- REKLAMA -

Born in the nineties. Zwrot odnoszący się szczególnie do ludzi, którzy przyszli na świat w pięknych, kolorowych latach dziewięćdziesiątych. A jak to było z soundtrackami z gier?

Początek dominacji pecetów, dalsze przeboje wydawane na konsole. Czasy, które ukształtowały obecny rynek rozrywki elektronicznej, w którym to tort dzielony jest w zasadzie na 4 nierówne kawałki – pomiędzy pecety, PlayStation, XBoxa i Nintendo. Takie były lata dziewięćdziesiąte dla gier. Jednocześnie coraz szybciej galopujący postęp technologiczny pozwalał na zwiększanie liczby kanałów, co przekładało się na coraz to lepiej brzmiące soundtracki.


Street Fighter 2 – Guile’s Theme – 1991

Chyba najlepszy motyw ze Street Fightera ogółem. Zawsze grałem Guilem, tylko po to, by posłuchać tej melodii, która w pewien sposób niosła mnie do tego stopnia, że nikt nie chciał ze mną grać, bo każdy przegrywał. Współczesne wersje, bardziej gitarowe, brzmią też dobrze, ale urok ma ta wersja ze SNESA, a no i ten cover:

Jako saksofonista – musiałem.


Mortal Kombat 2 – 1992

No tutaj rozpisywać się nie muszę. Bijatyka, która powodowała ogromne niewyspanie, bo grało się w tajemnicy, w końcu finishery z wyrywaniem głów razem z kręgosłupem to nie obrazki dla rodziców.


Diablo – 1996

Zwiedzanie lochów pod Tristram nabierało zupełnie innego kształtu przez muzykę, która nam towarzyszyła. To był piękny początek serii, która niestety w najbliższym czasie wyląduje na smartfonach, zamiast doczekać się czwartej części. Diablo finalnie weszło z buta na rynek i wprowadziło do branży gatunek hack’n’slash.


Mario Kart 64 – 1996

Wąsaty hydraulik nie dał o sobie zapomnieć w latach dziewięćdziesiątych. Tym razem ścigał się jednak na gokartach, a główny motyw nie dawał po sobie poznać, jak wkurzająca potrafi być skóra po bananie. Banan, ale na twarzy nie schodził podczas grania, taka grafika w 1996 roku to był cud i miód!


Duke Nukem 3D – 1996

Książę w latach swojej świetności to nie tylko hektolitry krwi i nieśmiertelne teksty, to przede wszystkim genialny motyw przewodni, później odświeżony przez zespół Megadeth. Ta gra to było coś niesamowitego, jak na tamte czasy i do dziś skutecznie zamazuje niesmak po najnowszej odsłonie.


Age of Empires 2 – 1999

Ten motyw prześladuje człowieka. Chodzi za nim, gra w głowie i zmusza do jednego: odpalenia Age of Empires 2 po raz kolejny. Nie zliczę godzin spędzonych przy tej grze, nie zliczę też tego, ile razy z pewnym utęsknieniem wypatruję części czwartej.


Medal of Honor – 1999

Był kiedyś czasy, gdy strzelanki robiono porządnie i z rozmachem na miarę możliwości sprzętowych bez dorzucania mikropłatności i skrzynek z losową zawartością. Aż łezka się w oku kręci, gdy pomyślę o tym, jak bardzo ten soundtrack wpisuje się w nurt utworów komponowanych do filmów o amerykańskich żołnierzach.


To tyle na dziś. Za tydzień wejdziemy mocno w nowe tysiąclecie, które obfitowało w tak dobre soundtracki, że nie mogę się doczekać, by coś o nich napisać.


Autor: Patryk Rudnicki
Zdjęcie: youtube.com