Grubson – Gatunek L [RECENZJA]

Choć tworzy od lat 90, to na taki album musiałem czekać do dziś. Bo dopiero dziś Grubson w pełni wymazał z mojej świadomości obraz rapera dla gimnazjalistów, którego głos i nawijkę wcześniej przyrównałem do szczekania. Dla mnie to „wymazywanie” rozpoczęło się przy gościnnym występie na krążku Rebel Babel.

Gatunek L to przede wszystkim dowód na to, że artysta dorasta. Być może wraz z odbiorcami, być może zostawiając niektórych za sobą. Słowem wstępu do tej recenzji posunę się jeszcze dalej, by stwierdzić, że na Grubsona wyraźnie wpłynęła współpraca z Rebel Babel. Czemu? W jego najnowszym krążku znacznie częściej słychać sekcje dęte w podkładach, urozmaicone klawiszem z jazzowym zacięciem. Same teksty to również zupełnie inny poziom (a może wiek?). Grubson wyraźnie pokazuje, że z rapera dla gimnazjalisty, który nawija o naprawianiu czegoś tam, stał się przede wszystkim obserwatorem tego, co go otacza. Z wersów wręcz sypie się codzienne życie, okraszone może nie zawsze równą proporcją wzlotów i upadków, ale mimo wszystko takie, w którym te chwile lepsze sprawiają o wiele większe wrażenie niż gorsze.

Pomimo faktu, że krążek otwiera Kiedy nadejdą, to dopiero przy Stare śmieci / Nowe rzeczy zdałem sobie sprawę, że słucham tej płyty. Nie wiem czy wynika to z faktu, że podchodziłem do całości sceptycznie, czy po prostu ze względu na to, że pierwszy utwór jest po prostu średni. Ogółem płyta jest równa i trzyma wysoki poziom zarówno tekstowy, jak i (przede wszystkim) instrumentalny. Pisząc o pewnym wyciągnięciu odpowiednich doświadczeń ze współpracy z Rebelem nie opisałbym całości swoich wrażeń, ponieważ sądzę, że twórczość Grubsona zmierza w kierunku Tego Typa Mesa. Może nie jest to bardzo dokładne określenie, aczkolwiek niektóre utwory idą nie w kierunku rapu, a soulu lub nawet jazzu. Czy to dobrze? ALEŻ OCZYWIŚCIE, ŻE TAK! Przemycanie innych gatunków potwierdza tylko jedno: fakt, że ktoś tu wyrobił sobie warsztat.

Szczególnie w moje gusty trafiły takie kawałki jak wspomniane wcześniej: Stare śmieci / Nowe rzeczy, Supa’ High Music, Rudeboy Stance, Restart, Taki Jestem (Kolory), a szczególnie Nie Ten Lot. Tekst opowiadający o żółci wylewanej przez otwór Mediów Społecznościowych, połączony z soczystym, mocno dętym, pełnym pięknych i jednocześnie czasem subtelnych partii solowych, które usłyszy się dopiero za którymś razem. No i te dwa wersy:

Wszystko przez jeden, głupi filmik, nie kumam
Miał być wysoki lot, a mamy zaledwie niski pułap

Mistrzostwo!

Takie samo jak okładka tego krążka. Dla fanów ambitniejszego rymowania jest to obecnie must have.


Autor: Patryk Rudnicki

Zdjęcie: tidal.com