Ten film jest niczym jego główny bohater, brutalny, okrutny, idący do przodu za wszelką cenę, jednak wciąż borykający się z amnezją.

 

Oczekiwałem po Henrym znacznie więcej sztuki, jakby jej nie interpretować, a mniej krwi. Rozczarowałem się, jednak nie oznacza to wcale, że film ten jest zły. Ma on swój urok, jednak by w pełni zrozumieć jego zamysł, trzeba go zobaczyć samemu.

Akcję w filmie obserwujemy z perspektywy pierwszoosobowej, a nasz bohater, Henry, jak to na prawdziwego twardziela przystało, nie zadaje zbędnych pytań. Po prostu prze do przodu zabijając wszystko, co stanie mu na drodze. Nie zadaje, bo zwyczajnie nie może, nie zainstalowano mu funkcji mówienia. Ot taki jego przykry los.

Nim jednak za to całe przelewanie krwi przyszło mu się zabrać, piękna Estelle (Haley Bennett), nieznajoma podająca się za jego żonę, pomaga mu poskładać się do kupy, i to dosłownie. Montuje mu jego nową rękę i nogę, a jak się wkrótce Henry dowiaduje, w jego ciele pozostało już niewiele z człowieka. Biedak ponadto cierpi na amnezję, a jakby tego było mało, pięć minut później zostaje zaatakowany przez uzbrojonych najemników niejakiego Akana (Danila Kozlovsky), który nie dość, że posiada umiejętności telekinetyczne, to jeszcze porywa jego domniemaną żonę.

henry hardcore

Dzieje się wiele, jednak fabuła, która początkowo jeszcze stara się bronić, szybko zmienia się w dziwną jazdę na psychotropach. Przez większość czasu główną siłą napędową filmu jest walka. Czy raczej powinienem napisać: brutalna masowa eksterminacja z użyciem najróżniejszych narzędzi. Ten film to rzeź, już dawno nie miałem okazji oglądać tak bezmyślnie brutalnego obrazu. Skojarzenia z wieloma grami komputerowymi są tutaj aż nader oczywiste. Bohater, korzystając z wszystkiego co wpadnie mu w rękę, przedziera się przez niemal niekończące się fale wrogów. Całość, jak już wcześniej wspomniałem, ukazana oczami bohatera. I tutaj muszę zaznaczyć, że poza kilkoma naprawdę dobrymi ujęciami, które potrafią zaprzeć dech w piersiach, cała walka to jeden wielki miszmasz. Były momenty, że z trudem nadążałem za ruchami Henrego. Oglądnie go w akcji zdecydowanie może przyprawić o ataki epilepsji.

Jeśli już porównuję Hardcore Henrego do gier komputerowych muszę zaznaczyć, że produkcją, którą uważam za najbliższą dziełu Ilji Najszulera jest zdecydowanie Hotline Miami. Gdyby HM ukazać z perspektywy pierwszoosobowej, z zachowaniem jej tempa rozgrywki i brutalności, a wrogowie mnożyli by się po kątach, byłby to niemal idealny obraz tego, co przyszło mi oglądać w kinie. Nawet muzyka w podobny sposób sprawiała, że akcja nabierała dynamiki, pędziła wręcz do przodu ślizgając się na hektolitrach krwi, przelewanych z niemałą finezją.

hardcore-henry

Mam także wrażenie, że całość mogłaby się okazać niesamowitym przeżyciem, gdyby tak film sprzedawać jako produkt przeznaczony na powoli pojawiające się na rynku hełmy wirtualnej rzeczywistości. Oczywiście pod warunkiem, że nasze głowy nie eksplodowałby od nadmiaru akcji i migających scen, a sam seans nie wywołał ataku padaczki, czy innej nie mniej groźniej choroby. Możliwe, że właśnie tak będzie wyglądać przyszłość kinematografii. Nie oszukujmy się, obok filmów dla dorosłych, to właśnie takie produkcje jak Hardcore Henry zdają się najlepiej wpasowywać w powoli rosnące zainteresowanie wirtualną rzeczywistością i kto wie, może wkrótce dojdzie do tego, że zamiast do kina, na seans najnowszego filmu będziemy udawali się do specjalnej sali z futurystycznymi hełmami.

Jednak przyszłość przed nami, a na razie powinniśmy zadowolić się tym, co mamy w zasięgu ręki. Podczas seansu, na którym miałem okazję być, kilka osób postanowiło zrezygnować z filmu i opuścić salę przed jego zakończeniem. Przyznaję, mnie osobiście także wiele elementów raziło i momentami trudno było mi zachować powagę. Jednak to nie wina samego filmu, wybierając się na Henrego musimy wiedzieć, czego oczekiwać. A możemy być pewni, że będzie to brutalna, ostra podróż, która momentami może nawet zaoferować nieco więcej niż tylko krew. Jest tam bowiem kilka zwrotów akcji, z których najlepszym wydaje się ten na końcu, więc jeśli zdecydujecie się na seans, warto zostać do napisów końcowych.

Autor | Patryk Wolny

  • Film obejrzałem dzięki uprzejmości Multikina