Wrocławski Teatr Współczesny w koprodukcji z opolskim Teatrem Dramatycznym im. Jana Kochanowskiego zrealizował spektakl pod niepokojącym nieco tytułem ”Grotowski non-fiction”. Towarzyszy mu wystawa prac Zbigniewa Libery, na których możemy oglądać postaci przypominające Grotowskiego w różnych odsłonach. Sam spektakl jest zaś zbiorem wyjątkowych kreacji aktorskich. Zapewne wzbudzi sporo kontrowersji wśród wielbicieli twórcy Teatru Laboratorium. 

 

Na wyremontowanej Scenie na strychu WTW stanął stół przygotowany, jak do konferencji prasowej. Długi, nakryty zielonym suknem, z kilkoma butelkami wody mineralnej i egzemplarzami książki z Grotowskim na okładce. Aktorzy, zarazem uczestnicy tego wydarzenia schodzili się powoli, coś do siebie szepcząc zajmowali miejsca. Ostatni pojawił się na scenie Roman Pawłowski – moderator spotkania (z jak się okazało aktorami-badaczami Grotowskiego). Konwencja przedstawienia zdawała się być bardzo elastyczna, bo, co ważne, grający aktorzy wystąpili pod własnymi nazwiskami, a nie postaci wymyślonych na potrzeby sceny. Tekst, którym się posługiwali powstał z improwizacji (a zapanował nad nim Krzysztof Szekalski) i można wnosić, iż jest pewną prawdą będącą integralną częścią biorących w spektaklu udział aktorów. Na ile mocno są to osobiste teksty, tego nie wiemy.

Badaczami są zatem: Ewelina Paszke-Lowitzsch, Monika Stanek, Magdalena Maścianica, Jerzy Senator, Andrzej Jakubczyk, Rafał Kronenberger oraz Mariusz Bąkowski. Wszyscy spotykają się z okazji wydania książki, bowiem każdy z nich napisał do niej rozdział: o Grotowskim postrzeganym przez siebie, o swoim jego rozumieniu, o emocjach, wolności, wierze… Z minuty na minutę wielki mistrz powojennego teatru, guru, traci swoj mistyczny blask. Reżyserka spektaklu Katarzyna Kalwat, pomysłodawca Zbigniew Libera i Krzysztof Szekalski starają się odbrązowić postać twórcy Teatru 13 Rzędów i Teatru Laboratorium. Spokojnie, drodzy widzowie, drodzy fani, można wstać z kolan. Oczywiście wsród prelegentów znajdują się i tacy, którzy mówiąc o Grotowskim, wspominają go niczym półboga. Zdania są podzielone, zebrani się spierają. Nie wiadomo do końca, gdzie przeszedł duchową i fizyczną przemianę – w Indiach czy na Kaukazie, a może w oborze wsród chrumkających świnek podczas czytania ewangelii? Spośród obecnych badaczy jeden jest wyjątkowo milczący. Jego twarz i ciało są lustrem jego wnętrza. Każdy gest mówi, jak emocjonujące są dla niego wystąpienia innych. Bezustannie rusza nogą, pali, popija coś z termosu. Poproszony o wypowiedź na temat swojego rozdziału chwilę się waha, aż w końcu mówi, że wolałby nie. Grotowski jest w nim już martwy. Martwe są jego wizje, nauki. Martwe jest ciało mistrza-uzurpatora złożone na stole, jak na katafalku. 

Spektakl niesie ze sobą pewien powiew świeżości, dystansu do legendy, ironii. Odrobinę nawet wyśmiewa  metody niegdysiejszego mistrza i jego wyznawców. Ma za nic święte, próbowane latami sceny, chociażby (zaprezentowana roboczo przez Monikę Stanek i Rafała Kronenbergera) tę obrazoburczą scenę z chlebem z „Apocalypsis cum figuris”, która przyniosła Teatrowi Laboratorium i Grotowskiemu światową sławę. Patrząc na nią i wspominając słowa badaczki Eweliny Paszke-Lowitzsch rysuje się nie podziw dla talentu, geniuszu, ale obraz kobiet, które w świecie Grotowskiego były jedynie narzędziem. Istotą znacząca był dla niego człowiek płci męskiej i to młody. 

Jak się ma zatem to całe badanie legendy Grotowskiego, jego spuścizny do tego, co jest istotne dla współcześnie żyjących, pracujących, tworzących artystów, aktorów? Czego szukała Magdalena Maścianica, młoda entuzjastka muzyki w jego życiu? O jakiej wolności mówi Mariusz Bąkowski? Tej, której sam obecnie nie ma, bo co zrobić pracując w teatrze by poczuć się wolnym? Co ma zrobić ze zdobytą wiedzą Monika Stanek, ta, która chce być patrzona, a nie widziana? A Ewelina Paszke-Lowitzsch, która po 35 latach na scenie wierzy w swoj aktorski warsztat bardziej niż cokolwiek innego? Bez warsztatu byłoby trudno w tym zawodzie. Na chwilowej pasji, tak zwanej prawdzie czy improwizacji daleko się nie zajedzie. Co po mistrzu zostało w Jerzym Senatorze i Rafale Kronenbergerze? Czy będą się posługiwać jego teoriami, czy będą się bać wchodzić na teren, który jest święty i grząski. Czy dzisiaj Grotowski jest jeszcze mistrzem, czy jest autorytetem? 

„Grotowski non-fiction” to bardzo dobry start obu teatrów w nowy rok. Spektakl Katarzyny Kalwat odziera ze świętości, obnaża. Robi to jednak w sposób nienachalny, z przymrużeniem oka, ale też dużą wrażliwością i powagą. Ustawia emocjonalną ścieżkę tak, by dać widzowi szansę na refleksję i śmiech. „Grotowski. Non fiction” to dobrze spędzony czas, w znakomitym towarzystwie. 

 


Autorka: Sabina Misakiewicz
Zdjęcie: Tomasz Tyndyk