Mimo przegranej 2:3 z APP Krispolem Września, Gwardziści mogą mieć powody do zadowolenia. Udało im się przywieźć punkt z terenu, gdzie jeszcze nikt nie urwał gospodarzom aż dwóch setów.

Jeszcze przed spotkaniem wiadomo było, że rywalizacja we Wrześni będzie trudna i zacięta. Krispol wygrał cztery ostatnie spotkania z rzędu, w tym mecz z liderem tabeli KS Lechią Tomaszów Mazowiecki. Co więcej, do tej pory nie stracił na swoim terenie ani jednego punktu. Hit kolejki zapowiadał wiele emocji.

Pierwszy set rozpoczął się od serii dobrych zagrywek gospodarzy. Gwardziści nie mogli złapać rytmu gry, przez co mieli problemy ze skończeniem ataków. Dodatkowo, Krispol dysponował wysokim blokiem, który skutecznie utrudniał gościom zadanie. Błędy po stronie wrocławian oraz wypracowana przewaga sprawiły, że zawodnicy Mariana Kardasa spokojnie wygrali pierwszą partię 25:20.

Druga część była bardziej wyrównana. Wrocławianie prezentowali się zdecydowanie lepiej. Jakub Nowosielski umiejętnie rozgrywał, w ataku dobrze spisywali się Łukasz Lubaczewski i Kamil Maruszczyk. Gwardziści grali także skutecznie blokiem (18:14), dzięki czemu wypracowali sobie przewagę. Gospodarze starali się odrabiać straty, obronili nawet kilka piłek setowych, jednak w tej części musieli uznać wyższość rywala. Zawodnicy Piotra Lebiody wygrali 25:23.

Wrocławianie, niesieni wygraną poprzedniego seta, dobrze weszli w kolejną odsłonę. Po kilku akcjach w grę obu drużyn zdarły się jednak błędy i niedokładności. Początkowa przewaga Gwardzistów szybko stopniała i zespoły grały punkt za punkt. Sytuacja zmieniła się, gdy w polu zagrywki stanął Maciej Naliwajko. Kapitan Gwardii zdobył kilka punktów, dzięki czemu wrocławianie ponownie wyszli na prowadzenie (21:15). To pozwoliło im wygrać tego seta 25:19.

Gospodarze poczuli nóż na gardle i w czwartej partii zaprezentowali się już dużo lepiej. Mimo świetnej dyspozycji Maruszczyka, to Krispol zbudował sobie przewagę (11:7). Bardzo dobre zmiany w zespole z Wrześni dali Adam Lorenc i Rafał Berwald. Przy stanie 24:20, wrocławianie zdołali urwać rywalom jeszcze trzy punkty, jednak gospodarze zachowali zimną głowę i wygrali 25:23, doprowadzając do tie-breaka.

W ostatnim secie Gwardziści mieli problemy z przyjęciem, a Krispol z akcji na akcję grał coraz lepiej (5:3). Wydawało się, że gospodarze kontrolują przebieg gry, jednak wtedy po raz kolejny świetnie w polu serwisowym spisał się Naliwajko. Wrocławianie doprowadzili do remisu (10:10), jednak w końcówce lepsi okazali się zawodnicy Kardasa. Wygrali tie-breaka 15:12. Mimo przegranej 2:3, Gwardia zdobyła bardzo ważny punkt.

– Na pewno doceniam walkę na terenie we Wrześni. Prowadziliśmy 2:1, ale chyba rywal wytrzymał bardziej nerwowo te ostatnie fragmenty pojedynku. Kondycyjnie oba zespoły były bardzo dobrze przygotowane, co pokazał tie-break, gdzie szły już naprawdę mocne ciosy. To nie były ataki, po prostu szły strzały na siatce. Obie drużyny chciały ten mecz wygrać. Mogę być zadowolony z tego, co pokazaliśmy. Zmiennicy zrobili robotę. Pierwsze szóstki dobrze się znały, wpadaliśmy na siebie. Trzeba było dokonywać zmian, my zacięliśmy się trochę na ataku. Ostatecznie rywal wygrał, ale taki jest sport, nie wszyscy mogą wygrać. Czekamy już na rewanż we Wrocławiu, spróbujemy mocniej ugryźć tego przeciwnika – mówi Piotr Lebioda, trener Gwardii Wrocław.


APP Krispol Września – KS Gwardia Wrocław 3:2 (25:20, 23:25, 19:25, 25:23, 15:12)

KS Gwardia Wrocław: Nowosielski, Dzikowicz (libero), Superlak, Maruszczyk, Olczyk, Szymeczko, Naliwajko oraz Obrempalski, Lubaczewski, Sternik, Kaźmierczak

APP Krispol Września: Zawalski, Kuś (libero), Lipiński, Narowski, Wierzbicki, Frankowski, Jóźwik oraz Berwald, Lorenc, Troczyński


Autor: Oliwia Stasiak
Zdjęcie: Aleksandra Twardowska / KS Gwardia Wrocław