Grzegorz Mazoń laureatem nagrody im. Schillera

ZASP – Stowarzyszenie Polskich Artystów Teatru, Filmu, Radia i Telewizji – wręczyło w poniedziałek, 30 marca Nagrodę im. Leona Schillera aktorowi – Grzegorzowi Mazoniowi z Wrocławskiego Teatru Lalek.

*

Grzegorz Mazoń

Laudacja

Barwny życiorys urodzonego w 1985 r. Grzegorza Mazonia dowodzi, że dwie wielkie pasje: miłość do teatru i muzyki nie muszą się wykluczać. Można je nie tylko doskonale godzić, dokonując mądrych artystycznych wyborów, ale także umiejętnie czerpać z obu, tworząc niepowtarzalne sceniczne emploi. Wierność swoim pasjom i konsekwencja w dążeniu do celu to cechy, które zdecydowanie wyróżniają laureata tegorocznej Nagrody im. Schillera spośród innych młodych adeptów sztuki aktorskiej.

Grzegorz Mazoń urodził się w Sosnowcu, ale od najmłodszych lat mieszkał w Gliwicach. Pochodzi z teatralno-muzycznej rodziny: jego rodzice przez wiele lat pracowali w Operetce Śląskiej i późniejszym Gliwickim Teatrze Muzycznym. Ojciec Grzegorza, Adam Mazoń, przez trzydzieści lat śpiewał w chórze operetki, mimo że z wykształcenia jest pianistą – i ani jedno, ani drugie nie pozostało bez wpływu na jego syna. Grzegorz był jednym z tych znanych nam wszystkim teatralnych dzieci, których ulubionym miejscem zabaw są kulisy albo garderoba. Jako czterolatek potrafił zaśpiewać większość arii operetkowych i musicalowych – słuchał ich zawsze z ostatniego rzędu, skąd po dziecięcemu dyrygował chórem i solistami.

Jako kilkulatek po raz pierwszy zobaczył na scenie „West Side Story” Leonarda Bernsteina. Słynny musical wywarł na nim ogromne wrażenie, które z czasem nie zbladło, a wręcz przeciwnie – przerodziło się w prawdziwą fascynację. Między innymi pod jej wpływem w wieku lat 11 Grzegorz zdecydował się na naukę w szkole muzycznej. Bardzo zależało mu na klasie fortepianu – niestety okazało się, że na to w wieku lat nastu jest już za późno i ostatecznie chłopiec rozpoczął naukę gry na flecie poprzecznym. Równolegle na własną rękę kontynuował lekcje gry na swoim wymarzonym fortepianie, a z czasem i na innych instrumentach: gitarze, perkusji i kontrabasie. Dziś przez reżyserów jest nazywany multiinstrumentalistą, a sam siebie określa skromnie jako muzyka-samouka.

Debiutem teatralnym dwunastoletniego Grzegorza Mazonia była rola pazia w spektaklu „Król włóczęgów” w reżyserii Jana Szurmieja. W tym samym, 1997 roku wystartował w międzyszkolnym konkursie piosenki niemiecko-angielskiej i utworem „Rock Around The Clock” zapewnił sobie pierwsze miejsce i nagrodę publiczności. Rok później również rozbił bank nagród, tym razem dzięki utworowi „The Letter” Joe Cockera. Po pięciu latach spełniło się jego marzenie – wreszcie zagrał w widowisku musicalowym, dołączając do obsady „Footloose/Wrzuć luz” w Gliwickim Teatrze Muzycznym. „Footloose” był kolejnym po „West Side Story” spektaklem, który wpłynął na jego kształtującą się muzyczną wrażliwość. Bliski kontakt z musicalem tylko utwierdził go w przekonaniu, że chce zdawać egzaminy do szkoły teatralnej.

Podczas szkolnych wizyt w teatrze lalek w Bielsku-Białej Grzegorz zobaczył spektakle Piotra Tomaszuka: „Ofiarę Wilgefortis” i „Cyrk Dekameron”. Jak sam dziś mówi, „Dla dzieciaka wychowanego na operetce i musicalu było to wstrząsające  doświadczenie – w pozytywnym tego słowa znaczeniu”. Spektakle Tomaszuka wpłynęły na wybór szkoły, do której zdecydował się zdawać, uświadomiły mu bowiem, że teatr lalek ze względu na bogactwo formalne i mnogość środków artystycznego wyrazu ma wiele do zaoferowania aktorowi, który myśli o wszechstronnym rozwoju.

Równolegle z przygotowaniami do matury w weekendy jeździł do Katowic, by tam w Pałacu Młodzieży w studium ART-PLAY przygotowywać do egzaminów na PWST. Podczas kursu poznał przyszłego reżysera i autora sztuk Jana Naturskiego. W życiu obu artystów był to kamień milowy. Jan przesłał Grzegorzowi kilka swoich wierszy, ten napisał do nich muzykę i tak narodziła się kolejna pasja tegorocznego laureata – pisanie piosenek. Kiedy Grzegorz szczęśliwie dostał się na wrocławski Wydział Lalkarski krakowskiej PWST, wraz z Janem Naturskim poświęcił się tej pasji bez reszty, tworząc autorskie kompozycje, z których narodził się jego pierwszy recital – „Polowanie na kapibary”. Tuż po studiach drogi przyjaciół na jakiś czas się rozeszły – Grzegorz dostał angaż we Wrocławskim Teatrze Lalek, a Jan wyjechał do Warszawy, by wspólnie ze znajomymi założyć teatr Ekipa. Z teatrem tym Grzegorz stale współpracował, tworząc muzykę do spektakli: „Urban Sounds”, „Opowieść wigilijna” i najnowszej „Miłość szuka mieszkania” (spektakl powstał z okazji zamknięcia kina Femina w Warszawie). Do 2015 roku przyjaciele zrealizują wspólnie jeszcze dwa spektakle: przejmującą „Umwukę” we wrocławskim „Capitolu”, opowiadającą o rzezi w Rwandzie, i spektakl „Czekając na Otella”, prezentowany w tegorocznym PPA w nurcie OFF.

Od pierwszego sezonu we Wrocławskim Teatrze Lalek Grzegorz Mazoń był często obsadzany w głównych rolach. Jego debiutem na tej scenie była rola Wolfganga Amadeusza Mozarta w spektaklu Krzysztofa Grębskiego „Mozart listy pisze”. Krytycy docenili bezpretensjonalność, z jaką młody aktor wcielił się w rolę wiedeńskiego klasyka, oraz brawurę, z którą grał na żywo utwory Mozarta we własnej aranżacji. Za spektakl „Mozart listy pisze” Grzegorz został nominowany do nagrody dla najlepszego aktora na Światowym Festiwalu Teatrów Lalek (World Festival of Puppet Art) w Pradze w 2009 r. Nie był to pierwszy raz, kiedy jego talent został zauważony na zagranicznym festiwalu – dwa lata wcześniej nominowano go w tej samej kategorii na ROMA TEATRO FESTIVAL w Rzymie.

Krzysztof Grębski to nie jedyny reżyser, który w swoich spektaklach czerpał z muzycznego talentu młodego aktora. W przedstawieniu „Co w trawie piszczy?” w reżyserii Radosława Kasiukiewicza Grzegorz śpiewał w stylu funky, rapował i beatboxował, a jedną z lalek na stałe obdarzył głosem i pięknym lwowskim akcentem swojego byłego profesora ze szkoły teatralnej i jednocześnie kolegi z zespołu – przy czym podobieństwo było tak łudzące (aktorzy w tym spektaklu pozostawali niewidoczni), że w konsternację wpadali nawet wieloletni pracownicy teatru. W przedstawieniu „Klaus der Grosse” Maćka Prusaka śpiewał falsetem, m.in. niezwykle trudny utwór „Total eclipse” Klausa Nomi. W 2010 roku spektakl otrzymał pierwszą nagrodę na XXXI Przeglądzie Piosenki Aktorskiej w kategorii OFF. Od 2013 roku aż do dziś gra – znów na żywo – Niemego Pianistę w spektaklu „Wąż” czeskiego reżysera Marka Zakosteleckiego.

W 2009 roku Grzegorz Mazoń w końcu spotkał się na scenie z reżyserem, którego spektakle zaważyły o jego wyborze kierunku studiów – Piotrem Tomaszukiem. W „Statku błaznów” Tomaszuka zagrał jedną z czterech głównych ról – demonicznego Kataryny – i po raz kolejny zaśpiewał na żywo, tym razem tzw. growlem, czyli techniką wokalną charakterystyczną dla muzyki death metalowej.

W ciągu trzech ostatnich lat był dwukrotnie nominowany do kulturalnej nagrody wrocławskiej „Gazety Wyborczej” Warto w kategorii „teatr”, a w roku 2013 został laureatem nagrody Polskiego Stowarzyszenia Estradowego dla Młodego Talentu.

W latach 2011-2014 zagrał we Wrocławskim Teatrze Lalek aż pięć głównych ról, między innymi Adasia we „Wrońcu” w reżyserii Jana Peszka (2011), Chłopca w „Antyzwiastowaniu” Bartosza Szydłowskiego oraz role tytułowe w „Krzywiryjku” Roberta Jarosza i  „Samie, czyli przygotowaniu do życia w rodzinie” Jakuba Krofty. Do tego ostatniego napisał też muzykę, którą w każdym spektaklu wykonuje i śpiewa na żywo. Wspomniany „Sam, czyli przygotowanie do życia w rodzinie” wygrał XXI Ogólnopolski Konkurs na Wystawienie Polskiej Sztuki Współczesnej jako najlepszy spektakl tej edycji. To jedno z niewielu przedstawień teatralnych stworzonych specjalnie dla młodzieży gimnazjalnej, które miewa nadkomplety i którego aktorzy na ogół żegnani są brawami na stojąco.

Od kilku lat Grzegorz Mazoń realizuje się także w działalności dydaktycznej. W latach 2013 i 2014 prowadził warsztaty muzyczno-aktorskie w projekcie Instytutu Teatralnego im. Z. Raszewskiego w Warszawie „Lato w Teatrze”; uczestnikami zajęć były dzieci i młodzież z Wrocławskiego Centrum Opieki i Wychowania. Od stycznia 2015 wraz z żoną Aleksandrą Mazoń – także aktorką Wrocławskiego Teatru Lalek – współprowadzi warsztaty „Literatura w pieluchach”, kształtujące nawyki czytelnicze wśród najmłodszych. W pracy nad warsztatami oboje czerpali z obserwacji swojej córki. Pięcioletnia Lena – jak niegdyś Grzegorz – dorasta w teatralno-muzycznej rodzinie. Niewykluczone więc, że jeszcze o niej usłyszymy.

W ubiegłym roku reżyser Marek Zakostelecky  przygotowując we Wrocławskim Teatrze Lalek „Czarodziejski flet” zaproponował Grzegorzowi specjalnie dla niego napisaną rolę… Wolfganga Amadeusza Mozarta. Tym razem wiedeński klasyk miał grać już nie tylko na pianinie, ale na perkusji, kontrabasie, dzwonkach i butelkach z wodą. Tak się też stało. „Mozart mnie prześladuje” – mawia ostatnio młody aktor. W imieniu ZASP-u – Stowarzyszenia Polskich Artystów Teatru, Filmu, Radia i Telewizji życzymy, by prześladował jak najdłużej.

***

Nagroda im. Leona Schillera jest nagrodą imienia jednego z najwybitniejszych inscenizatorów przedwojennej polskiej sceny, a zarazem świetnego organizatora, pedagoga, a także prezesa ZASP-u w latach: od 1950-1954 r. Zgodnie z tradycją stowarzyszenia Schillerowska nagroda (od 1956 r) przyznawana była przez Zarząd, a laureata ogłasza się zawsze 14 marca – w rocznicę urodzin Leona Schillera. Nagroda, pierwotnie przeznaczona jedynie dla reżyserów, od ponad półwiecza przyznawana jest za „jakość” wnoszoną do sztuki teatralnej przez jej młodych twórców. Wśród laureatów wyróżnienia znaleźli się m.in. Jerzy Jarocki, Agnieszka Glińska, Marcin Hycnar, Krystyna Janda, Krzysztof Kolberger, Wojciech Pszoniak, Jerzy Radziwiłowicz, Joanna Szczepkowska i Marek Kondrat.

Zdjęcia | Kasia Chmura-Cegiełowska