Z autorem książki „Gombrowicz – loading. Esej o formie życia”, pierwszej pozycji z serii „poczekalnia.0” Teatru Polskiego we Wrocławiu i Wydawnictwa Książkowe Klimaty rozmawiamy o książce, spektaklu i oczywiście, o Gombrowiczu.

*

Co było punktem wyjścia: Gombrowicz, Garbaczewski, czy ta dyskusja, która zaczęła się toczyć po wydaniu książki, a później po spektaklu?

GRZEGORZ JANKOWICZ: – Punktem wyjścia był Gombrowicz i jego „Kronos”, a także sposób, w jaki „Kronos” został wprowadzony na scenę publiczną, nie tylko literacką. Od samego początku – śledząc dyskusje na temat notatek Gombrowicza – odczuwałem ogromniejącą frustrację. Niezwykle mobilizującą. Miałem wrażenie, że recenzentom i krytykom wymyka się bardzo istotny aspekt tego tekstu. Doszedłem do wniosku, że muszę o tym napisać. Początkowo myślałem, że będzie to kilku, może kilkunastostronicowy esej. Z pewnością nie cała książka. Później dowiedziałem się, że Krzysztof Garbaczewski pracuje nad spektaklem na podstawie „Kronosa” w Teatrze Polskim we Wrocławiu. Nie miałem pojęcia, co szykuje, ale sam gest, który wykonał – decyzja, żeby wystawić „Kronosa” na scenie – wydał mi się frapujący. Zwłaszcza w kontekście wypowiedzi niektórych krytyków, którzy sugerowali, że zapisków Gombrowicza nie powinno się publikować, bo – jako tekst „niewydarzony”, całkowicie prywatny, nieprzeznaczony do druku – na to nie zasługują. Moja refleksja nad Gombrowiczem i „Kronosem” rozwijała się równolegle z pracami Garbaczewskiego, bez związku z jego przedstawieniem. Spotkaliśmy się, gdy jego przedstawienie było już gotowe, a moja interpretacja samego „Kronosa” zamknięta. Ale po obejrzeniu spektaklu postanowiłem uwzględnić go w swych rozważaniach. Okazało się, że Teatr Polski jest zainteresowany publikacją nie tylko pojedynczego szkicu, ale wręcz całej książki o Gombrowiczu i jego „Kronosie”. Tak powstał mój długi esej.

Co do Garbaczewskiego, to mam wrażenie, że istnieje między nami – przynajmniej na odcinku Gombrowiczowskim – pewne powinowactwo. Mimo że dobieramy się do autora „Kosmosu” za pomocą innych narzędzi. Byłoby zabawne, gdyby reżyser włączył „Gombrowicz – laoding” do kolejnych pokazów swego dzieła.

Spektakl żyje swoim życiem, więc może jest szansa na dopisanie kilku fraz o książce?

– To oczywiście żart, ale być może jest w nim jakiś potencjał? Być może aktorzy mogliby się posłużyć fragmentem eseistycznego tekstu, by umieścić go w nieco innym kontekście, nawiązać tekstowo-sceniczną grę, zacieśnić związek między językiem krytyczny i przedstawieniem. Co nie znaczy, że powinni zatrzeć granicę między nimi.

Mówiłeś, że Garbaczewski myśli podobnie do Ciebie. I właśnie ten sposób myślenia i postrzegania Gombrowicza…

– …nie tyle podobnie myśli, bo tego nie wiem. Wydaje mi się, że jest między nami pewne powinowactwo, że „Kronos” zmusił nas do zabrania stanowiska, co znaczy, że pierwszy impuls był w obu przypadkach podobny. Być może dostrzegliśmy podobny problem, zadaliśmy sobie podobne pytania.

Garbaczewski nie skoncentrował się na tekście Gombrowicza. On się skoncentrował na formie. Aktorzy prezentowali na scenie własne „Kronosy”, bardzo intymne, osobiste. Tutaj też toczyła się dyskusja. Wiele osób nie wyobrażało sobie siebie w tak intymnym zwierzeniu, jak chociażby Adam Cywka. Tak bardzo trzeba się było otworzyć i mówić o życiu prywatnym, że ciężko byłoby się na to zgodzić.

– W odbiorze Gombrowiczowskiego tekstu i spektaklu Garbaczewskiego pojawiło się wiele nieporozumień. Po pierwsze Gombrowicz nie napisał dziennika intymnego – jak reklamowano „Kronos” – lecz notatnik, w którym zarejestrował wiele zdarzeń z własnego życia. Próbował za jego pomocą ująć materię swej egzystencji w inny sposób niż w „Dzienniku”. Inaczej także niż w dziełach literackich. Na tej podstawie niektórzy krytycy próbowali zdeprecjonować tekst Gombrowicza. Wspominałem już o tym. Wydaje mi się, że „Kronos” jest niezwykle ważnym dokumentem, ważnym świadectwem, zwłaszcza wtedy, gdy zestawimy go z „Dziennikiem”. Można na to spojrzeć w ten sposób: dlaczego Gombrowicz potrzebował tych dwóch sposobów odnoszenia się do swojego życia? Dlaczego nie poprzestał na „Dzienniku”? Co działo się z jego życiem, z jego postrzeganiem własnego życia, że musiał to ostatnie ująć za pomocą rejestrów i wyliczeń?

Krytycy sugerowali, że Garbaczewski nie zrozumiał tego aspektu „Kronosa” i w nieuzasadniony sposób postawił na ekspresję intymności. Myślę, że to nazbyt prostoduszne podejście do spektaklu. Reżyser prowadzi bowiem grę z aktorami i z widzem. Przede wszystkim stawia aktorów w niecodziennej sytuacji, w której ich teatralna funkcja zostaje zakwestionowana. Zostają jak gdyby wytrąceni ze swojego miejsca. Nie mogą się skryć za rolą, maską. Ale gra to nie to samo, co prezentacja intymnej prawdy! Nie mamy żadnej pewności, że opowieści, które słyszymy ze sceny, są prawdziwe. Od nas zależy, jak je potraktujemy. Nie jest zatem tak, że Garbaczewski pokazał nam na scenie „nagie życie”, to samo, które Gombrowicz wcześniej obrysował swymi notatkami w „Kronosie”. Ani jeden, ani drugi nie pokazują „samego” nagiego życia. Natomiast obydwaj się do niego jakoś odnoszą i pozwalają nam podjąć refleksję na temat relacji między nagim życiem a jego formą, na temat tego, co i dlaczego ukrywamy, co i dlaczego jesteśmy gotowi pokazać innym? Chodzi zatem o to, by zastanowić się – i takie pytanie stawiam w swojej książce – w jaki sposób nasze istnienie zostaje przechwycone przez współczesne maszyny społeczne, marketingowe, ekonomiczne i polityczne. To są pytania dotyczące nie tylko Gombrowicza, nie tylko aktorów występujących w spektaklu Garbaczewskiego, ale też pytania, z którymi my sami na co dzień musimy się dzisiaj konfrontować. Relacja między nagim życiem i formą życia, życiem i publicznym wizerunkiem, między tym, co intymne, a tym, co społeczne – to wszystko, jak sądzę, znajduje się w centrum naszych działań. Do tej pory Gombrowicz był traktowany inaczej. Kładziono nacisk na formę – literacką i społeczną – pomijając jej związek z życiem. Od samego początku „Kronos” jawił mi się jako notatnik biopolityczny, jako narzędzie, za pomocą którego pisarz próbuje poddać swą egzystencję kontroli. Nie wiem, czy Gombrowicz był świadom wszystkich konsekwencji ontologicznych i politycznych, które z dzisiejszej perspektywy bardzo wyraźnie rysują się na horyzoncie. Nawet jeśli nie miał takiej świadomości, jego tekst pozwala nam postawić fundamentalne pytania o polityczny i społeczny status naszej egzystencji.

Na koniec zaproponuję pewną zabawę. Gdybyś miał wejść na scenę i zostać jednym z aktorów Garbaczewskiego, co Twój bohater mówiłby na tej scenie? Nawiązując oczywiście do książki. Nie, że ktoś mówi o niej, ale że Ty o niej mówisz.

– Nie wiem, nie zastanawiałem się nad tym, ale jedno jest pewne: ważne byłoby nie tylko „co”, ale też „jak”. I nie chodzi jedynie o zestaw aktorskich chwytów, o całe to sceniczne oprzyrządowanie, które aktor ma w odwodzie, by czarować widzów. Tematu szukałbym wśród tych doświadczeń, które nie są obecne na scenie społecznej, z którymi trudno się przebić do opinii publicznej, o których nie wiemy, jak mówić, które wymykają się naszym dyskursywnym narzędziom prezentacji, których się boimy (zazwyczaj dlatego, że wciąż nie znaleźliśmy sposobu na ich wyrażenie), którymi nie potrafimy się podzielić z innymi. Najważniejsza – zarówno w mojej książce, jak i w spektaklu Garbaczewskiego – wydaje mi się bowiem relacja z innymi ludźmi. „Kronos” Garbaczewskiego i „Gombrowicz – loading” to w pewnym sensie opowieści o możliwości zawiązania wspólnotowej relacji. Wspólnota – według mnie – staje się możliwa dopiero wtedy, gdy po pierwsze mamy poczucie, że rzeczywistość, w której żyjemy, jest także rzeczywistością zamieszkiwaną przez innych, że ją z nimi współdzielimy, a po drugie wtedy, gdy możemy na forum tej wspólnoty opowiedzieć o sobie, o tym, kim jesteśmy, czego pragniemy i czego się lękamy. Jeśli to „coś”, ta nasza „rzecz”, nie zostanie odrzucona, jeśli my nie odrzucimy tego „czegoś”, tej „rzeczy”, która przychodzi ze strony innych, wówczas – być może – uda się zacieśnić wspólnotowe więzi.

Rozmawiał | Daniel E. Groszewski
Zdjęcie | Daniel E. Groszewski


Festiwal Dramatu STREFY KONTAKTU