- KARTKA Z KALENDARZA - 19 LIPCA -


- REKLAMA -

Brave Festival daje nadzieję. Swoją ideą pokonuje tysiące kilometrów, bariery i stereotypy. Podczas festiwalowej międzykulturowej podróży doświadczymy tego, co widzialne i niewidzialne. O Brave Festival rozmawiamy z Grzegorzem Bralem, inicjatorem wydarzenia.



Sabina Misakiewicz: Dzięki idei Brave Festival będziemy mieli możliwość obcowania z ludźmi ratującymi swoją kulturę, język, a wielokrotnie nawet siebie. Artyści przełamują stereotypy. Występują przeciwko nim. Z czym zmierzymy się w tym roku?

GRZEGORZ BRAL: – Na początek za przykład podam syryjskich muzyków z Syrian Expat Philharmonic Orchestra, którzy wystąpią w koncercie otwarcia. Oni uciekli ze swojego kraju, by gdzieś znaleźć życie, przestrzeń, ocalenie. Uciekli, żeby móc dzięki tej ucieczce ocalić swoją kulturę. Nieść ją dalej mimo przeszkód, mimo wojny, zagłady. Niestety w naszym kraju od prawie dziesięciu lat jesteśmy przekonywani, poddawani sugestii stereotypu, że uchodźca równa się terrorysta. Musimy sobie z tym jakoś poradzić. Najlepszym ambasadorem radzenia sobie z takim stereotypem są właśnie artyści. Wspaniali muzycy, kompozytorzy, którzy uciekają przed złem. Drugim przykładem może być choćby grupa osób z bielactwem – tanzańska grupa Albino Revolution Cultural Troupe. Otóż Albinosi w kulturze afrykańskiej, czyli kulturze całego kontynentu, który jest większy od Europy, to są ludzie napiętnowani, stygmatyzowani. To ofiary polowań, ponieważ uważa się stereotypowo właśnie, że część ciała albinosów przynosi szczęście. W związku z tym taka osoba staje się fetyszem, fragment ciała takiej osoby jest talizmanem. Proszę sobie wyobrazić, jak czuje się człowiek, który jest fetyszem dla innym, zajęczą łapką, którą sobie  można przy pasku przyczepić. Jak się czuć? Jak oni z tym mają żyć? A jednak żyją. Zgromadzili społeczność, w jakąś jedność i przy pomocy pieśni i opowieści mówią o tym, jak żyje się ze stygmatem bielactwa. A to jest po prostu choroba. Takie historie chcemy pokazać, a jest ich tyle ilu wykonawców. Każdy ze sobą coś niesie.

Sabina Misakiewicz: Jak docieracie do takich ludzi, do miejsc, w których żyją? Jak znajdujecie historie, które stają się istotnymi elementami tej układanki, jaką jest Brave?

GRZEGORZ BRAL: – To jest poważny, głęboki research. Wszystko zaczyna się od pomysłu na edycję. Takich pomysłów,  prospołecznych, antystereotypowych, pełnych empatii jest naprawdę mnóstwo. Nieskończony worek. Mógłbym zrobić listę kolejnych 100 edycji i każda byłaby inna. Dotykała czegoś istotnego. W ubiegłym roku pojawił się pomysł na widzialnych i niewidzialnych czyli na ludzi, którzy dla swojej społeczności zrobili coś niewiarygodnie ważnego, potrzebnego i o których globalnie nic nie wiemy. A żeby komuś dzisiaj pomóc, kto jest w trudnej i opresyjnej sytuacji trzeba to nagłośnić. Trzeba dać temu przestrzeń. Poprzez pokazywanie tych historii, ich nagłośnienie przywracamy dyskryminowanym ludziom wiarę w siebie, a bardzo często zwyczajną ludzką godność. Trzeba o tym mówić, że  inni też są ważni, że są potrzebni. Niestety, ja jako organizator nie mam złudzeń,  co do tego, że  Brave może naprawdę komuś pomóc. Ale tak naprawdę nigdy nie wiemy, czy nasze kilka kropel wody nie ocali komuś życia. My, Brave jesteśmy jak kilka kropli wody pewnego dziennikarza, który podczas wielkiego głodu w Etiopii pracował w ośrodku dla uchodźców i podzielił się swoją wodą z umierającym dzieckiem. Gdy wrócił tam po 18 latach, bo dziennikarska ciekawość nie dawała mu spokoju i chciał wiedzieć, co dzieje się w tamtym miejscu, ta dziewczynka, z którą podzielił się swoją wodą, żyła. Wierzę w to, że możemy być jak kropla wody, która ratuje świat.

 


Rozmawiała: Sabina Misakiewicz
Zdjęcie: Ola Sopuch