i daje nam czas na przemyślenie, co jest nie tak i jak to zmienić, aby w dalszym ciągu podobne błędy nie miały miejsca. Wszystkie zawodniczki grające tutaj są bardzo ambitne, chcą się rozwijać. Na treningach jest przede wszystkim ciężka praca, a pomiędzy nimi czas na żarty i odpoczynek.

 

Jak wygląda Twój normalny dzień? Ile czasu poświęcasz na naukę, a ile na treningi?

 

Martyna Głuchowicz: – Jak na razie trwa jeszcze obóz przygotowawczy. Mamy trzy treningi dziennie po dwie, trzy godziny. Nie ukrywam, że jest bardzo ciężko, ale z całą drużyną jesteśmy pewne, że ten wysiłek przyniesie owoce w trakcie sezonu. Natomiast lekcje w College’u rozpoczynają się w czwartek, 18 sierpnia. Prawdę mówiąc pierwszy raz w życiu nie mogę tak bardzo doczekać się rozpoczęcia roku szkolnego!

 

Czy dzięki doświadczeniu zdobywanemu w USA możemy liczyć, że niebawem zobaczymy Cię w kadrze Polski ?

 

MARTYNA GŁUCHOWICZ: – Mam nadzieję, że jak za cztery lata wrócę do Polski, to jeszcze o mnie usłyszycie! Na razie nie skupiam się nad tak odległą przyszłością, myślę natomiast o nadchodzącym sezonie, którego już się nie mogę doczekać.

 

Gdybyś miała coś poradzić młodszym koleżankom, co zrobić, żeby pójść w Twoje ślady ?

 

MARTYNA GŁUCHOWICZ: – Siatkówka to jeden z najpiękniejszych, ale też najtrudniejszych sportów zespołowych. Żeby móc w niej coś osiągnąć, trzeba ją pokochać, włożyć maksymalny wysiłek i zaangażowanie.

 

Dziękuje bardzo za rozmowę, życzę powodzenia i wielkiego sportowego progresu podczas treningów w Kansas!

 

MARTYNA GŁUCHOWICZ: – Dziękuje również za rozmowę.

 

 

(Rozmawiał Mateusz Dziemidowicz)