„Gold” [RECENZJA]

Gold należy do kina wymagającego, pozbawionego czystej akcji, humoru i postaci, które da się lubić, jednak mimo wszystko jakoś udaje mu się unosić na powierzchni – pisze Patryk Wolny.

Wielkie pieniądze, władza i komplikujące wszystko intrygi: po takich filmach jak Wilk z Wallstreet i Big Short właśnie tego oczekiwałem po najnowszym filmie Stephena Gaghana. Te wymagania okazały się aż nadto wygórowane, a na seansie siedziałem znudzony. Winna nie jest historia, a raczej brak pomysłu na jej zrealizowanie.

Kenny Wells (Matthew McConaughey) dziedziczy po ojcu dobrze prosperującą firmę górniczą, siedem lat później doprowadza ją na skraj bankructwa, a siebie nad przepaść alkoholizmu. Odcięty od wszelkiej pomocy, niemal bez żadnych perspektyw doznaje proroczego snu. Podążając za przeczuciem trafia do indonezyjskiej dżungli, gdzie wraz z podróżnikiem Michaelem Acostą (Edgar Ramírez) rozpoczyna szalone poszukiwanie złota.

Wells jest przekonany o swojej racji, co udowadnia inwestując w projekt każdego z ostatnich centów jakie mu zostały, ale także narażając swoje życie. Wkrótce okazuje się, że trafili na jedno z największych złóż złota w historii. Wielkie pieniądze przyciągają grube ryby i kłopoty. W morzu niebezpieczeństw i zwrotów akcji dzielni bohaterowie będą musieli podjąć wiele trudnych decyzji, co ostatecznie ma doprowadzić ich do niemałej fortuny.

W historii znalazło się także miejsce na miłość, która rodem z najpiękniejszych bajek przetrwa niejedną próbę. Jednak emocje przestawione w filmie nie potrafią się przebić do widza, wyrwać go ze znudzenia. Sceny humorystyczne da się policzyć na palcach jednej ręki, a większość z nich, jeśli nie wszystkie, zostały zaprezentowane w zwiastunie.

Film ratuje aktorstwo McConaughey’a, i wierzę, że gdyby pojedyncze role mogły świadczyć o jakości filmu, to Gold dużo by zyskał. Niestety, ale tak nie jest, a w dodatku trudno polubić postać w którą się wcielił. Kenny nie należy do sympatycznych gości, potrafi być denerwujący, momentami nawet patetyczny. Choć ma swoje z góry określone ideały, którym pozostaje wierny aż do końca. W pewnym momencie stwierdza, że nigdy nie chodziło mu o pieniądze, cały czas pragnął jedynie złota, co nadaje historii dodatkowego smaczku.

Historia, oprócz tego, że brak jej polotu, jest też do bólu przewidywalna. Śledząc losy głównego bohatera niemal dopowiadamy sobie kolejne wydarzenia i tutaj z pomocą przychodzi naprawdę dobre kilkanaście ostatnich minut. Nie dość, że zakończenie może znacząco zmienić sposób w jaki odbierzemy cały film, to jest jeszcze niezłym zwrotem akcji. Prawdę powiedziawszy, końcówka sprawia, że seans tego filmu jednak może się podobać. Stawia przed widzem wiele pytań, wymusza ponowne przeanalizowanie wcześniejszych wydarzeń i co najważniejsze potrafi zaskoczyć.

Mimo wszystko, sprawę można postawić prosto: jeśli lubicie dramaty poruszające tematykę wielkich pieniędzy i jednocześnie jesteście wstanie zadowolić się dobrą rolą aktora, który wciela się w irytującą postać, kilkoma przyzwoitymi ujęciami i zakończeniem, które może okazać się dla was zaskakujące, to ten film jest dla was.


Autor: Patryk Wolny

  • Film obejrzałem dzięki uprzejmości Multikina